Chiny: chcemy pokoju, nie cyberwojny

Przedstawiciele chińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych wezwali w sobotę partnerów z całego świata do wspólnych działań, których celem ma być zapewnienie bezpieczeństwa w Internecie. Chińczycy zamierzają przekonać społeczność międzynarodową, że nie chcą w Sieci wojny, lecz pokoju - przy okazji urzędnicy zdecydowanie zaprzeczyli sugestiom, jakoby to chińscy hakerzy stali za niedawnymi atakami informatycznymi na amerykańskie firmy.

"W cyberprzestrzeni nie potrzebujemy wojny - potrzebujemy tam jasnych zasad i współpracy. Zdecydowanie sprzeciwiamy się temu, by cyberprzestrzeń stała się nowym polem bitwy i nie zgadzamy się, by Internet traktowany był jak narzędzie do zakłócania spraw wewnętrznych innych państw" - oświadczył podczas konferencji prasowej minister Yang Jiechi.

Taka deklaracja brzmi zaskakująco w ustach chińskiego urzędnika państwowego - ponieważ to właśnie Chiny powszechnie uważane są za kraj najaktywniej używający najróżniejszych "cyberbroni" do infiltrowania systemów informatycznych zagranicznych firm i instytucji publicznych. Ostatnio takie oskarżenia pojawiły się przy okazji wykrycia serii cyberataków skierowanych przeciwko amerykańskim przedsiębiorstwom (na liście znalazły się m.in. Facebook oraz Microsoft) - analizujący je specjaliści z firmy Mandiant twierdzą, że ataki przeprowadzano z terenu konkretnej chińskiej bazy wojskowej, zaś hakerzy działali w typowych godzinach pracy.

Zobacz również:

Zapytany o tę sprawę Yang Jiechi zdecydowanie zaprzeczył, jakoby chińskie władze miały jakikolwiek związek z tymi wydarzeniami - jego zdaniem dowody przedstawiane przez pracowników Mandiant są niespójne, a Chiny są oskarżane głównie dlatego, że słyną z cyberprzestępczości i są "etatowym" obiektem takich podejrzeń.

Przedstawiciel ministerstwa dodał też, że Chiny od lat starają się uczynić Internet “pokojowym i bezpiecznym" miejscem i że rząd w Pekinie stara się promować tę ideę m.in. na forum ONZ. "Mam nadzieję, że nasi krytycy przestaną nas bezpodstawnie atakować i oskarżać i zamiast tego zajmą się promowaniem bezpieczeństwa i współpracy"$ - podsumował Jiechi.

Dodajmy, że Chińczycy od lat są podejrzewani o przeprowadzanie takich ataków. Firmy zajmujące się analizowaniem działań hakerów i przebiegu ataków wielokrotnie sugerowały, że rząd Chin wspiera ten proceder (i wiele poszlak faktycznie na to wskazuje) - faktem jednak jest, że twardych dowodów winy rządu Państwa Środka zwykle brakuje.

Więcej na ten temat:

Huawei: zarzuty USA nie mają oparcia w faktach

"Chiński atak" to tylko trening?

Cyberatak na USA pokazany w chińskiej telewizji


TOP 200