Certyfikaty od 1997 roku

Produkty zgłoszone do certyfikacji, w celu uzyskania znaku bezpieczeństwa, przed 31 grudnia 1996 r. będą dopuszczone do sprzedaży - postanowili członkowie Rady ds. Badań i Certyfikacji na dwa tygodnie przed końcem minionego roku. W myśl postanowienia rady każde urządzenie sprzedawane od końca marca 1997 r. będzie musiało posiadać znak bezpieczeństwa.

Produkty zgłoszone do certyfikacji, w celu uzyskania znaku bezpieczeństwa, przed 31 grudnia 1996 r. będą dopuszczone do sprzedaży - postanowili członkowie Rady ds. Badań i Certyfikacji na dwa tygodnie przed końcem minionego roku. W myśl postanowienia rady każde urządzenie sprzedawane od końca marca 1997 r. będzie musiało posiadać znak bezpieczeństwa.

Przesunięcie terminu wprowadzenia obowiązkowego znaku bezpieczeństwa na wszystkich znajdujących się w sprzedaży wyrobach wiąże się - zdaniem członków rady - z brakiem możliwości wydania certyfikatów wszystkim ubiegającym się o nie, przed końcem marca 1996 r. W Polsce jednostką uprawnioną do wydawania certyfikatów jest, zgodnie z ustawą o badaniach i certyfikacji, Polskie Centrum Badań i Certyfikacji (PCBC).

Zgodnie z postanowieniem Rady PCBC "kończy proces certyfikacji w terminie nie dłuższym niż 3 miesiące od daty rejestracji wniosku". Gdyby nie grudniowe postanowienie rady, od kwietnia 1996 r. producenci musieliby zaprzestać sprzedaży urządzeń bez certyfikatu.

"Czyli z półek zniknęłoby ok. 40% towarów, które sprzedawane są obecnie na podstawie zgłoszenia" - twierdzi Robert Filipowicz, odpowiedzialny za sprzedaż sprzętu PC w firmie HewlettýPackard. Paweł Bojańczyk, odpowiedzialny za certyfikację w HP, twierdzi, że decyzja ta była "spodziewana". Podobnie sądzi Dariusz Ciborski z JTT, który w minionym roku złożył około dwudziestu wniosków o certyfikację.

Ich zdaniem, PCBC obciążona jest taką liczbą wniosków, że procedury często trwają blisko sześć miesięcy. "Taki jest rynkowy żywot HP" - zauważa Andrzej Zaremba z . Jednak gdy zachodni producenci skarżą się na długi okres oczekiwania na certyfikat, dla polskich firm zdaje się być on znacznie krótszy. "Wszyscy stoimy w tej samej kolejce" - mówi Paweł Bojańczyk. A Robert Filipowicz dodaje, że "niektórzy dostają certyfikaty szybciej niż my". "Compaq, IBM czy HP część testów wykonują za granicą; do tego dochodzi tłumaczenie dokumentacji i transport, co musi wydłużać okres certyfikacji" - odpiera zarzuty Dariusz Ciborski z JTT.

Zastrzeżenia firm budzi także liczba upoważnionych do przeprowadzania testów ośrodków oraz procedury administracyjne, które mogą ciągnąć się miesiącami. "Gdyby rada nie zmieniła swojego postanowienia, w przyszłym roku mogłoby dojść do załamania rynku tylko dlatego, że w kraju sprzęt komputerowy testują jedynie 2 laboratoria" - zauważa Robert Konstanty, dyrektor ds. markertingu w Optimus S.A. Komputery i drukarki HP trafiają do warszawskiej firmy L-Test, która wykonuje próby wysokiego napięcia i rezystancji przejścia, konieczne do uzyskania certyfikatu. "Zwykle zajmuje im to kilka dni, podczas gdy kilka miesięcy czekamy na decyzje PCBC" - twierdzi Paweł Bojańczyk, który dodaje że "niektórzy partnerzy firmy nie chcą sprzedawać sprzętu dopuszczonego na rynek jedynie na podstawie zgłoszenia".

Według niego ponad 80% ze złożonych przez HP w 1995 r. wniosków "przeleżało w PCBC blisko 6 miesięcy". Często również - zdaniem Roberta Filipowicza - sprzęt jest niszczony podczas przeprowadzania testów, co naraża jego właściciela na poważne straty.

Przedstawiciele HP uważają, że sytuacja pogarsza się z miesiąca na miesiąc. "Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie certyfikacji pod koniec 1996 r." - mówi Paweł Bojańczyk, który zakłada, że wtedy czas oczekiwania będzie wynosił blisko rok. Odmiennego zdania jest Andrzej Zaremba, reprezentujący dystrybutora HP, który obecną sytuację uważa za "względnie ustabilizowaną nie podobną do wiosny 1995 r."

Największe kontrowersje certyfikacja budziła właśnie w maju minionego roku, kiedy na miesiąc przed terminem określającym konieczność obowiązkowego posiadania certyfikatu rada wprowadziła możliwość sprzedawania towarów po zgłoszeniu "wyrobu do certyfikacji". Wówczas niektórzy np. Computer 2000 zawiesili sprzedaż nie opatrzonych znakiem bezpieczeństwa urządzeń. PCBC nie wywiązało się wtedy z ustawowej konsultacji maksymalnych cen na testowanie produktów i wydawanie certyfikatów z Ministerstwem Finansów. Ówczesne zamieszanie wyrobiło zdecydowanie złą markę centrum wśród producentów i dystrybutorów.

1 stycznia 1996 r. w krajach Unii Europejskiej wchodzi dyrektywa o konieczności posiadania przez każde urządzenie normy EMC (Electromagnetic Compatibility). Aby otrzymać znak "C" produkt musi przejść 5 różnych testów, z których zaledwie jeden objęty jest Polską Normą. "Zakładam, że urządzenia które mają zarówno ECM, jak i ceryfikat schematu CB (Certification Body) będą automatycznie kwalifikowane do sprzedaży przez polskie centrum" - sądzi Paweł Bojańczyk.

Jego zdaniem na przeprowadzenie takich testów i wydanie zezwolenia, jednostka certyfikująca potrzebuje od trzech do siedmiu dni.


TOP 200