Certyfikat na dobry początek?

Celowość zdobywania zaświadczeń dających Świadectwo umiejętności posługiwania się komputerem dyskutowana bywa w Środowiskach informatycznych i zdania na ten temat - jak to w życiu - bywają demokratycznie podzielone.

Celowość zdobywania zaświadczeń dających Świadectwo umiejętności posługiwania się komputerem dyskutowana bywa w Środowiskach informatycznych i zdania na ten temat - jak to w życiu - bywają demokratycznie podzielone.

W ostatnim czasie zaczyna nabierają znaczenia inicjatywa związana z certyfikatem ECDL (European Computer Driving Licence), bo taką nazwę określono ową licencję, u nas zwaną potocznie komputerowym prawem jazdy lub pod pełną nazwą: Europejskie Komputerowe Prawo Jazdy. Propagatorem tej akcji jest Polskie Towarzystwo Informatyczne i ono też jako jedyne posiada uprawnienia do weryfikacji i wydawania stosownych zaświadczeń. Dokument stwierdzający posiadanie umiejętności w zakresie posługiwania się komputerem jest jednolity we wszystkich krajach Unii Europejskiej, tak jak jednolite są też zasady pozyskiwania tego zaświadczenia.

Posiadacza certyfikatu ECDL najbardziej zapewne interesują potencjalne korzyści płynące z legitymowania się tym dokumentem. Według informacji zawartych w promocyjnych ulotkach informacyjnych, licencja daje jej posiadaczowi zaświadczenie o rzetelnych umiejętnościach w zakresie posługiwania się technologią informatyczną na poziomie użytkownika komputera i w taki też sposób powinna być interpretowana przez pracodawców. Trudno nie zgodzą się z tym założeniem, skoro aby zdobyć certyfikat, należy zdać 7 egzaminów: jeden teoretyczny i sześć praktycznych, obejmujących użytkowanie komputerów, przetwarzanie tekstów, arkusze kalkulacyjne, bazy danych, grafikę prezentacyjną i usługi w sieciach komputerowych. Egzaminy przeprowadzane są przez akredytowanych egzaminatorów - członków PTI specjalnie w tym celu przeszkolonych - i muszą być złożone w ciągu 3 lat. Zakres i sposób egzaminowania jest identyczny w całej Europie, co oznacza, że nie ma konieczności zaliczania poszczególnych etapów w tym samym miejscu czy nawet kraju. Certyfikaty powstały z myślą o użytkownikach komputerów, a nie profesjonalnych informatykach, tak więc mogą być one przydatne dla sekretarki lub księgowego, natomiast ich pozyskiwanie jest bezzasadne np. przez projektantów systemów lub programistów, chociaż nie ma ku temu też żadnych statutowych przeciwwskazań. Wiadomo jednak, że w tych profesjach wymagane są inne umiejętności oprócz jedynie użytkowania komputera, pracodawca raczej nie zapyta programisty czy takie zaświadczenie posiada, skoro i tak nie zawiera ono informacji na temat znajomości programowania.

Szukając pracy

Pytanie, czy ECDL ułatwi zdobycie pracy na dosyć przecież konkurencyjnym rynku, na razie pozostaje bez odpowiedzi. Można pokusić się o pewne przybliżone prognozy, które jednak nie są w pełni miarodajne przy obecnym poziomie popularyzacji tej inicjatywy. O sposobie traktowania certyfikatu ECDL będą decydować pracodawcy, którzy kształtują popyt na określony zakres umiejętności zawodowych i sposób ich dokumentowania. Podejście do tego zagadnienia na razie jest różne, o czym świadczą badania rynku pracy i indywidualne rozmowy przeprowadzane z prezesami firm. Dla pewnych grup pracodawców jakikolwiek dokument stwierdzający umiejętności jest jedynie świstkiem papieru. O możliwościach nowego pracownika przekonują się oni zazwyczaj na podstawie przeprowadzonego wywiadu ustnego, popartego następnie wynikami uzyskiwanymi bezpośrednio na stanowisku pracy. Do grupy tej zaliczyć można niektóre firmy, działające nowocześnie, cechujące się wyraźnymi sukcesami rynkowymi, a w sferze papierowego dokumentowania umiejętności nastawione skrajnie negatywnie. Należy zadać również pytanie, czy taki sposób weryfikacji kadr nie jest zbyt kosztowny i kogo stać finansowo na sprawdzanie podstawowych walorów zawodowych nowych pracowników w warunkach rosnącej konkurencji rynkowej? Brak dokładniejszych danych liczbowych, prezentujących, w jakim stopniu tak zwerbowani pracownicy rzeczywiście okazali się efektywni w działalności zawodowej, uniemożliwia ocenę skuteczności tej metody pozyskiwania kadr. Jako uzupełnienie należy zauważyć, że nowo zatrudnionymi w takich firmach nie są zazwyczaj ludzie z ulicy, lecz najczęściej będą to absolwenci uczelni o określonej renomie i stosownym profilu zawodowym bądź pracownicy firm konkurencyjnych. Tak więc osoby te są już niejako zweryfikowane, chociaż nieco inną metodą.

Pokaż świadectwo a powiem ci kim jesteś

W większości sytuacji mamy jednak do czynienia z podejściem tradycjonalnym do problemu naboru kadr, gdyż istnieje spora grupa pracodawców o poglądach w tej mierze zachowawczych. Konserwatyzm w pozytywnym tego słowa znaczeniu nakazuje skrupulatne gromadzenie dokumentacji o umiejętnościach pracownika, począwszy od dyplomu ukończenia szkoły, aż po wszelkie zaświadczenia o odbytych kursach. Jest to podejście o tyle słuszne, że w pewien sposób pozwala systematyzować wiedzę, jeśli już nie o umiejętnościach, to przynajmniej o chęci personelu do nauki. Rzeczywiste umiejętności mogą być bowiem sprawdzone w sposób wymierny dopiero w realnych warunkach powierzonych zadań służbowych. Trudno więc tym samym rozsądzić, czy weryfikacja pracownika na podstawie zaświadczeń jest adekwatna do jego umiejętności i oczekiwań pracodawcy.


TOP 200