Celne postscriptum

Gdyby awaria jednego z najważniejszych systemów nastąpiła w jakiejkolwiek innej instytucji lub firmie, dyrektor IT musiałby odejść z pracy. Wyjątkiem jest Ministerstwo Finansów.

Gdyby awaria jednego z najważniejszych systemów nastąpiła w jakiejkolwiek innej instytucji lub firmie, dyrektor IT musiałby odejść z pracy. Wyjątkiem jest Ministerstwo Finansów.

Tydzień temu opisywaliśmy skandaliczną postawę Józefa Adamusa, dyrektora Departamentu Informatyzacji Ministerstwa Finansów, za którego przyczyną - na przełomie kwietnia i maja br. - sieć komputerowa celników okazała się bezbronna na atak wirusa Sasser. Przedstawiliśmy wówczas także, w jaki sposób Józef Adamus, jego przełożony wiceminister Wiesław Ciesielski i były szef służby celnej Robert Kwaśniak opóźniali przygotowanie administracji celnej i jej systemów informatycznych do członkostwa w Unii Europejskiej. Minęło raptem kilka dni od ukazania się naszego artykułu, gdy po raz kolejny Józef Adamus i podwładni mu informatycy wykazali się niekompetencją, godzącą wprost w interesy unijnej gospodarki.

O 2.00 w nocy ze środy na czwartek, 3 czerwca, przestał działać serwer poczty elektronicznej w Ministerstwie Finansów. To za jego pośrednictwem są przekazywane deklaracje importerów/eksporterów w systemie NCTS (New Computerized Transit System), który obsługuje procedurę wspólnego tranzytu. Ministerialny serwer ma również przekazywać deklaracje INTRASTAT, pozwalające rozliczać wewnątrzunijny VAT.

Krajowe Centrum NCTS w Łodzi, ulokowane w tamtejszej Izbie Celnej, bezskutecznie próbowało aż do 9.30 rano znaleźć kogokolwiek w Ministerstwie Finansów, kto zająłby się awarią. Wreszcie celnicy odnaleźli Marcina Grochowinę, zastępcę dyrektora Departamentu Informatyzacji, który zlokalizował odpowiedzialnego pracownika. Tenże był jednak na arcyważnym szkoleniu, a naprawą serwera pocztowego mógł się zająć dopiero kilkadziesiąt minut później.

W tym czasie rosła kolejka nieprzetworzonych deklaracji tranzytowych. Agencje celne i firmy wstrzymywały odprawy, zapanował chaos. Na szczęście urzędy celne przeszły na procedurę awaryjną, tj. zaczęły przyjmować wydrukowane deklaracje od firm i przepisywać je do terminali systemu NCTS. Gwoli wyjaśnienia przestał działać podsystem NCTS, odpowiedzialny za elektroniczne przekazywanie deklaracji tranzytowych od firm do urzędów celnych.

Schemat działania systemów NCTS i INTRASTAT

Schemat działania systemów NCTS i INTRASTAT

Biuro Prasowe Ministerstwa Finansów utrzymuje, że serwer zaczął działać ok. 11.00. Tymczasem celnicy podają, że serwer odzyskał pełną sprawność, na bieżąco przekazywał deklaracje, po godz. 17.00. W niektórych przypadkach kłopoty z poprawną wysyłką trwały do następnego dnia.

"Ręce opadają, gdy po kilku godzinach bezskutecznych prób, musimy zacząć drukować deklaracje tranzytowe i zawozić je celnikom. Na szczęście Urząd Celny w Gdyni płynnie przeszedł na obsługę awaryjną i dopuścił do wwozu na teren Unii Europejskiej kontenery z Chin" - wspomina Kamila Piotrowska-Król z firmy Terramar z Gdyni. Zdaniem Zbigniewa Kałata, zajmującego się sprawami celnymi w firmie spedycyjnej POLZUG, zamiast 30 zgłoszeń celnych, jak to ma miejsce przy elektronicznej obsłudze tranzytu, ręcznie udało się zrobić tylko 10. Pozostałych 15 klientów należało poprosić o przełożenie odprawy na inny dzień.

"Nic dziwnego, że przedsiębiorcy mogli uważać, że NCTS nie działa. Z ich punktu widzenia awaria serwera pocztowego - kluczowego dla podsystemu przekazywania deklaracji - obniża ich sprawność działania" - kwituje Sławomir Krawiec, krajowy koordynator wdrożenia NCTS. Zarzeka się jednak, że centralny serwer NCTS i powiązane z nim terminale w urzędach celnych działały sprawnie.

Gdyby taka awaria nastąpiła po 10 czerwca br., kiedy zaczną napływać od przedsiębiorców pierwsze deklaracje INTRASTAT, Polska naraziłaby się na ogromne straty. Przedsiębiorcy zaś słusznie mogliby się ubiegać o odszkodowania. Niestety, Ministerstwo Finansów bagatelizuje awarię. Z kolei Józef Adamus uważa, że najlepszym lekarstwem na problemy z systemami IT resortu finansów byłby outsourcing. Niech wielka firma IT przejmie informatyków Ministerstwa Finansów i zacznie wszystkim zarządzać. A przecież wystarczyłoby pomyśleć o uruchomieniu zapasowego serwera pocztowego i przygotowaniu odpowiednich procedur awaryjnych.

Dla Computerworld komentuje

ANDRZEJ TYROWICZ, do lipca 2002 r. dyrektor Departamentu Informatyki GUC.

Jednym z głównych założeń Strategii Informatyzacji Administracji Celnej była regionalizacja zasobów technicznych. Chodziło o zapewnienie maksymalnej niezawodności budowanej struktury przy racjonalnym poziomie nakładów na jej realizację. Celowi temu służyło właśnie umiejscowienie centrum NCTS w Łodzi. Z przeglądu jednostek organizacyjnych administracji celnej wynikło, że istnieją tam najbardziej sprzyjające warunki do utworzenia silnego zespołu właścicielskiego dla systemu tranzytowego. W ciągu dwóch lat utworzono kompetentny zespół celno-informatyczny, który nabył doświadczenia międzynarodowego i technicznego, uczestnicząc w seminariach i szkoleniach, organizowanych przez Komisję Europejską w ramach projektu budowy i wdrażania NCTS. Kolejną ważną przesłanką do podjęcia takiej decyzji było zrozumienie podstawowego faktu, że to właśnie NCTS będzie najbardziej obciążonym modułem warstwy operacyjnej administracji celnej, gdyż będzie przez niego przepływać do 10 tys. komunikatów dziennie. Wszelkie pozostałe systemy - włącznie z taryfowym - znacznie mniej obciążają magistralę CCN/CSI niż NCTS. Uwzględniając powyższe względy, w GUC podjęto decyzję, że właśnie w centrum NCTS będą zlokalizowane zarówno instalacja serwerów CCN/CSI, jak i przyszłe bramki do komunikacji z podmiotami. Zgodnie z tą koncepcją bramka systemu NCTS i bramka systemu wspomagania obsługi odpraw celnych Celina miały być instalacjami wzajemnie się uzupełniającymi i stanowiącymi dla siebie rezerwę.

Niestety, po likwidacji GUC górę wzięły centralistyczne zapędy Ministerstwa Finansów.

Argumenty techniczne - istniejące łącza telekomunikacyjne, przygotowane pomieszczenia (i to za budżetowe środki) - i kadrowo-społeczne - bezrobotni informatycy z Łodzi pielgrzymują codziennie do Warszawy - nie znajdowały posłuchu. Podobnie ideologiczne przesłanki o konieczności połączenia sieci administracji celnej i skarbowej, mimo braku jakichkolwiek rzeczywistych potrzeb informacyjnych i racjonalnej argumentacji, doprowadziły do wielu niepotrzebnych wydatków na infrastrukturę. Odnośne decyzje nie były poparte choćby podstawowym wyliczeniem korzyści ekonomicznych. Co gorsza, w wyniku kosztownych i niepotrzebnych działań powstała struktura mniej odporna na awarie i mniej bezpieczna.

Podstawowym zarzutem, jaki jeszcze można postawić polityce resortu finansów, jest faktyczna alienacja tzw. obsługi technicznej (administratorzy pracują w Warszawie) od właścicieli i użytkowników systemu. Modelowy wręcz przykład skutków takiej alienacji został opisany w Computerworld. To występowaniu właśnie takich niepożądanych sytuacji miało zapobiec zregionalizowanie centralnych warstw systemów operacyjnych administracji celnej i umiejscowienie administratorów technicznych przy właścicielach systemów. Niestety, dopóki absurdalnie marnotrawna - z punktu widzenia kosztów funkcjonowania państwa i kosztów społecznych - polityka Ministerstwa Finansów, realizowana konsekwentnie przez Departament ds. Informatyzacji, nie dokona zasadniczego zwrotu, dopóty wszyscy jako podatnicy będziemy musieli te koszty ponosić i teraz, i długo w przyszłości.

Uważam, że jestem uprawniony do takiej wypowiedzi, gdyż pomimo czynionych przeze mnie wysiłków, przy likwidacji GUC żaden z decydentów Ministerstwa Finansów nie raczył się nawet śladowo zainteresować ani rzeczywistym przebiegiem prac nad informatyzacją administracji celnej, ani jej przesłankami decyzyjnymi, ani też szeroko pojętymi zagrożeniami procesu informatyzacji obsługi obrotu towarowego. Jaskrawo kontrastuje to z postępowaniem poprzednich kierownictw resortu finansów. Już za czasów Leszka Balcerowicza padł pomysł połączenia sieci obydwu administracji, a faktycznie dołączenia skarbówki do uruchomionej już sieci ceł. Odbyły się wspólne prezentacje i dyskusje, w wyniku których przy wzajemnym zrozumieniu specyfiki działalności oraz odmienności przepływów informacyjnych wypracowano racjonalną technicznie, ekonomicznie i organizacyjnie decyzję. Obecne postępowanie Ministerstwa Finansów da się streścić cytatem z jednej z narad: "...przecież to GUC został przejęty przez Ministerstwo Finansów, a nie odwrotnie...". Można by się zatem tylko pocieszać, że jak dotąd szkody poczynione informatyzacji administracji celnej nie okazały się krytyczne, a sytuacje opisane w Computerworld nie są typowe, lecz sporadyczne.

U siebie czy na zewnątrz?

Nieco ponad rok temu Józef Adamus, dyrektor Departamentu Informatyzacji Ministerstwa Finansów, zapowiadał, że chce rozbudować swój 230-osobowy zespół informatyków w centrali resortu finansów do 450 osób. Dzięki temu mieliby oni we własnym zakresie przygotowywać większość systemów IT na potrzeby administracji skarbowej. W urzędach i izbach skarbowych pracuje 2400 informatyków. Dodatkowo Ministerstwo Finansów przejęło 220 pracowników działu IT dawnego Głównego Urzędu Ceł. Dziś Józef Adamus chciałby oddać całość informatyki - wraz z większością pracowników odpowiedzialnych za nią - w ręce firmy zewnętrznej. Według nieoficjalnych informacji w resorcie finansów jest właśnie przygotowywany przetarg na wybór dostawcy usług outsourcingowych.