Bywają i tacy

Z profesorami, tak jak ze wszystkimi ludźmi, bywa różnie. Są mądrzy i szczodrzy, są głupi i skąpi i całe spektrum pośrednich. Znam różnych. W felietoniku, który zechciał skomentować prof. W. Duch, zwróciłem uwagę na pewien rodzaj mentalności, pojawiającej się tu i ówdzie, a której przypadki znam z autopsji. Wiem, że pieniądze do kieszeni zdobyć o wiele trudniej niż na aparaturę, ale przede wszystkim trzeba chcieć. Dobre wyważenie proporcji między zakupami sprzętu i zasilaniem kieszeni ludzi pozwala znacznie podnieść efektywność pracy. Człowiek parający się nauką, zwłaszcza w dziedzinach teoretycznych, powinien mieć głowę w miarę wolną od trosk o codzienny byt. Nie sądzę, by każdy doktorant musiał mieć mercedesa, ale nie powinien tracić czasu i sił dorabiając sobie np. korepetycjami, żeby mieć co na grzbiet włożyć.

Z profesorami, tak jak ze wszystkimi ludźmi, bywa różnie. Są mądrzy i szczodrzy, są głupi i skąpi i całe spektrum pośrednich. Znam różnych. W felietoniku, który zechciał skomentować prof. W. Duch, zwróciłem uwagę na pewien rodzaj mentalności, pojawiającej się tu i ówdzie, a której przypadki znam z autopsji. Wiem, że pieniądze do kieszeni zdobyć o wiele trudniej niż na aparaturę, ale przede wszystkim trzeba chcieć. Dobre wyważenie proporcji między zakupami sprzętu i zasilaniem kieszeni ludzi pozwala znacznie podnieść efektywność pracy. Człowiek parający się nauką, zwłaszcza w dziedzinach teoretycznych, powinien mieć głowę w miarę wolną od trosk o codzienny byt. Nie sądzę, by każdy doktorant musiał mieć mercedesa, ale nie powinien tracić czasu i sił dorabiając sobie np. korepetycjami, żeby mieć co na grzbiet włożyć.

"Pytanie "o sens całej tej komputerowej roboty" zadaje bowiem każdy recenzent pracy wysłanej do druku, jak też i recenzenci KBN" - pisze prof. W. Duch. Tak! Dokładnie o to mi chodziło, gdy napisałem o problemach w tym względzie.

Na marginesie warto zauważyć, że nie wspominałem w tekście o doktorantach, lecz pisałem o "młodych naukowcach". Doktorant to specjalny gatunek - coś pośredniego między studentem a naukowcem. Różnie z tym zresztą bywa na różnych uczelniach. Ale wróćmy do pieniędzy. Doktorant, istniejąc w dużej mierze na prawach studenta, nie musi zarabiać wiele. Dostaje stypendium (nie opodatkowane) i ma się zajmować studiami i pracą. Goni go czas - termin zamknięcia przewodu doktorskiego i obrony pracy, a mieczem Damoklesa jest groźba konieczności zwrotu połowy wziętego stypendium. W nieco odmiennej sytuacji jest pracujący na etacie asystent. Malutka pensyjka, dydaktyka, często mnóstwo innych obowiązków zlecanych przez szefa. Przeżyć trudno, a robić (także doktorat) trzeba. O takich ludziach pisałem.

A w ogóle, to w nauce płacą o wiele za mało. I to przekonanie nas - Panie Profesorze - łączy. Ale czy nasze przekonanie przekona polityków...?