Burza na morzu

Jak informatyka może pomóc w wychodzeniu przedsiębiorstwa z kryzysu? Jak w tej sytuacji może się odnaleźć dział informatyki?

Burza na morzu
Określenie "perfect storm", które około dwa lata temu zaczęło pojawiać się w publikacjach ekonomicznych, na polski należy przetłumaczyć jako "gniew oceanu". Taki właśnie tytuł miał film o perypetiach kutra rybackiego na Atlantyku, z George’em Clooneyem jako gwiazdą i pamiętnymi efektami wizualnymi i dźwiękowymi. Określenie to w literaturze fachowej opisuje kryzys ekonomiczny, którego świat doświadcza od ponad dwóch lat.

Dziś wydaje się, że gospodarka weszła w stan, w jaki ocean wchodzi po wielkiej burzy. Z punktu widzenia przedsiębiorstwa wygląda to niczym statek na środku morza tuż po sztormie. Wiatr nie zrywa już żagli i olinowania, fale nie mają kilkudziesięciu metrów wysokości i nie zalewają pokładu. Ale tafla wody ciągle jest wzburzona, porywy wiatru rzucają statkiem w różnych kierunkach, woda nadal zalega w zęzach, a jej wypompowywanie ciągle trwa i pochłania większą część energii załogi. Na horyzoncie jednak widać słońce. Czas, by oszacować straty, wytyczyć nowy kurs i skierować się na nowe wody.

Czy informatyka może pomóc przedsiębiorstwu w sytuacji, gdy przypomina ono statek dryfujący po burzy? Zdecydowanie tak, co więcej - daje jej to szansę do wyjścia z niszy, w którą została zepchnięta w erze komodytyzacji IT i stania się na powrót jedną z głównych funkcji przedsiębiorstwa.

Proces jako ograniczenie, informacja jako wyzwolenie

Informatyka w przedsiębiorstwie AD 2010 ma sytuację szczególną. W dojrzałej firmie w ostatnich latach zdążyła "nasycić" wszystkie albo prawie wszystkie procesy swoją obecnością. Większość działań musi odbyć się z jakimś jej udziałem. W typowym przedsiębiorstwie kluczowe procesy oparte są w dużym stopniu na aplikacjach; dzisiejszy biznes (finansowy, dóbr konsumenckich, usługowy, logistyczny itd.) w dużej mierze polega na obracaniu informacją. Niektóre branże - np. przemysłowa, budowlana, transportowa - nadal nie są tak bardzo zależne od informatyki jak choćby usługi czy finanse. O ile jednak można sobie wyobrazić produkcję, np. porcelany, bez systemów informatycznych, o tyle nie da się bez nich wyobrazić sobie rentownej, konkurencyjnej i wielkoskalowej produkcji - przecież bez narzędzi typu ERP nie dałoby się zapewnić łańcucha dostaw ani kontroli zamówień. O ile na rozsianych po Polsce budowach węzłów komunikacyjnych i dróg nie widać może zbyt wielu komputerów, o tyle nie ma cienia wątpliwości, że bez informatyki nie udałoby się zarządzanie przedsięwzięciem o tej złożoności - od fazy projektowania, poprzez inwestycję, zarządzanie placem budowy, aż po kadry i płace personelu.

Nowa rola dyrektora IT

CIO jako lider biznesowy to często nowa rola nie tylko dla osoby piastującej tę odpowiedzialną funkcję, ale często także dla jego partnerów - menedżerów biznesowych, a więc dyrektorów finansów, sprzedaży czy operacji/produkcji. Dlatego oprócz "czynników twardych", takich jak profesjonalizm, dobre parametry operacyjne działania IT oraz kontrola nad budżetem, liczą się także osobiste zdolności przywódcze, rozumowanie kategoriami dobra biznesu oraz umiejętność pracy zespołowej.

Problem polega na tym, że informatykę w przedsiębiorstwach w ostatnich latach budowano nieco "ponad skalę" - kierując się przy tym założeniem ciągłego, organicznego wzrostu (zwłaszcza w Polsce, gdzie na wzrost popytu wewnętrznego nakładał się ciągły wzrost eksportu). Niestety, dziś okazuje się, że te procesy nie mają racji bytu, bo po "gniewie oceanu" trzeba je zbudować na nowo. Zoptymalizowane, wyśrubowane i zakonserwowane w takim stanie w narzędziach nie zdają egzaminu na rynku, na którym trzeba szukać możliwości w zupełnie innych obszarach działania niż do tej pory.


TOP 200