Burza mózgów wśród referentów

Zaangażowanie pracowników w rozwiązywanie problemów firmy nie zawsze jest pożądane, zatem nie należy go za wszelką cenę prowokować. Obecnie wiele firm charakteryzuje się schizofrenicznym podejściem do własnych pracowników.

Zaangażowanie pracowników w rozwiązywanie problemów firmy nie zawsze jest pożądane, zatem nie należy go za wszelką cenę prowokować. Obecnie wiele firm charakteryzuje się schizofrenicznym podejściem do własnych pracowników.

Z jednej strony uważa się, że są oni największym dobrem firmy, jej najcenniejszym zasobem, że w związku z tym należy ich dopieścić, dowartościować, zatrzymać na dłużej. Z drugiej, jeśli to dobro wnosi największą wartość dodaną do działań, produktów i usług firmy, to należy je do cna wyeksploatować, motywując i pobudzając, uwięzić w sieci uzależnień i zobowiązań. A doceniany pracownik powinien odwdzięczać się lojalnością i wręcz rodzinnym przywiązaniem do firmy, nieustającą dbałością o jej interesy.

Menedżerowie postępują w stosunku do swoich podwładnych raz tak, raz owak, w zależności od tego, które przekonanie akurat mocniej zaznaczy swoją obecność w ich światopoglądzie zawodowym. Podwładni otrzymują więc sprzeczne sygnały od swoich przełożonych i osądzają je jako kolejne fanaberie władzy. W efekcie nie traktują poważnie deklaracji swoich zwierzchników, a wszelkie ich działania nakierowane na wywołanie "odpowiednich" uczuć względem firmy czy swojej pozycji jako pracownika, traktują z wielką nieufnością. A zatem firma zbyt mocno koncentrująca się na oddziaływaniu na swoich ludzi postrzegana jest jako firma osaczająca pracownika, a więc nieprzyjazna, bez względu na to, jakie intencje nią kierują: czy chęć wyzysku, czy chęć przyhołubienia.

Kiedyś otrzymałam list od jednego z czytelników, który pracował w firmie dopiero co "urynkowionej", to znaczy wydzielonej z większej struktury podczas prywatyzacji i usamodzielnionej. Firma ta otrzymała młodego prężnego szefa, bardzo przejętego nowymi koncepcjami zarządzania, zwłaszcza dotyczącymi zasobów ludzkich. Jego ambicją było "zdziałanie cudu", czyli uczynienie z zasiedziałych, zbiurokratyzowanych pracowników ludzi przedsiębiorczych i pracujących dla dobra firmy. W związku z tym organizował z referentami tzw. burze mózgów, żądając od tych Bogu ducha winnych, prostych ludzi, nadzwyczajnych pomysłów, generalnie aktywności umysłowej, do której ani nie mieli predyspozycji, ani nie byli przyzwyczajeni. Doprowadzał tym do furii rozsądniejszych i bardziej rozgarniętych podwładnych, którzy nie mogli normalnie pracować, bowiem musieli czekać na to, co "urodzi się" w głowach referentów. Oczywiście, nic szczególnego się nie powstawało, ale wymyślonym przez nowego dyrektora procedurom musiało stać się zadość. Efekt początkowo był mało groźny, po prostu opóźniały one bieg spraw i zwielokrotniały liczbę zebrań i dokumentów. Ale później referentom spodobały się spotkania z dyrektorami i mówienie bez zahamowań, "co ślina na język przyniosła", wzrosła zatem ich aktywność, choć nie wzrosła wartość merytoryczna propozycji, a dyrektor był zachwycony, że wywołał takie zaangażowanie załogi. Każdy, najbardziej nawet absurdalny pomysł, rozważał bez końca, mówiąc, że coś w tym jest, a nawet, jak nie ma, to nie można ludzi zrażać krytyką czy obojętnością, bo może następnym razem wpadną na genialny pomysł.

Rozochoceni referenci porzucili wszelkie rygory logiki i rozsądku. Czytelnik napisał, że najlepsi specjaliści już porzucili tę firmę, a teraz przygotowuje się do odejścia również ta reszta ludzi, którzy na czymś się znają. Pozostaną rozdyskutowani referenci i dyrektor. Oczywiście, referenci pochłonięci pracą "koncepcyjną" nie wykonują swoich rutynowych obowiązków, firma więc nie wywiązuje się ze zobowiązań.

W ten oto sposób, szlachetna idea doceniania wszystkich pracowników i wciągania wszystkich pracowników do dbałości o wszystkie sprawy firmy doprowadziła przedsiębiorstwo na skraj upadku. Morał z tego jest taki, że podstawowym wyrazem szacunku w stosunku do pracowników jest powierzanie im zadań i odpowiedzialności stosownie do ich umiejętności i charakteru. Wymaganie od ludzi czegoś ponad ich psychologiczne możliwości lub zaszczepianie idei znacznie ich przerastających intelektualnie prowadzi do ich demoralizacji, a nie do rozwoju ich osobowości czy przywiązania do firmy i jej szefów.