Budzenie olbrzyma

Setki firm mają zamiar żyć w Polsce dzięki usługom i sprzedaży przez Internet, ale zaledwie dwie dziesiątki mają wyobrażenie, komu i z jakiego powodu są potrzebne.

Setki firm mają zamiar żyć w Polsce dzięki usługom i sprzedaży przez Internet, ale zaledwie dwie dziesiątki mają wyobrażenie, komu i z jakiego powodu są potrzebne.

Zapewne z tego tumultu wyłoni się kilka, może kilkanaście firm, które staną się poważnymi dostawcami usług rzeczywiście pożądanych przez klientów indywidualnych, przedsiębiorstwa różnej wielkości i różnych branż, instytucje i urzędy. Biznes internetowy w Polsce bardziej polega na handlu wartością wyimaginowaną, czyli firmami. Na sprzedaż są portale i firmy dostarczające usługi ASP, a także dostawcy Internetu. Inwestorów poszukują - albo już mają - firmy software'owe w dziedzinie e-commerce i firmy konsultingowe w tej samej dziedzinie.

Mity na sprzedaż

Niestety, również na polskiej branży firm internetowych ciąży grzech instrumentalnego traktowania powierzonej im misji. W ich opinii może nią być zaspokajanie potrzeb klientów, ale równie dobrze może nią być maksymalizowanie swojej wartości w celu dokonania intratnej samosprzedaży. Być może z finansowego punktu widzenia to wszystko jedno: i to daje pieniądze, i to, ale biznesowa optyka już jest inna. Wycenianie firm, np. portali, polega na mnożeniu użytkowników przez cenę akcji firmy macierzystej. Jest to absurdalne, bo ani nie ma wiarygodnych danych o liczbie użytkowników portali, ani nie ma sensownego uzasadnienia, dlaczego liczba użytkowników miałaby świadczyć o ich jakości jako klientów e-commerce, ani ocena giełdowa nie jest w pełni obiektywna. A jednak najważniejsze portale są wyceniane na dziesiątki milionów dolarów (np. Onet na 110 mln, a Wirtualna Polska na 92 mln - według CAIB). Są to wirtualne fortuny, bo użytkownicy wszystkich portali wydali może 100 tys. USD, reklamodawcy wnieśli może 2-4 mln USD w 2000 r. wg różnych szacunków. Niektórzy analitycy sądzą, że za dwa, trzy lata portale będą dochodowe, ale trudno dociec, na czym opierają swoje szacunki, poza własnymi życzeniami.

Biznes polega na tworzeniu wartości dodanej, czyli zaspokajaniu istniejących potrzeb klientów lub ich kreowaniu i zaspokajaniu. Wartości te są tworzone przez ludzi, którzy mają odpowiednią motywację, kwalifikacje i - co najważniejsze - pasję. Nie bez przyczyny najważniejsze firmy technologiczne minionego czasu powstawały w przysłowiowym garażu. Były wyrazem determinacji i pasji twórczych założycieli, np. Hewlett-Packard, Apple, Progress Software, Lotus. Dopiero potem znajdowały wyrachowanych inwestorów. Dzisiaj, niestety, prawie wszystkie interesy internetowe zaczynają się od pazerności: inwestorów lub założycieli. Na ogół - bo są wyjątki - nie tworzą żadnej wartości na rynku. To jest prawdziwa przyczyna powolnego rozwoju Nowej Gospodarki w Polsce. Na drugim miejscu znajduje się słabe upowszechnienie komputerów osobistych, na trzecim - wysokie koszty dostępu i korzystania z Internetu.

A potem dochodzą inne, np. brak zaufania, mała liczba posiadaczy kart kredytowych, brak podpisu elektronicznego. Ale pierwszą - o tym trzeba pamiętać - jest brak wyraźnej wartości dodanej w ofercie firm internetowych. Nie jest to szczególna polska cecha. Niestety, powtarzamy błędy amerykańskie.

Liderzy i maruderzy

Porównując rozwój oferty internetowej i tradycyjnych firm informatycznych, można narysować dwie linie równoległe, na których odpowiednie etapy będą sobie odpowiadać. Udostępnianie Internetu jest na poziomie handlu sprzętem i podstawowym oprogramowaniem, produkcja sprzętu i oprogramowania to trochę jak portale i hosting, integracja zaś odpowiada e-commerce, natomiast usługi B2B i B2C odpowiadałyby etapowi dominacji usług biznesowych i informatycznych. Dzisiaj w starej gospodarce jesteśmy na etapie upadku integracji i wchodzenia w erę usług biznesowych i informatycznych, ale w dziedzinie Nowej Gospodarki dopiero na etapie udostępniania Internetu, a inne dziedziny raczkują.

Ta dysharmonia ma bardzo ważne konsekwencje. Po pierwsze, doświadczeni użytkownicy informatyki mają rozbudowane oczekiwania wobec Nowej Gospodarki, a Nowa Gospodarka ma dla nich podstawową ofertę. Menedżer dużej korporacji nie może się rozdwoić: dostawcy rozwiązań biznesowych dla swojej firmy traktować jak partnera budującego jego biznes, a dostawcę rozwiązań internetowych - jak uciążliwego kupca dążącego tylko do sfinalizowania sprzedaży. A więc tego drugiego w ogóle nie wpuszcza w swoje progi.

Nie jest przypadkiem, że rynki elektroniczne są budowane przede wszystkim w dwóch branżach: dystrybucji farmaceutycznej i stalowej. W tych branżach nie ma porządnej tradycyjnej informatyki do zarządzania biznesem, ale jest miejsce na e-commerce. Niestety, świadczy to tylko o niedojrzałości tych branż, o tym, że jest tam dużo pieniędzy, które trzeba zagospodarować.


TOP 200