Budujmy szklane rury

Zmieniają się potrzeby i oczekiwania użytkowników, a jakość życia i możliwość prowadzenia działalności gospodarczej w wielu rejonach Polski wciąż musi być niższa z powodu słabej jakości lub braku dostępności usług.

Zmieniają się potrzeby i oczekiwania użytkowników, a jakość życia i możliwość prowadzenia działalności gospodarczej w wielu rejonach Polski wciąż musi być niższa z powodu słabej jakości lub braku dostępności usług.

Nieszczególnie może nas tłumaczyć to, że kiedy w początkach lat 90. XX w. zaczęto otwierać rynek dla inwestorów innych niż państwo, wskaźniki dostępności usług telekomunikacyjnych mieliśmy najgorsze w Europie, wyprzedzając jedynie Albanię. Dzisiaj, kiedy brak telefonu komórkowego to rzadka ekstrawagancja, trudno sobie wyobrazić tamte czasy z ośmioma telefonami na stu mieszkańców, a w regionach wiejskich nawet poniżej czterech. Pomimo ogromnego postępu ciągle pozostajemy w ogonie statystyk europejskich prawie we wszystkich obszarach rynku telekomunikacyjnego. Jedynym - jak to niedawno zauważył prof. Stanisław Piątek, gdzie staliśmy się ostatnio liderem - jest liczba interwencji Komisji Europejskiej w proces regulacyjny w Polsce.

Sieci telekomunikacyjnych już nie buduje państwo w rytmie socjalistycznych planów pięcioletnich. Administracja jest wprawdzie bardzo ważnym użytkownikiem sieci i usług łączności elektronicznej, ale nawet w najbardziej ambitnych planach informatyzacji jest to co najwyżej średni inwestor, w porównaniu z tym, co może skonsumować masowy rynek. Operatorzy to obecnie komercyjne prywatne firmy, a że są jeszcze takie, które tkwią korzeniami w starych, państwowych przedsiębiorstwach, nie zmienia tego, że muszą się liczyć z konkurencją i przekonywać inwestorów, akcjonariuszy i instytucje finansujące, że wydatki na rozbudowę sieci dadzą zysk. A z tym przekonywaniem w ostatnich latach bywało średnio, co można oceniać, porównując poziom inwestycji w Polsce i na innych rynkach europejskich.

Państwo zmienia się, przestając być właścicielem i administratorem, a staje się regulatorem i strategicznym organizatorem. Nie powinno się uczyć obu tych ról zbyt długo, bo problemy z planowaniem zyskownych inwestycji w telekomunikacji mają coraz większy wpływ na konkurencyjność polskiej gospodarki wobec innych państw europejskich.

Winy regulatora

Konfederacja Pracodawców Polskich zorganizowała niedawno debatę na temat warunków rozwoju infrastruktury telekomunikacyjnej w Polsce. Przy nieco niezręcznej nieobecności osoby kluczowej dla rynku - Anny Streżyńskiej, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej, nie szczędzono słów krytyki wobec jej strategii regulacyjnej, skupionej na obniżaniu cen i otwieraniu infrastruktury Telekomunikacji Polskiej dla innych usługodawców za pomocą kar i arbitralnych decyzji. Rzeczywiście, trudno przy takim podejściu powiązać konkurencję usług z konkurencją infrastruktury.

Założenie, że firmy - które model biznesowy opierają wyłącznie na wykorzystaniu istniejącej infrastruktury byłego monopolisty - stopniowo będą ewoluować i staną się aktywnymi inwestorami, jest ryzykownie optymistyczne. Mówiono też o tym, że wysokie kary nakładane na TP, będące przedmiotem wielu sporów sądowych, do czasu rozstrzygnięć, paradoksalnie stały się przyczyną wzrostu ryzyka inwestycyjnego dla całego rynku, które można określać jako ryzyko regulacyjne. Mówiono też o tym, że brak akceptacji dla przedstawionej przez TP kalkulacji kosztów powoduje, że reszta rynku też nie może skorzystać z szacowania cen za wymianę usług.

Z drugiej jednak strony, niezależnie od tego, jak oceniać strategię energicznej Prezes UKE, mającej potężną władzę nad rynkiem, nietrudno zauważyć, że sama formalnie wymuszona konkurencja w ramach tego, co można obecnie zrobić z poziomu UKE, może już nie wystarczać, aby skrócić dystans do innych państw europejskich. Jeżeli oczekiwalibyśmy czegoś spektakularnego, to raczej od polityki, a to już jest kompetencja rządu.

Potrzeba polityki

Krytycy regulatora powinni pamiętać, że to nikt inny, a Anna Streżyńska, być może nawet nieco wyprzedzając swoje kompetencje, była wnioskodawcą przyjęcia przez Komitet Rady Ministrów ds. Informatyzacji i Łączności dokumentu w sprawie barier procesu inwestycyjnego w telekomunikacji, zawierającego propozycje zmian w przepisach, ułatwiających budowę sieci, uzyskiwanie pozwoleń budowlanych, środowiskowych i wszelkich innych decyzji administracyjnych niezbędnych do realizacji procesu inwestycyjnego. Postulat zmian w wielu ustawach to długa, wyboista droga, konieczność pogodzenia różnych racji, pokonania oporu osób, które nie chcą ograniczać kompetencji władczych różnych urzędników. To jednak ogromny postęp, że wreszcie zaczęto na ten temat mówić poza gronem osób bezpośrednio związanych z sektorem telekomunikacji.

Jeszcze 2-3 lata temu niektórzy utrzymywali się w całkowicie błędnym przekonaniu, że sieci światłowodowe - zbudowane przez kilku obecnych na rynku operatorów międzymiastowych - wystarczą, aby obsłużyć przez dłuższy czas potrzeby rynku. Na dodatek zaczęto również lekceważyć znaczenie sieci dostępowych, bo rolę stacjonarnego telefonu domowego przejmuje telefon komórkowy, a sieci bezprzewodowe zapewniają wygodną mobilność posiadaczy notebooków. Ktoś jednak musi to wszystko połączyć. To co zaczęło się jednak dziać w obszarze usług, coraz bardziej atrakcyjna oferta multimedialna, która pokazuje wyraźnie bliskie nadejście interaktywnej, wielousługowej, rozpowszechnianej w technologii IP telewizji wysokiej rozdzielczości, jest również ogromnym wzrostem wymagań co do sieci.

Sieci następnych generacji (NGN) - gdzie zarządzanie usługami staje się niezależne od zarządzania infrastrukturą - otworzą pole dla łatwego wprowadzania wielu nowych aplikacji. To też ważny impuls rozwojowy dla twórców treści i zupełnie nowych zastosowań. Trzeba jednak bardzo radykalnie zwiększać pojemność sieci, co oznacza konieczność rozbudowy najwyższej jakości sieci światłowodowych. Przykłady państw, gdzie operatorzy już podjęli inwestycje w NGN, pokazują, że gra idzie o wielomiliardowe projekty. Trudno się spodziewać, że może się to odbywać bez wsparcia polityki rządu, być może tak samo jak nie da się bez programu rządowego przeskoczyć szybko od naziemnej telewizji analogowej do cyfrowej. Na pewno niewykonalne jest poprawienie warunków inwestowania bez ustalenia płaszczyzny dialogu operatorów telekomunikacyjnych z rządem.


TOP 200