Budujmy światłowód obok korzyści

Codziennie powinniśmy budować 33 km światłowodów, żeby w 2020 r. zapewnić wszystkim szybki dostęp do internetu, czego wymaga od nas Unia. Problemy mają też inne kraje członkowskie: przy dotychczasowym tempie sieć światłowodowa powstanie za 92 lata. Jak wybrnąć z impasu - zastanawiali się szefowie firm telekomunikacyjnych w czasie Forum Usług Szerokopasmowych.

Z każdym kolejnym Forum Usług Szerokopasmowych (FUS) organizowanym przez Computerworld jesteśmy coraz bliżej wyznaczonych przez Komisję Europejską terminów pokrycia całego kraju stacjonarnym dostępem do szybkiego, szerokopasmowego internetu.

Na razie fakty działają na naszą niekorzyść. Przez ostatni rok nie zdarzył się cud - ani inwestycyjny, ani budowlany - który zapewniłby znaczący wzrost dostępności sieci w Polsce, zarówno w tym najbardziej podstawowym wymiarze, o minimalnej przepływności 144 Kb/s, jak i w wersji superszybkiej - 30 Mb/s i więcej. Pod względem pokrycia kraju stacjonarnym dostępem do internetu znajdujemy się na końcu europejskiej stawki. Tymczasem cele Agendy Cyfrowej zakładają, że każdy obywatel będzie mógł do końca przyszłego roku korzystać z podstawowego dostępu, a do 2020 - z superszybkiego.

Warto zauważyć, że wiele prac dotyczących rozwoju infrastruktury dostępowej zostało podjętych dzięki działaniom regulacyjnym oraz inwestycjom rządowym i samorządowym wspieranym przez fundusze unijne. Jednak stan zaawansowania prac pokazuje, jak wiele jeszcze mamy do zrobienia.

Światłowody gotowe za 92 lata

Podczas tegorocznej debaty szefów największych firm telekomunikacyjnych Andrzej Dulka, prezes Alcatel-Lucent Polska, przytoczył prosty rachunek obrazujący skalę wyzwania, którego jako kraj podjęliśmy się w ramach Agendy Cyfrowej. Na budowę sieci szkieletowych, finansowanych z obecnie dostępnych funduszy unijnych, pozostały nam dwa lata. Sieci te są niezbędne, aby w kolejnym etapie móc budować rozwiązania dostępowe nowej generacji (NGA - Next Generation Access) na tzw. obszarach szarych i białych.

Koszt budowy szkieletu to 7 mld zł. Środki są, ale coraz głośniej stawiane jest pytanie, czy przez dwa lata zdążymy je wydać, skoro należy wybudować blisko 20 tys. km nowych światłowodów. Oznacza to, że dziennie powinno powstać 33 km gotowej sieci; będzie to poprzedzone uzyskaniem pozwoleń oraz pracami ziemnymi. "Jestem jednak optymistą, uważam, że możemy nadrobić opóźnienie. Tylko trzeba brać się do pracy, bez dalszego zwlekania" - mówi Andrzej Dulka.

Kiedy powstanie sieć szkieletowa, można budować sieć NGA. Według ekspertów Instytutu Łączności, koszty tego projektu wyniosą 20-30 mld zł. Środków unijnych nie wystarczy, dlatego potrzebne będzie wsparcie sektora prywatnego. W związku z tym coraz głośniej mówi się, że realizacja celów europejskiej Agendy do 2020 r. już dzisiaj wydaje się problemem.

To jednak, jak się okazuje, nie tylko nasz problem. Pozostało osiem lat, a tymczasem opracowany niedawno na zlecenie FTTH Council Europe raport "Financing Stimulus for FTTH" mówi, że jeżeli Europa nie przełamie dotychczasowej niemocy, to przy dotychczasowym tempie budowa sieci światłowodowych w krajach zajmie... 92 lata.

Stacjonarny to podstawa

Osiągnięcie celów Agendy Cyfrowej będzie możliwe tylko dzięki rozwojowi dostępu stacjonarnego i technologiom, które umożliwiają odpowiednią przepływność. Raport firmy Point Topic pokazuje zakres stosowania poszczególnych technologii dostępowych w Polsce (zob. wykres). Te oferujące niższe parametry, np. klasyczny DSL, to przede wszystkim miedziane sieci telefoniczne - domena największego polskiego operatora.

Firma Orange Polska (dawniej Telekomunikacja Polska) zobowiązała się, w ramach porozumienia zawartego w roku 2009 z prezesem Urzędu Komunikacji Elektronicznej, do budowy 1,2 mln łączy. Ich unowocześnienie do technologii VDSL otwierałoby drogę do podniesienia parametrów dostępu. To w polskich uwarunkowaniach najszybsza metoda zwiększenia pokrycia kraju dostępem NGA. Pozostali operatorzy stacjonarni nie budują własnych nowych sieci miedzianych, wolą korzystać z dobrodziejstw regulacji rynku, czyli z infrastruktury Orange, lub budują sieci światłowodowe.

Spadek cen na rynkach regulowanych również nie jest zachętą do inwestycji. Rosną w siłę operatorzy telewizji kablowych, wprowadzając technologię DOCSIS 3 i oferując superszybki internet. Mają oni jednak swobodę inwestowania i wybierają obszary najbardziej opłacalne. Na tle Europy bardzo dobrze wygląda u nas rozwój mobilnego dostępu do internetu w technologii HSPA oraz LTE.

Wariant pesymistyczny: będzie, jak jest

Powodzenie realizacji założeń Agendy Cyfrowej zależy więc przede wszystkim od postawy największego operatora, sposobów regulacji rynku telekomunikacyjnego oraz wspólnych działań administracji i biznesu.

Możliwe scenariusze rozwoju polskiego rynku przedstawił podczas tegorocznego Forum Usług Szerokopasmowych Ryszard Hordyński, dyrektor w firmie doradczej A.T. Kearney Polska. Pierwszy z nich zakłada utrzymanie status quo, co przełoży się na nieznaczne zmiany w pokryciu kraju siecią szerokopasmową, co wyklucza realizację założeń Agendy Cyfrowej.

Ten scenariusz, choć na pozór nieprawdopodobny, może się ziścić, jeśli zbiegnie się kilka zjawisk i czynników. Po pierwsze, jeśli regulator będzie koncentrował się jedynie na firmie Orange Polska, powodując osłabienie jej pozycji rynkowej i zniechęcając ją do inwestycji. Spadek cen usług głosowych i internetu DSL uderzy także w pozostałych operatorów stacjonarnych. To z kolei przełoży się na ograniczenie inwestycji w unowocześnianie sieci na rzecz utrzymania istniejących łączy. Niezbędna będzie redukcja kosztów, w tym ograniczenie zatrudnienia. Klienci będą wybierać dostęp od operatorów kablowych lub mobilnych.

Inwestycjom w stacjonarny dostęp do internetu nie sprzyja też niski poziom koordynacji prac pomiędzy uczestnikami rynku telekomunikacyjnego. Do tego dochodzi jeszcze kwestia popytu na usługi sieciowe - bez stymulacji zainteresowania dostępem sytuacja na rynku się nie zmieni. Korzyści z zastosowania internetu w różnych dziedzinach życia i biznesu są bezdyskusyjne, również w relacjach obywatel-administracja. W Polsce wciąż jednak trudno o przykłady namacalnych korzyści, które przekonałyby masy. Dziś te korzyści nie są jasne nawet dla tych, którzy internetu używają non stop.

Wariant optymistyczny: mądre regulacje

Drugi scenariusz, którego efektem będzie silny wzrost pokrycia i penetracji siecią szerokopasmową, wymaga podjęcia zestawu niezbędnych działań. Według Ryszarda Hordyńskiego, konieczne jest wprowadzenie narodowej strategii rozwoju sieci szerokopasmowej, uwzględniającej zapewnienie finansowania. Strategia ta powinna obejmować: zachęcanie partnerów do współpracy w zakresie rozwoju infrastruktury, dofinansowanie publiczne wybranych obszarów oraz wykorzystanie funduszy strukturalnych UE.

W zakresie regulacji AT Kerney Polska postuluje ustanowienie stabilnych ram regulacyjnych. Regulator, analizując rynek, powinien brać pod uwagę zarówno bieżący, jak i przyszły scenariusz rozwoju, uwzględniając sieci wybudowane z funduszy unijnych oraz różny poziom konkurencji w wybranych regionach geograficznych. Polityka regulacyjna powinna sprzyjać wdrażaniu nowych technologii, np. poprzez symetryczne regulowanie działalności wszystkich operatorów infrastrukturalnych na określony czas. Regulacje dla LTE powinny obejmować m.in. zachęty do wdrażania na obszarach wiejskich, gdzie nie istnieje uzasadnienie biznesowe do wprowadzania innych technologii, oraz swobodę działania w obszarach o wysokim popycie i konkurencji.

Regulacje powinny uwzględniać geograficzną segmentację, również w zakresie cen detalicznych. Niezbędny jest łatwy dostęp do informacji o rozwoju i dostępności sieci oraz koordynowanie prac publicznych w celu redukcji kosztów rozwoju sieci. Regulacjom powinno podlegać współużytkowanie kanalizacji technicznej i pasywnej infrastruktury. Powinny pojawić się zachęty regulacyjne dla rozwoju konkurencji opartej na infrastrukturze sieci światłowodowej. Niezbędne jest także stymulowanie rozwoju i popytu na nowoczesne usługi online.

Rura już nie wystarcza

Wśród uczestników przywołanej wcześniej debaty prezesów dominował umiarkowany optymizm w ocenie stanu polskiego rynku telekomunikacyjnego. Przedstawiciele operatorów podkreślali, że niezbędne jest wsparcie inwestycji na terenach, które w biznesowym rachunku ekonomicznym nie są opłacalne, oraz stymulowanie popytu na dostęp. Pokrywanie białych plam to wyzwanie, którego nie podejmie się żaden operator w pojedynkę. Dodatkowo niskie ceny nie sprzyjają inwestycjom, a operator musi dostosowywać ofertę do siły nabywczej abonentów.

Andrzej Dulka zaapelował o zmianę sposobu myślenia o rynku. W miejsce dywagacji o topniejącym czasie i środkach powinno pojawić się myślenie prorozwojowe i działanie, a także ciągłe poszukiwanie sposobów na poszerzanie rynku. Jednym z nich jest wsłuchiwanie się w potrzeby użytkowników sieci, którzy dostrzegają jej istnienie tylko wtedy, kiedy przestanie działać. Korzystają z wielu usług i aplikacji, których dostawcy zarabiają coraz większe pieniądze. Operator powinien być czymś więcej niż tylko rurą transmitującą bity. Dlatego szef Alcatela zachęcał: obok rury budujmy wartość dodaną, także z myślą o tych, którzy w ogóle lub w ograniczonym stopniu korzystają obecnie z sieci.


TOP 200