Bojkotować!

Otrzymuję na adres domowy prospekty i materiały reklamowe od firm, którym nigdy mego adresu nie podawałem. Skąd mają mój adres? Znam ludzi, którzy zupełnie dobrze żyją ze sprzedawania adresowych baz danych, uzyskanych z różnych źródeł. Czy mogę ich potępić tylko dlatego, że to zapewne z ich powodu muszę co jakiś czas wyrzucić stosy niepotrzebnej mi makulatury? Oczywiście, że nie! Mam jednak wątpliwości, czy wszystkie te bazy adresowe mają całkowicie legalne pochodzenie.

Otrzymuję na adres domowy prospekty i materiały reklamowe od firm, którym nigdy mego adresu nie podawałem. Skąd mają mój adres? Znam ludzi, którzy zupełnie dobrze żyją ze sprzedawania adresowych baz danych, uzyskanych z różnych źródeł. Czy mogę ich potępić tylko dlatego, że to zapewne z ich powodu muszę co jakiś czas wyrzucić stosy niepotrzebnej mi makulatury? Oczywiście, że nie! Mam jednak wątpliwości, czy wszystkie te bazy adresowe mają całkowicie legalne pochodzenie.

Dobrym źródłem uzyskiwania baz adresowych są czasopisma. Wystarczy zorganizować konkurs z atrakcyjnymi nagrodami i niewinną ankietą (zawód, wykształcenie, wiek, poziom dochodu - nawet z dużym przybliżeniem) i już mamy świetną bazę adresową, którą da się dobrze sprzedać. Jest oczywiste, że jak wiele innych danych, takie bazy są przedmiotem częstych kradzieży. Podobne bazy adresowe klientów firm handlowych mają nieporównywalnie większą wartość, gdyż dla konkurenta stanowią świetną szansę przechwycenia odbiorców. Jeżeli zaś zaufany pracownik firmy z dnia na dzień przechodzi do konkurencji, przenosząc "przy okazji" dyskietkę z bazą klientów, to do bankructwa droga niedaleka. Jeżeli przyda się to w przypadku członka zarządu firmy (a taka sprawa właśnie toczy się w jednym z sądów), to można mu wytoczyć sprawę na podstawie obowiązującego kodeksu handlowego. Co jednak zrobić z szeregowym pracownikiem?

Czytelniku, jeżeli otrzymujesz interesującą ofertę przejścia do Ciebie pracownika konkurencji z gotową bazą danych (o której wiesz na pewno, że jest uzyskana drogą nielegalną), to pamiętaj, że Twoja firma jest równie podatna na kradzież jak konkurent. Za kilka miesięcy lub rok Twoja baza danych także pojawi się na rynku pracy.

Angielski biznesmen, który popełnił czyn nie licujący ze statusem dżentelmena spotyka się ze zdecydowanym ostracyzmem środowiska. Bowiem tylko samo środowisko może wyplenić nieetyczne praktyki. Zastosujmy się do tej zasady i my. Nie zatrudniaj ludzi, którzy przynoszą nawet bardzo interesujące i potrzebne dane, ale ewidentnie kradzione. Powinniśmy bojkotować ich nie tylko towarzysko, ale także zawodowo.


TOP 200