Bogactwo pomysłów i wiedzy

Budowanie nowoczesnego państwa i konkurencyjnej gospodarki wymaga dzisiaj stosowania zaawansowanych technologii. Znacznie ważniejsi są jednak ludzie, którzy będą potrafili zrobić z nich właściwy użytek. Powinniśmy o tym pamiętać, planując rozwój naszego kraju.

Budowanie nowoczesnego państwa i konkurencyjnej gospodarki wymaga dzisiaj stosowania zaawansowanych technologii. Znacznie ważniejsi są jednak ludzie, którzy będą potrafili zrobić z nich właściwy użytek. Powinniśmy o tym pamiętać, planując rozwój naszego kraju.

Przy okazji tematów związanych z wykorzystaniem technik informacyjnych w naszym kraju pojawia się często postulat modernizacji państwa. Występuje on szczególnie w kontekście zagadnień dotyczących elektronicznej administracji. Mówi się wtedy, że nie wystarczy sama informatyzacja pracy urzędów, potrzebny jest nowy, adekwatny do współczesnych wyzwań model funkcjonowania organów państwa. Dopiero wtedy nowe technologie będą mogły rzeczywiście efektywnie wspierać zarządzanie krajem i obsługę obywateli na wszystkich szczeblach administracji publicznej.

To prawda. Czy jednak dla zapewnienia warunków rozwoju cywilizacyjnego naszego kraju i efektywnego wykorzystania w nim technik informacyjnych wystarczy tylko sama modernizacja państwa? Czy nie jest nam potrzebna także modernizacja społeczna? Nie chodzi tutaj bynajmniej o znane nam z poprzedniego okresu ideologiczne oddziaływanie na społeczeństwo, ale o dobre rozpoznanie i zrozumienie mechanizmów życia społecznego w kontekście wyzwań współczesności i wspieranie tych, które mogą mieć kluczowe znaczenie dla powodzenia przemian cywilizacyjnych oraz niwelowanie skutków tych, które mogą oddziaływać negatywnie. Chodzi o rzetelną ocenę społecznego kontekstu projektów związanych z wykorzystaniem nowych technologii i budowanie sprzyjającej im atmosfery społecznej, w tym poprzez niwelowanie barier mentalnych. Na gruncie nauki, np. w socjologicznych teoriach rozwoju społecznego, takie zjawisko jest znane i opisywane jako element procesów rozwoju cywilizacyjnego społeczeństw i państw.

Mam wrażenie, że skupianie się tylko na sprawach modernizacji państwa przesłania nam bardzo ważne, czasami wręcz fundamentalne kwestie natury społecznej, które mogą stanowić istotną blokadę rozwoju cywilizacyjnego naszego kraju, czy też być przeszkodą w samej modernizacji państwa.

Od Rejewskiego do Turinga

Udział PKB sektora produkującego ICT

Udział PKB sektora produkującego ICT

Wielokrotnie w czasie różnych konferencji czy wystąpień związanych ze społeczeństwem informacyjnym można usłyszeć diagnozę, że nasza klasa polityczna nie jest zdolna do przeprowadzenia skutecznych reform modernizacyjnych. Nie chodzi tu tylko o tych, którzy aktualnie sprawują władzę, lecz generalnie o całą grupę osób aktywnych w różnorodny sposób w polityce, bez względu na przynależność partyjną. Zadajmy sobie w takim razie pytanie: to kto jest zdolny? Czy my jako społeczeństwo rzeczywiście jesteśmy do tego zdolni? Co powinniśmy robić, żebyśmy byli zdolni?

Jerzy Główczewski, lotnik z polskich dywizjonów w Anglii, opisuje w książce "Wojak z przypadku" historię swojego ojczyma, który w trakcie II wojny światowej zgłosił się na ochotnika do armii polskiej na Bliskim Wschodzie. Ten wszechstronnie wykształcony człowiek - po kilku fakultetach, ze znajomością kilku języków obcych, z doświadczeniem w kierowaniu dużym, znanym w przedwojennej Polsce przedsiębiorstwem poligraficznym - został przez swoich przełożonych skierowany do najcięższych, najgorszych prac fizycznych, bo nie miał stopnia oficerskiego. Dopiero po interwencji oficerów angielskich, którzy nie mogli zrozumieć, dlaczego wojsko polskie tak bezsensownie marnuje olbrzymi potencjał intelektualny tego człowieka, został przeniesiony do pracy w kancelarii szpitala. Nikt nie miał pomysłu na inne, bardziej ambitne wykorzystanie jego wiedzy i doświadczenia.

Czy ten przypadek nie jest symptomatyczny również dla naszego, dzisiejszego sposobu postrzegania roli nauki i wiedzy w życiu społecznym? Jeżeli tak, to jak mamy budować społeczeństwo informacyjne, które wymaga od swoich członków posługiwania się coraz bardziej zaawansowaną wiedzą w przetwarzaniu dostępnych informacji, jak mamy budować gospodarkę opartą na wiedzy, która staje się obecnie celem najbardziej rozwiniętych państw świata? Czy, aby budować nowoczesną Polskę, Polskę przyszłości, nie trzeba najpierw uporać się z balastem przeszłości, z odziedziczonymi przez społeczeństwo po poprzednich okresach historii przeświadczeniami, postawami, stereotypami?

Cieszymy się, gdy Polacy odnoszą sukcesy na świecie w różnych dziedzinach nauki, kultury czy gospodarki. Z podziwem patrzymy na ostatnie, liczne sukcesy polskich studentów informatyki w międzynarodowych konkursach programowania. Smutkiem napawa jednak fakt, że prawie wszyscy z nich po skończeniu studiów będą pracować za granicą. Co zrobić, żebyśmy mogli cieszyć się sukcesami naszych rodaków również tu w kraju i w pełni korzystać z ich wiedzy i umiejętności? Co zrobić, żeby uruchomić i w pełni wykorzystać ten wielki, tkwiący w ludziach potencjał z pożytkiem dla nas wszystkich? Wydaje się, że to zadanie jest dzisiaj znacznie ważniejsze niż opracowywanie kolejnych dokumentów dotyczących strategii budowania e-Polski i tworzenia e-administracji.

Polska nie jest krajem, który by cierpiał na brak wybitnie utalentowanych jednostek. Nie od dzisiaj jednak brakuje nam umiejętności właściwego wykorzystania ich potencjału intelektualnego. To przecież grupa wybitnych polskich matematyków pod kierunkiem Mariana Rejewskiego, zatrudnionych przez Sztab Generalny Wojska Polskiego, dokonała odkrycia, które, jak się dzisiaj mówi, niemalże zadecydowało o przebiegu II wojny światowej - odczytała szyfr Enigmy. Polacy dokonali tego, czego nie byli w stanie zrobić ani Francuzi, ani Anglicy, chociaż potem nie zawahali się przed przypisaniem sobie wielu zasług. Cały dorobek polskiego zespołu został przekazany aliantom m.in. dlatego, że jego członkowie nie mieli w pewnym momencie warunków do kontynuowania prac. Polski rząd nie mógł się zdobyć m.in. na wyasygnowanie środków niezbędnych do zakupu kolejnych egzemplarzy Enigmy oraz zbudowanie wymyślonych przez polskich matematyków, specjalnych urządzeń do automatycznego rozszyfrowywania coraz większej liczby depesz. Warto przypomnieć, że z odkryć dokonanych przez zespół Rejewskiego korzystał później sławny Alan Turing.

Wydaje się, że obecnie również często brakuje nam odwagi dalekiego, perspektywicznego myślenia. Doraźne, bieżące sprawy oraz interesy wygrywają w starciu z dalekosiężnym myśleniem o priorytetach przyszłości. Co zrobić, aby nie powtarzać tego typu błędów? Dzisiaj również mamy wielu zdolnych, wykształconych, ambitnych, chętnych do działania i dzielenia się swoją wiedzą ludzi, w tym m.in. informatyków. Ich potencjał intelektualny jest nam potrzebny do budowania Polski przyszłości - nie żadnej e-Polski, tylko nowoczesnego, wysoko rozwiniętego kraju na miarę wyzwań współczesności, kraju, w którym techniki informacyjne będą odgrywały coraz większą rolę, ale najważniejsi będą ludzie umiejący z nich korzystać, ludzie potrafiący nowatorsko myśleć i twórczo podchodzić do rozwiązywania problemów związanych z zastosowaniami nowych technologii.

Ćwiczenie czyni mistrza

Otoczenie społeczne i kulturowe

Otoczenie społeczne i kulturowe

Aby stały się one czynnikiem stymulującym nasz rozwój gospodarczy czy cywilizacyjny, wcale nie musimy budować własnej Doliny Krzemowej. Jak udowadnia dr Marcin Piątkowski z Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego, dźwignią wzrostu gospodarczego nie jest wcale sektor produkcji ICT. O wiele większy potencjał rozwojowy tkwi w samym użytkowaniu najnowszych technik informacyjno-komunikacyjnych. Zarówno w Polsce, jak i Stanach Zjednoczonych oraz Unii Europejskiej, udział w PKB sektora produkcyjnego ICT jest o kilka razy mniejszy niż sektora użytkującego rozwiązania teleinformatyczne. Również prof. Wojciech Cellary z Akademii Ekonomicznej w Poznaniu podkreśla prorozwojowe znaczenie zastosowań technik informacyjnych w różnych dziedzinach życia.

Nowe technologie wymagają jednak twórczego, innowacyjnego podejścia, pomysłowości i wiedzy, jak z nich korzystać. Prof. Lech Zacher z Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego zwraca uwagę, że aby korzystać z technologii przemysłowych, potrzeba jedynie umiejętności. Wystarczy raz nauczyć się jeździć samochodem, żeby móc potem korzystać z niego w każdej sytuacji. Za każdym razem korzysta się w ten sam sposób. Technologie informacyjne wymagają przede wszystkim twórczego podejścia i specjalnej wiedzy. Wartość dodana, sens ich użycia, wynika przede wszystkim z pomysłu na ich zastosowanie. Ich wykorzystanie odbywa się bowiem nie w sferze mechaniki, lecz komunikacji społecznej i za każdym razem może być inne. Wygrywają ci, którzy znajdują nowe, nie odkryte jeszcze przez konkurencję obszary zastosowań lub zastosowań idealnie dopasowanych do konkretnych potrzeb konkretnego podmiotu czy konkretnej organizacji.

Dlatego tak ważne staje się uczenie całego społeczeństwa posługiwania się nowymi technologiami oraz kształtowanie wśród jego członków szacunku do wiedzy i do ludzi wiedzy. Społeczeństwo informacyjne, czy też społeczeństwo wiedzy, nie powstanie wtedy gdy będziemy mieli wdrożone najnowsze rozwiązania informatyczne, tylko wtedy gdy będziemy mieli ludzi potrafiących korzystać z dostarczanych przez nowe technologie informacji.

Jak bowiem można myśleć o informacyjnej przyszłości kraju, gdy przedstawiciele wielu zawodów (przykładowo murarze czy hydraulicy) nie potrafią posługiwać się nowoczesnymi, dostępnymi na naszym rynku rozwiązaniami. Brakuje im wiedzy na ten temat, a często także chęci uczenia się. Sukcesu na mistrzostwach świata nie osiąga się tylko dzięki temu, że inwestuje się tuż przed rozgrywkami w narodową reprezentację, tylko dlatego, że jest cały system wyłaniania najlepszych spośród olbrzymiej liczby grających. Brazylijczycy byli, jak dotąd, we wszystkich mundialowych finałach, bo od dziecka wszyscy kopią tam piłkę. Podobnie jest ze społeczeństwem informacyjnym - sukcesy będą odnosić te społeczeństwa, których członkowie będą potrafili na co dzień korzystać z technik informacyjnych i posługiwać się dostarczanymi przez nie informacjami.

Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni

Kto ma takie postawy i umiejętności kształtować? U nas obowiązkiem tym obarcza się zazwyczaj rządzących. Czy ich zaangażowanie może być jednak wystarczające? Czy wskazanie na klasę polityczną nie jest często zabiegiem mającym zwolnić innych od odpowiedzialności za sprawę? Przecież Brazylijczyków nikt nie zmusza do grania w piłkę. W programach edukacyjnych z wykorzystaniem robotów w Stanach Zjednoczonych obok agend rządowych uczestniczą z własnej woli firmy informatyczne, organizacje pozarządowe, emerytowani inżynierowie i nauczyciele.

Może więc warto by było, abyśmy zapytali najpierw samych siebie, co my sami robimy dla zapewnienia krajowi pomyślnego rozwoju przy wykorzystaniu atutów dostępnej techniki oraz potencjału drzemiącego w ludziach? Co robią przedstawiciele biznesu, mediów, oświaty i wielu innych środowisk społecznych bądź zawodowych? Nikt nie powinien się takich pytań obawiać, ani obrażać się za nie. Tylko rzetelna odpowiedź daje szansę stworzenia realnych programów rozwoju kraju i jego modernizacji.

Czy nie jest tak, że usprawiedliwienia dla braku zaangażowania poszukujemy często np. w sferze prawa? Czy przez oczekiwanie na przepisy, które miałyby wszystko rozwiązać, nie zwalniamy sami siebie z odpowiedzialności za istniejący stan rzeczy? Mówi się, że barierą w informatyzacji jest brak stosownych przepisów. Tymczasem według raportu "e-Readiness", przygotowanego przez The Economist Intelligence Unit i IBM Institute for Business Value, pod względem prawnym jesteśmy do społeczeństwa informacyjnego przygotowani bardzo dobrze. Znacznie gorzej jest w innych dziedzinach czy obszarach aktywności społecznej. Co prawda w rankingu otoczenia społeczno-kulturowego, rozumianego jako piśmienność, edukacja i umiejętność korzystania z Internetu, nasz kraj został sklasyfikowany na piątym miejscu w Europie Środkowo-Wschodniej, ale wśród 65 przebadanych państw z całego świata znajdujemy się na miejscu 35. To samo miejsce zajmujemy również w ogólnym, światowym rankingu gotowości do funkcjonowania w erze społeczeństwa informacyjnego i elektronicznej gospodarki. W europejskich rankingach innowacyjności znajdujemy się jednak na ostatnich miejscach. To nie rokuje dobrze dla korzystania przez nas z nowych technologii.

Pięćdziesiąt lat i więcej

W ubiegłym roku ukazała się książka "PL +50". Jest to zbiór opowiadań i esejów na temat przyszłości naszego kraju. Wydawca poprosił wybranych pisarzy i naukowców, aby zechcieli napisać, jak wyobrażają sobie Polskę za 50 lat. Efekt tego myślowego eksperymentu jest bardzo pouczający, chociaż czasami zaskakujący. Nie wszyscy autorzy widzą nasz kraj za pół wieku jako miejsce rozwoju najnowszych technologii i zadowalającego stanu rozwoju cywilizacyjnego. Warto sprawdzić dlaczego.

Może w ogóle warto, abyśmy wszyscy zrobili sobie takie ćwiczenie myślowe i spróbowali się zastanowić, jak widzimy nasz kraj za pięćdziesiąt lat. Jeżeli wyobrazimy sobie to, co chcielibyśmy osiągnąć, to wtedy łatwiej będzie nam uzmysłowić sobie, co musimy zrobić już teraz, aby to zrealizować. Inaczej będziemy produkować kolejne strategie e-rozwoju i plany informatyzacji nie posuwając się o krok na drodze do rzeczywistej modernizacji państwa.

Budowanie Polski nowoczesnej wymaga myślenia nie tylko w kategoriach jutra, ale też pojutrza.

E-administracja to sprawa na dzisiaj. Myślmy o tym, co będzie dalej. Do tego potrzebni są ludzie otwarci wobec wyzwań świata, twórczy, innowacyjni, potrafiący dobrze wykorzystać potencjał swej wiedzy, myśli, doświadczenia i umiejętności. Zróbmy wszystko, aby ich zauważyć i docenić. Z korzyścią dla nas wszystkich.


TOP 200