Bo gdy Titanic tonął...

Kolejny się zaczyna bankiet

Wszyscy, którzy mieli do czynienia z umową GUC z CGK, są dzisiaj pewni, że była ona korzystna dla strony polskiej. Niektórzy - jak Janusz Lucow i Barbara Rapacka-Zimny - używają sformułowania "jednostronnie korzystna", co może być potraktowane jako grzech pierworodny projektu.

Z przedstawionej na posiedzeniu KERM przez Janusza Lucowa informacji o umowie na system OSIAC dowiadujemy się, że zawiera ona "wiele ustaleń gwarantujących zabezpieczenie interesów GUC". Urząd zobowiązał w niej wykonawcę do aktualizacji systemu w przypadku zmian prawnych w ciągu 10 lat od daty odbioru pierwszej wersji oprogramowania. Jeśli natomiast system nie odpowiadałby celnikom, CGK miała dokonać poprawek na własny rachunek. Porażka uruchomienia systemu pilotażowego OSIAC-a oznaczałaby odstąpienie GUC od umowy.

Filozofię kontraktu z niemiecką firmą Janusz Lucow podsumowuje jednym zdaniem - "Przetarg na ogólnopolski system informatyczny dla administracji celnej ogłaszany był przy założeniu, że zwycięzca przetargu zainwestuje swoje środki finansowe w realizację systemu, a GUC rozpocznie płatności dopiero po uzyskaniu konkretnych efektów w postaci prawidłowo funkcjonującego w urzędach celnych oprogramowania".

"Nie było żadnej motywacji, nie zostało nic, co motywowałoby CGK do dalszej pracy. Perspektywa otrzymania jakichkolwiek pieniędzy z każdą kolejną zmianą przepisów była coraz mniej realna" - mówi Krzysztof Komorowski. Z kolei 4 lata później Dariusz Fabiszewski, dyrektor Siemens Nixdorf w Polsce twierdzi, iż "nie zna na świecie firmy, która mogłaby podpisać podobną umowę". Niemiecki Siemens Nixdorf, właściciel CGK, też nie znał i w rok po podpisaniu przez CGK umowy zwolnił cały jej zarząd.

Z punktu widzenia CGK decyzja o przyjęciu warunków nie do spełnienia nie wydaje się całkowicie nonsensowna. Administracja celna w 1994 r. z komputerami spotkała się po raz pierwszy. CGK informatyzowała niemiecką administrację i wydawało się, że proste tłumaczenie aplikacji Zabis wystarczy, by "niedouczeni" polscy celnicy byli zadowoleni. Ponadto GUC powiązał przetarg na oprogramowanie z dostawą sprzętu, co pozwalało zarobić także SNI na komputerach.

Rzeczywistość jest zaś taka, że jeszcze 4 lata po podpisaniu umowy z CGK, w Polsce organizuje się projekty, w których zleceniodawca nie potrafi powiedzieć, czego chce od wykonawcy. Firma zaś przyjmuje warunki nie do spełnienia, licząc, że jakoś się uda.

Natomiast grzechem CGK, jak okazało się później, była nieznajomość nie tylko polskiego prawa celnego, ale przede wszystkim metodologii, w jakiej realizowany był OSIAC. Na świecie istnieje kilka metodologii, najczęściej powiązane są z promującą je firmą. W przypadku GUC wybór padł na LBMS - zbiór reguł, zasad i zaleceń, zgodnie z którymi powinno się organizować przedsięwzięcia inżynieryjne.

OSIAC poprawiany w nieskończoność wyglądał jak talerz spaghetti, z którego wyciągnięta nitka makaronu burzyła cały porządek rzeczy. "Poprawianie jakiegoś błędu w takich geologicznych złożach oprogramowania kończy się zwykle pojawieniem się efektów ubocznych w trzech innych nieoczekiwanych miejscach" - wyjaśnia Krzysztof Komorowski.

Paradoksalnie na historię OSIAC-a wpłynęły dwie inne sprawy, które pozornie nie łączyły się z grudniową decyzją komisji przetargowej. Pierwszą z nich było lotnisko, drugą - 15 mln ECU.

Na dwa lata przed rozpoczęciem prac nad systemem OSIAC, Mirosław Zieliński, szef GUC, i jego wiceprezes Krzysztof Horodyński zamówili w izraelskiej firmie Malam komputerowy system obsługi odpraw celnych na lotnisku Warszawa-Okęcie. Wykonawca był doświadczony, praca nad oprogramowaniem szła jednak opornie, gdyż w miejscowym urzędzie zabrakło dobrej woli. Wola ta zaś zanikła całkowicie, gdy ustąpił Mirosław Zieliński i system kończony był za kadencji Ireneusza Sekuły. W przeciwieństwie do OSIAC-a, aplikacja, która miała działać na lotnisku Warszawa-Okęcie, została napisana. Nikt z niej jednak nie skorzystał.

15 mln ECU na komputeryzację administracja celna otrzymała z Funduszu PHARE, w związku z projektem Coopers & Lybrand. Warunkiem PHARE było, aby pieniądze te były przeznaczone na takie cele, jakie określili Holendrzy. Kiedy Holendrzy pojechali do domu, a ich raport poszedł w zapomnienie, nie można było skorzystać z tych 15 mln ECU. Ówcześni przedstawiciele Wspólnoty Europejskiej zastrzegli wręcz, że pieniądze te nie mogą być wydane na OSIAC, gdyż Wspólnota nie finansuje projektów, których udziałowcem nie jest od początku.

Za część wspólnych pieniędzy powstał więc w grudniu 1994 r. raport "Globalna strategia komputeryzacji w kontekście transformacji administracji celnej". Jego autorzy stwierdzili, że oprócz OSIAC-a celnicy powinni dysponować systemem zintegrowanej taryfy celnej, systemami finansowo-księgowym, informacji prawnej i pocztą elektroniczną. Wszystkie te systemy w przeciwieństwie do OSIAC-a już działają bądź są na ukończeniu.