Blockchain: transakcje cyfrowej ery

Bitcoin jako kryptowaluta może nie odegrać w światowej gospodarce istotnego znaczenia. Ale stojąca za nim technologia, blockchain, czyli łańcuch bloków, ma szansę zrewolucjonizować transakcje w cyfrowym świecie.

Powstające w Dubaju Muzeum Przyszłości ma być siedzibą międzynarodowego konsorcjum prowadzącego prace nad blockchainem.

Możliwościom łańcucha bloków uważnie i z rosnącą życzliwością przyglądają się banki. Do niedawna bitcoin kojarzył im się z ciemną stroną internetu, wariackimi zmianami kursów, serią skandali po upadku największej giełdy wymiany Mt. Gox, mniejszymi i większymi szwindlami.

Dziś Blockchain niesie obietnicę zastąpienia kosztownego centralnego systemu rozliczeniowego zaufanym mechanizmem rozproszonego potwierdzania.

Zobacz również:

Internetowy protokół wartości

Wszystko zmieniło się w ubiegłym roku. Wielcy gracze światowego rynku finansowego zaczęli otwarcie mówić nie tyle o możliwości wykorzystania bitcoina, co samego modelu matematycznego, który leży u jego podstaw. Mógłby on usprawnić nie tylko rozliczanie transakcji, ale także zoptymalizować wiele wewnętrznych procesów w bankach.

Blockchain powstał jako podwalina do transakcji w bitcoinach. Szczegóły tej technologii w 2008 roku przedstawił Satoshi Nakamoto, czy raczej skrywający się za tym pseudonimem faktyczny twórca bitcoina. Rok później cała specyfikacja pojawiła się jako kod open source.

Blockchain bywa od tego czasu określany jako internet wartości. Wykorzystuje on poszczególne węzły, czyli komputery w publicznej, zdecentralizowanej sieci do uzyskania „rozproszonego consensusu”: kto co posiada. Można powiedzieć, że w jakimś stopniu jest to crowd-sourcingowa księga zapisów, która sprawdza, przeprowadza i zapisuje każdą zmianę wartości. W przypadku bitcoina pozwala stwierdzić, kto jest właścicielem określonych jednostek kryptowaluty w efekcie każdej transakcji.

Banki zacierają ręce

Santander szacuje, że dzięki zastosowaniu tej technologii banki mogłyby do 2022 roku zaoszczędzić nawet 20 mld dolarów rocznie na kosztach infrastruktury. I właśnie dlatego giganci światowej bankowości zaczęli wspólnie pracować nad standaryzacją łańcucha bloków, który mógłby stać się internetowym protokołem do rozliczania, a przede wszystkim uwierzytelniania transakcji finansowych. Dziś chyba nie ma w świecie finansów gorętszej technologii.

Blockchain miałby stać się podstawą do stworzenia księgi głównej, a więc podstawowego systemu informatycznego każdego banku, w modelu rozproszonym. To zniosłoby konieczność utrzymywania skomplikowanej i drogiej infrastruktury sprzętowej, którą dla utrzymania ciągłości działania trzeba w każdym przypadku zduplikować.

„Rozproszona księga główna to elegancki sposób na rozwiązanie problemów świata finansów” – twierdzi Julio Faura, szef innowacji Santandera. „Wierzymy, że to będzie innowacja o fundamentalnym znaczeniu, która pomoże prowadzić księgę i zatwierdzać transakcje w sposób o wiele bardziej wydajny, szybki i transparentny. To doprowadzi do ogromnych oszczędności zarówno dzięki obniżeniu bezpośrednich kosztów, jak i pośrednio poprzez mniej inwazyjne regulacje i uproszczony nadzór.”

John Dwyer, analityk firmy Celent, zauważa, że na rynkach kapitałowych wszystkie transakcje są zapisywane przez każdą ze stron. Duplikowanie zapisów mnoży koszty. „Wyobraźmy sobie, że ja jestem Goldman Sachs, a ty Merrill Lynch i handlujemy ze sobą. Ja wszystko zapisuję dla siebie, a ty dla siebie. To jest właśnie ta duplikacja, o której mowa. Jeśli mielibyśmy jedną centralną bazę danych albo księgę główną, bezpieczną i przejrzystą, do której obaj mielibyśmy dostęp, to – przynajmniej teoretycznie – moglibyśmy zmniejszyć o połowę nasze wspólne koszty księgowania transakcji” – przekonuje Dwyer.

Faura zapewnia, że rozproszona księga przyniesie korzyści, nie tylko bankom, ale i ich klientom. „To może oznaczać duże przyspieszenie w płatnościach. Dzisiaj przelewy międzynarodowe idą nawet przez kilka dni. W nowym modelu można byłoby je zrealizować w kilka minut albo nawet sekund” – obiecuje.

Ale potencjał blockchaina nie ogranicza się do świata finansów. Wielu analityków przewiduje, że model rozproszonego centrum da się z korzyścią zastosować niemal w każdym procesie biznesowym, w którym dwie strony zawierają jakiekolwiek uzgodnienie.

Dubai chce mieć centrum blockchaina

Na początku 2015 roku nowojorski start-up z rynku technologii finansowych ogłosił powołanie konsorcjum, które w oparciu o testowe wdrożenia sprawdzi możliwości blokchaina. Do konsorcjum przystąpiły m.in. Barclays, BBVA, Commonwealth Bank of Australia, Credit Suisse, JP Morgan, Royal Bank of Scotland, a po kilku miesiącach także Banco Santander, Danske Bank, Sumimoto Mitsui oraz Westpac.

W grudniu 2015 podobny sojusz zawarły banki z grupą firm IT. Tworzą go m.in. londyńska giełda, JP Morgan, Wells Fargo oraz IBM, Intel i Cisco. Wszystko pod auspicjami Linux Foundation, bo efektem prac miałby być standard open source, który zapewni automatyzację i potwierdzi wiarygodność rozmaitych transakcji w świecie biznesu, także – ale nie tylko – na rynkach giełdowych i finansowych.

O biznesowym potencjale blockchaina świadczy zainteresowanie tą technologią władz w Dubaju, które szukają dla Zjednoczonych Emiratów Arabskich nowych możliwości rozwojowych, nie opartych o ropę naftową. W lutym tego roku szejk Mohammed bin Rashid, wiceprezydent i premier Emiratów, emir Dubaju, który chce z miasta uczynić jedno z finansowych centrów świata, zaczął organizować ośrodek badawczy Global Blockchain Coucil. W jego pracach poza rozmaitymi instytucjami z Dubaju będą uczestniczyć globalni potentaci IT: Cisco, IBM, SAP, Microsoft oraz grupa blockchainowych start-upów: BitOasis, Kraken, YellowPay. Szejk bin Raszid jest znany z zamiłowania do dobrej architektury (to on zainicjował budowę najwyższego wieżowca świata Burdż Chalifa), więc na siedzibę ośrodka wybrał Muzeum Przyszłości, które po oddaniu do użytku w 2017 roku ma szanse stać się wizytówką miasta nad zatoką.