Biznesowi na przekór

Przedsiębiorcy płaszczą się przed swoimi klientami, zabiegają poświęceniem o sympatię pracowników, a i tak opinia publiczna widzi w nich obrzydliwych egoistów. Już widzę to wzruszenie ramion szanownych Czytelników, że to przecież oczywiste, że przecież ci nasi kapitaliści, pożal się Boże itd...

Przedsiębiorcy płaszczą się przed swoimi klientami, zabiegają poświęceniem o sympatię pracowników, a i tak opinia publiczna widzi w nich obrzydliwych egoistów. Już widzę to wzruszenie ramion szanownych Czytelników, że to przecież oczywiste, że przecież ci nasi kapitaliści, pożal się Boże itd...

A więc, żeby rozstrzygnąć pierwsze przypuszczenia od razu informuję, że powołuję się na opinię amerykańską, na bardzo cenione wśród socjologów badania Yakelovicha z 1999 r. Jeden z najważniejszych wyroków brzmi: "Biznes amerykański jest zbyt mocno zorientowany na zysk, a za mało zainteresowany pracownikami, konsumentami i środowiskiem". W ten sposób odpowiedziało 88% badanych Amerykanów.

Gdyby takie badania przeprowadzić w Polsce, wynik byłby pewnie taki sam, tylko że nikt by mu się nie dziwił. Wiadomo, było państwo opiekuńcze, a teraz jest drapieżny kapitalizm. Tę zmianę odczuliśmy mocno, boleśnie i bez euforii przyglądamy się poczynaniom biznesmenów, nawet jeśli wysilają się, żeby wykombinować jakieś godziwe pieniądze dla swoich pracowników. Nikt nie ma złudzeń, że interesy właścicieli i najwyższych menedżerów są zaspokajane jako pierwsze i bez względu na ogólny wynik firmy. Ale żeby Amerykanie tak źle myśleli o swoich biznesmenach? Ci samodzielni, przedsiębiorczy i optymistyczni Amerykanie? To budzi zdziwienie i zastanowienie. To jest też dowodem, że odczucia przeciętnych ludzi wobec biznesu są wszędzie na świecie bardzo podobne i niezależne od stopnia rozwoju gospodarczego, historii i ustroju politycznego.

Dlaczego te uczucia są właśnie takie? Czy to zawiść, zazdrość, przekora czy bezstronny sąd poparty znajomością stosunków w przedsiębiorstwach? Czy biznesmeni zmuszani są do udowadniania, że nie są przysłowiowym wielbłądem, że mają ludzkie uczucia? Czy rzeczywiście ich życzliwe odruchy są jedynie zręcznym maskowaniem żądzy zysku?

Niestety, myślę, że na każde z tych pytań można odpowiedzieć pozytywnie, każda odpowiedź wnosi cząstkę prawdy w opis relacji między biznesem a światem pracy najemnej. W ich stosunkach pośredniczą pieniądze: zostały nawiązane ze względu na pieniądze, układają się tak, jak każą pieniądze, wyrażają się w pieniądzach i zostają zakończone z powodu pieniędzy. Cokolwiek więcej byśmy powiedzieli o stosunkach pracowniczo- -biznesowych, to będzie to tylko dekoracja nad istotą rzeczy, czyli nad służbą pieniądzom.

Ludzie w przedsiębiorstwach: ci, którzy płacą, i ci, którzy są opłaceni, są postawieni wobec siebie w schizofrenicznej, bardzo niszczącej sytuacji. Miejsce spotkania narzuca tylko i wyłącznie finansowe, po ludzku wyrachowane, podejście do siebie nawzajem, natomiast podmiot tych spotkań, czyli my, jako ludzie, nasza ludzka natura, domaga się również aspektów społecznych, prywatnych, osobistych, etycznych i każdych innych, które składają się na normalne stosunki międzyludzkie. Czasem jedna z tych sił ma przewagę, czasem druga, nigdy sytuacja nie jest klarowna, jednoznaczna. A co najgorsze, nigdy nie wiadomo, nie ma żadnych wiarygodnych wskaźników, w którym momencie przewagę uzyskała jedna, a w którym druga. Innymi słowy, człowiek w pracy nigdy nie wie czy rozmawia jeszcze z przyjacielem, czy już z przełożonym. Interesy w każdej z tych ról są inne, wartości, którymi kierują się ludzie w tych rolach, zupełnie inne, ale zewnętrzne zachowania mogą być bardzo podobne. Co więcej, w dzisiejszych strategiach zarządzania personelem właśnie o to chodzi, żeby do złudzenia były podobne; firmy starają się być dobre "po ludzku" - przedszkola dla dzieci, pikniki wiosenne, pub wieczorem, paczki pod choinkę, przełożony - mistrzem duchowym, a pracownik - największym dobrem firmy. Efekt jest tym gorszy, im bardziej firma zabrnie w te upodobnienia. Wtedy bowiem każda sytuacja jest fałszywa. Pracownik nigdy nie wie, czy przełożony idzie mu na rękę, dlatego że z wyrachowania chce zatrzymać go w swoim zespole, czy dlatego że go lubi i chce pomóc jego rodzinie. To naprawdę nie jest to samo i człowiek zawsze chce wiedzieć, dlaczego jest traktowany dobrze (albo źle). Intencja czyni różnicę w przyjmowaniu tego dobra. Dlatego pracownicy wszędzie na świecie, choćby w najbardziej przyjaznej firmie, na wszelki wypadek mówią, że firma jest podła. Każdy woli się pomylić niż okazać się naiwnym głupcem.

Trzeba wyjaśnić jeszcze dwie sprawy. Nikt nie jest winny takiej chorej dwuznaczności: ani pracownik, ani pracodawca: obydwaj są ofiarami pewnej formy bycia razem w naszej cywilizacji, ofiarami sposobu organizowania działalności gospodarczej. A druga sprawa dotyczy stosunków między równorzędnymi pracownikami. Oni mają więcej szans na normalność, na trwałą i wyraźną przewagę relacji ludzkich nad biznesowymi. Oni mogą być solidarni, ale niestety, częściej są solidarni przeciw komuś, a nie za czymś.


TOP 200