Biznes na uczelni

Porozumienia podpisywane z uczelniami wyższymi dowodzą, że firmy informatyczne chcą współpracować ze środowiskiem akademickim. Jednak do współpracy tej najczęściej dochodzi z inicjatywy menedżerów, łączących pracę w przedsiębiorstwach z karierą naukowo-dydaktyczną.

Porozumienia podpisywane z uczelniami wyższymi dowodzą, że firmy informatyczne chcą współpracować ze środowiskiem akademickim. Jednak do współpracy tej najczęściej dochodzi z inicjatywy menedżerów, łączących pracę w przedsiębiorstwach z karierą naukowo-dydaktyczną.

Przed kilkoma tygodniami nową umowę o współpracy z Uniwersytetem Warszawskim podpisał polski oddział . Dzięki niej uczelnia otrzyma nieodpłatnie 150 licencji na oprogramowanie SAS, które będzie mogło być wykorzystane zarówno w celach dydaktycznych, jak i naukowo-badawczych czy menedżerskich. To już 30. tego typu porozumienie podpisane przez SAS Institute w ciągu ostatnich dwóch lat. "Współpraca z uczelniami należy do naszych priorytetów. W końcu SAS sam wywodzi się ze środowisk akademickich" - mówi Maciej Kornacki, dyrektor ds. szkoleń i współpracy z nauką w SAS Institute. Zresztą firma ta nie jest wyjątkiem. Współpracę z uczelniami wyższymi nawiązały także polskie oddziały SAP i Oracle. W błyskawicznym tempie rozwija się sieć Akademii Sieciowych Cisco.

Rosnąca liczba podpisanych umów świadczy o nadziejach, jakie branża IT pokłada we współpracy ze środowiskami akademickimi. Niestety, to zainteresowanie ma dość jednostronny i merkantylny charakter. Firmy chętnie udostępniają studentom swoje systemy, licząc, że w ten sposób "wychowają" kolejnych klientów na swoje produkty i usługi. Ich aktywność ogranicza się do oferowania nieodpłatnych licencji i szkoleń, uczestnictwa w targach pracy ewentualnie udostępnienia kilku miejsc na odpłatnych praktykach w firmach. Nadal brakuje jednak pomysłu na wykorzystanie potencjału środowisk akademickich w działalności biznesowej polskich przedsiębiorstw.

Nieformalne przykłady

O tym, że ten potencjał istnieje, świadczą nieliczne, nieformalne próby nawiązania współpracy między studentami, pracownikami naukowymi a firmami komercyjnymi. Jednym z przykładów mogą być projekty na rzecz instytucji finansowych, realizowane przez grupę doktorantów Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. W ciągu ostatnich dwóch lat zrealizowali oni kilka pomniejszych zleceń i ekspertyz z zakresu zastosowań mechanizmów eksploracji danych (data mining). Pojawiają się perspektywy dalszego rozwoju tej współpracy, a nawet nadania jej instytucjonalnego charakteru. "Dziedzina, którą się zajmujemy, ma interdyscyplinarny charakter i pewnie dlatego mamy coraz więcej propozycji współpracy ze strony największych firm. Dzięki naszej wiedzy potrafimy spojrzeć na problem w szerokim kontekście, na który nie może się zdobyć konsultant po kilku, nawet najbardziej specjalistycznych szkoleniach" - wyjaśnia jeden z doktorantów warszawskiej uczelni. Zresztą za doktorantami z SGH przemawia nie tylko ich wiedza teoretyczna. Wielu z nich pracuje w renomowanych przedsiębiorstwach, takich jak Centertel, PZU czy STOEN.

Początki tej współpracy były trudne. "Pamiętam, jak kilka lat temu chciałem na własną rękę znaleźć pracodawcę, który mógłby być zainteresowany praktycznym zastosowaniem dziedziny, którą się zajmuję. W końcu zniechęcony zająłem się pracą badawczą. Teraz, po trzech latach, nie miałem żadnego problemu ze znalezieniem interesującej mnie pracy" - mówi jeden z doktorantów, jednocześnie pracownik dużej firmy telekomunikacyjnej. - "Nowy pracodawca nie tylko nie ma nic przeciwko kontynuowaniu przeze mnie studiów, ale finansuje moje wyjazdy na największe międzynarodowe konferencje naukowe, dzięki czemu mam możliwość dalszego pogłębiania wiedzy".

Niestety, tego typu współpraca należy do wyjątków. Polskie firmy zdają się nie dostrzegać korzyści, jakie mogłyby odnieść dzięki kontaktom z uczelniami. Na pewno jedną z przeszkód są koszty i wysokie ryzyko niepowodzenia takich aliansów.


TOP 200