Bity pieszczą pieniądze

Informatyka powinna odpowiadać potrzebom instytucji. Potrzeby i wymagania rosną, rośnie informatyka. Rośnie wraz z potrzebami klientów.

Informatyka powinna odpowiadać potrzebom instytucji. Potrzeby i wymagania rosną, rośnie informatyka. Rośnie wraz z potrzebami klientów.

Z historycznego punktu widzenia Dariusz Adamowski, dyrektor Departamentu Informatyki i Telekomunikacji w Kredyt Bank PBI SA, stworzył i prowadzi od początku ten dział. Pod jego kierownictwem przeprowadzono proces zinformatyzowania banku. Gdy przyszedł do banku w 1991 r., w kilka miesięcy po jego powstaniu, jedynie pięć osób oddelegowanych było do działań związanych z informatyką. Obecnie w departamencie informatyki w centrali banku pracuje 120 osób, włączając w to 40-osobową grupę pracowników lubelskiego ośrodka obliczeniowego.

"Strategią banku w tamtych czasach było oddanie wszystkich prac związanych z informatyką w ręce dostawców oprogramowania, aby w jak najmniejszym stopniu angażować w nie własne siły. Przekonałem jednak zarząd banku, by zrezygnował z tej koncepcji. Chciałem zbudować silny departament informatyki" - mówi Dariusz Adamowski. "Teraz, być może, do tej strategii wrócimy. Wtedy było na to za wcześnie. Polskie firmy informatyczne nie były przygotowane do outsourcingu" - dodaje. Na początku lat 90. prace nad informatyzacją banku rozpoczęto od stworzenia modułów współpracujących z wdrażanym wtedy w nim systemie Bankier.

Niezależny departament

Jak przyznaje dyrektor departamentu informatyki, Zarząd Banku od początku miał świadomość, że informatyka jest bardzo ważna. Zdecydował także, że powinna powstać odrębna jednostka odpowiedzialna za informatykę - Departament Informatyki i Telekomunikacji. W polskiej branży finansowo-bankowej model ten nie był powszechny ani oczywisty. "Na początku tworzenia departamentu informatyki postanowiliśmy wyodrębnić z działu administracyjnego część odpowiedzialną za łączność telefoniczną, teleksową i obsługę sieci SWIFT. Połączenie tej działalności z ówczesnym Wydziałem Informatyki stało się podstawą naszego obecnego działu" - mówi Dariusz Adamowski.

Już na początku rozwoju sieci oddziałów banku najważniejsza, z punktu widzenia informatyzacji Kredyt Bank PBI, była budowa rozległej sieci komputerowej. Potrzeba jej stworzenia była widoczna nawet wtedy, gdy ówczesny Kredyt Bank miał jedynie dwa oddziały. Już wówczas przedstawiciele departamentu informatyki zamierzali wprowadzić elektroniczną wymianę danych między wszystkimi placówkami. Miało to m.in. usprawnić proces opracowywania bilansu. "Obecnie każda nowa placówka zanim zostanie oddana do dyspozycji klientów musi być wcześniej włączona do naszej sieci. Jest to jeden z podstawowych warunków jej uruchomienia. Jeśli nie dysponujemy w danym momencie odpowiednią infrastrukturą telekomunikacyjną, przesuwamy termin otwarcia" - mówi dyrektor Departamentu Informatyki i Telekomunikacji w Kredyt Bank PBI SA.

Reakcja na potrzeby

Większość nowych projektów informatycznych w Kredyt Bank PBI SA związana jest zawsze z pojawiającą się w danym momencie potrzebą, jak było to na przykład we wrześniu 1992 r., gdy uruchomiono system ST 200, umożliwiający bankowi wejście do światowej sieci SWIFT i zdecydowane usprawnienie obsługi handlu zagranicznego. Drugim, niemniej ważnym powodem wdrażania nowych systemów jest chęć zaoferowania klientowi nowego produktu (np. uruchomienie w lipcu 1997 r. systemu autoryzacji transakcji kartowych i zarządzania bankomatami) bądź też kolejnego kanału dostępu do produktów (wdrożenie w 1993 r. systemu elektronicznej bankowości typu home banking).

Zawsze jednak ważnym kryterium zastosowania nowych systemów nie jest poniesiony na nie koszt, lecz zyski, jakie dzięki nim bank osiągnie. W pierwszym etapie projektu liczy się planowane wydatki na oprogramowanie, sprzęt i płace zespołu projektowego. Następnie szacowana jest liczba klientów, którzy skorzystają z nowego produktu bankowego lub nowej formy udostępnienia już istniejących. To pozwala oszacować potencjalne zyski. Dopiero później podejmuje się decyzję o rozpoczęciu wdrożenia. "Dotychczas żaden z projektów nie został porzucony całkowicie. Zdarzało się jedynie, że przesunięty był termin jego realizacji. Jednak istnieją projekty, które - mimo ich "nieopłacalności" - i tak musimy przeprowadzić, ponieważ wymaga tego otoczenie zewnętrzne" - mówi Dariusz Adamowski.


TOP 200