Big data może zagrażać konkurencyjności?

Margrethe Vestager - komisarz ds. konkurencji w Komisji Europejskiej – zamierza przyjrzeć się rynkowi rozwiązań big data i ocenić, czy technologie te nie są wykorzystywane do działań naruszających unijne przepisy o konkurencji. Pani komisarz zastrzega, że na razie nie zetknęła się z żadnymi patologicznymi praktykami, a problem ten nie wymaga wprowadzania żadnych specjalnych regulacji - jednak jej zdaniem temat należy zbadać.

“Używanie technologii big data (analiz dużych zbiorów danych) do monitorowania działań firmy, a w konsekwencji – redukowania kosztów i tworzenia usług lepiej dopasowanych do potrzeb klientów - jest oczywiście czymś pozytywnym. Jednak możemy wyobrazić sobie sytuację, w której zaledwie kilka firm kontroluje dane, których potrzebujesz, by dostarczać klientom lepsze usługi i ciąć wydatki – to dawałoby im pozycję wystarczająco silną, by wyprzeć z rynku konkurencję. A ograniczenie konkurencyjności może spowodować, że firmy stracą motywację do wykorzystywania big data do udoskonalania swojej oferty” – tłumaczyła Margrethe Vestager.

Obawy dotyczące potencjalnych problemów związanych z wykorzystaniem analityki i technologii Big Data pojawiają się coraz częściej. Można tu przypomnieć raport opublikowany ostatnio przez amerykański urząd FTC prezentujący podobne wątpliwości. Na razie są to jednak tylko ogólne ostrzeżenia za którymi nie idą żadne konkretne działania.

Zobacz również:

Przedstawicielka Komisji Europejskiej wyjaśniła, że kwestia zagrożeń związanych z ograniczaniem konkurencyjności jest często poruszana przez komisję np. podczas procedury opiniowania planowanych przez firmy fuzji – dla oceniających wpływ połączenia dwóch podmiotów na rynek bardzo istotną kwestią jest to, jak dużo danych kontrolują obie firmy, a także to, czy dane te są dostępne z innych źródeł. To kryterium było kluczowe np. podczas oceniania przejęcia firmy DoubleClick przez Google przed sześcioma laty czy kupienia WhatsApp przez Facebooka dwa lata temu.

W sprawie Google/DoubleClick wydawało się, że to właśnie ta kwestia może spowodować wstrzymanie transakcji – jak wiadomo, Google kontroluje ogromne ilości danych z wielu dziedzin, a DoubleClick miał ogromny wpływ na swój segment rynku (reklama internetowa). „W tym przypadku uznano jednak, że nie ma powodów do obaw dla klientów i konkurentów, ponieważ mimo połączenia dwóch firm wciąż istniało wiele alternatywnych źródeł niezbędnych informacji” – tłumaczyła Vestager.

Warto przypomnieć, że choć Komisja nie blokowała przejęcia DoubleClick, to jednak zgłosiła zastrzeżenia do efektów transakcji – m.in. tego, jak Google promuje własną usługę w swojej wyszukiwarce. KE analizuje również, czy zgodne z zasadami konkurencji jest „pakietowanie” usług reklamowych Google’a z innymi produktami firmy (np. aplikacjami oraz systemem operacyjnym Android).

„Sprawowanie kontroli nad unikalnymi zasobami danych nie tylko daje firmom możliwość negatywnego wpływania na działania konkurentów – jednocześnie może im to pozwalać na blokowanie wejścia na rynek potencjalnej konkurencji. Musimy więc mieć pewność, że nowe idee i przedsięwzięcia mają uczciwą szansę na wejście na rynek. Potężne firmy nie mogą blokować nowych pomysłów i inicjatyw” – wyjaśniała Margrethe Vestager.

Zdaniem pani komisarz, big data to takie same „narzędzie biznesowe” jak każde inne – dlatego też nie są w tym segmencie rynku potrzebne jakiekolwiek dodatkowe regulacje. „Zbędny jest tu jakiś nowy, oddzielny kodeks. Nie potrzebowaliśmy go przecież gdy na rynek trafiały pierwsze faksy, karty kredytowe czy komputery PC” – mówiła Vestager

Wiadomo też, że Komisja Europejska nie planuje podejmowania żadnych działań wobec firm tylko dlatego, że działają w branży big data – kluczowe będzie tu to, jak działają owe firmy. „Jeśli zobaczymy, że jakaś organizacja używa danych w sposób, który negatywnie wpływa na konkurencję, a wady związane z ich używaniem przewyższają korzyści, wtedy możemy interweniować i przywrócić równowagę na rynku. Ale nie możemy podejmować działań tylko dlatego, że jakaś firma kontroluje duże ilości danych – bo to wcale automatycznie nie oznacza, że zagraża konkurencyjności” – dodała przedstawicielka KE.

Chodzi tu np. o Google’a czy Facebooka, które dysponują gigantycznymi zasobami informacji o rynku i użytkownikach – wynika to po prostu z charakteru ich działalności (obie firmy świadczą usługi nieodpłatnie, pozyskując niejako w zamian dane o klientach). „Dla Facebooka czy Google’a informacje o klientach są po prostu walutą, którą otrzymują w zamian za swoje „darmowe” usługi. Korzystanie z tej nowej waluty oznacza jednak zupełnie nowe wyzwania – ten rodzaj transakcji handlowych nie jest jasno komunikowamy, w wiadomościach nie pojawiają się „kursy walut”, więc często trudno jest ocenić, jak dużo danych tak naprawdę przekazaliśmy” – mówiła Vestager.

Dodatkowy problem polega na tym, że po zakończeniu „transakcji” – przekazaniu danych o sobie firmie – związek pomiędzy nią a klientem się nie kończy. Użytkownik ma realne powody do martwienia się o to, jak jego dane są wykorzystywane i czy są odpowiednio chronione. Z cytowanych przez Margrethe Vestager statystyk wynika, że tylko co czwarty internauta nie ma żadnych zastrzeżeń co do tego, jak serwisy i firmy, z usług których korzysta, traktują jego dane. Mimo to Komisja Europejska nie planuje wprowadzania żadnych regulacji w tym segmencie – pani komisarz najwyraźniej zamierza zdać się tu raczej na standardowe mechanizmy rynkowe.


TOP 200