Biblioteka przyszłości

Trudno w to uwierzyć, ale możemy poszczycić się posiadaniem jednej z najnowocześniejszych bibliotek w Europie.

Trudno w to uwierzyć, ale możemy poszczycić się posiadaniem jednej z najnowocześniejszych bibliotek w Europie.

Od kiedy pierwszy raz ujrzałem nowy budynek Biblioteki Śląskiej w Katowicach, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że oto został wskrzeszony Gmach z "Imienia Róży" Umberto Eco. Budowla prawie idealnie nawiązuje kształtem do powieściowego wzoru: prostopadłościan o rozbudowanej podstawie, w którym czytelnie urządzono na dole, a główny magazyn na ostatnim piętrze. Jednakże Wilhelm z Baskerville szybko odkryłby, że tutaj żaden Malachiasz nie ma nic do powiedzenia, albowiem Gmachem rządzi diabelska siła ukryta w komputerach.

In principit erat verbum. W Bibliotece Śląskiej raczej system komputerowy, na którym jest oparta organizacja pracy, i system zarządzania. Stąd bierze się największe zaskoczenie dla czytelnika - oczekiwanie na książkę trwa nie dłużej niż 5-7 min. Rewersy składane są drogą elektroniczną, a ekspresowym Berengarem (pomocnikiem Malachiasza), który przynosi książki do czytelni i wypożyczalni, jest robot zastosowany w magazynie wysokiego składowania na wzór fabryki części zamiennych.

Architektura warta podziwu

Wejście do biblioteki bardziej kojarzy się z holem bogatego, banku niż instytucji budżetowej. Może to i dobrze, obchodząca swoje 75-lecie Biblioteka Śląska w Katowicach czekała już bowiem od dawna na nową siedzibę, która podkreślałaby znaczenie książki we współczesnym świecie i mogłaby pełnić rolę centrum informacyjnego na miarę Wieku Informacji.

Projekt trójki polskich architektów - Marka Gierlotka, Juranda Jareckiego i Stanisława Kwaśniewicza - sprawił, że nie tylko powstała nowa książnica, lecz wskazano kierunek, jak należy myśleć przy budowie instytucji kulturalnych - pięknych dla oka i funkcjonalnych dla umysłu. Nic dziwnego, że Gmach zbiera nagrody i wyróżnienia na konkursach architektonicznych, otrzymał m.in. wyróżnienie SARP za najlepszy budynek 1998 roku.

Bardzo chciałem zostać czytelnikiem Biblioteki Śląskiej, po wejściu więc skierowałem się do informacji, gdzie dowiedziałem się o zasadach korzystania ze zbiorów. Jako mieszkaniec Warszawy (tj. innego województwa), mam prawo korzystać tylko z książek na miejscu w czytelni.

Zarejestrowawszy się, otrzymałem kartę czytelnika z kodem kreskowym, klasyfikującym moje uprawnienia. Dzięki niej zamówienia na książki mogę składać elektronicznie. Zamiast mozolnie wertować biblioteczne szufladki, pełne opisów bibliograficznych, i potem wypisywać sygnatury na rewersy, wystarczy przeszukać katalog komputerowy OPAC (Online Public Access Catalogs), który umożliwia automatyczne wysłanie zlecenia wypożyczenia książki do robota zainstalowanego w magazynie wysokiego składowania.

W labiryncie

W tym celu na parterze biblioteki, a także w czytelniach stoi kilkadziesiąt terminali komputerowych, wprzęgniętych w sieć z zainstalowanym kompleksowym systemem zarządzania biblioteką PROLIB, który powstał w firmie SA z Zielonej Góry - głównego projektanta i wykonawcy systemów komputerowych w Bibliotece Śląskiej. Czytelnicy, którzy mają w domu dostęp do Internetu, mogą składać zamówienia z poziomu przeglądarki internetowej z wykorzystaniem oprogramowania Proweb.

Zwykłemu śmiertelnikowi wszystkie te nazwy produktów i wynalazków technicznych do niczego nie są potrzebne. Ma działać i już. Książka, niczym Deux ex Machina, zjawia się po 5 minutach w czytelni lub wypożyczalni. Zjawia się - to źle powiedziane. Zjeżdża w specjalnym pojemniku po szynach tzw. teleliftu. Gdy odnaleziony przez robota pojemnik z książkami trafi dzięki przenośnikowi rolkowemu na stanowisko magazyniera, ten wyjmuje zamówioną pozycję z pojemnika i przekłada ją do innego, umieszczonego na szynach windy (telelift), którą ta zjeżdża do właściwej czytelni lub wypożyczalni.