Bezpiecznie jak w Sopocie

Sopocki Komunalny System Bezpieczeństwa to rozwiązanie potrzebne nie tylko w przypadku zamachów bombowych i spektakularnych katastrof, ale także w trakcie codziennej pracy służb miejskich.

Sopocki Komunalny System Bezpieczeństwa to rozwiązanie potrzebne nie tylko w przypadku zamachów bombowych i spektakularnych katastrof, ale także w trakcie codziennej pracy służb miejskich.

Sopocki Komunalny System Bezpieczeństwa to rozwiązanie potrzebne nie tylko w przypadku zamachów bombowych i spektakularnych katastrof, ale także w trakcie codziennej pracy służb miejskich.

Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że niemal w tym samym czasie, gdy centrum Warszawy zablokował alarm bombowy, podobne zagrożenie pojawiło się w Trójmieście. Alarm i likwidacja jego skutków trwały tam jednak znacznie krócej, zaledwie 2 godziny, i to pomimo tego że na wszystkie trzy miasta przypada jedna jednostka antyterrorystyczna i jeden pies tropiący ładunki. Sprawców zamieszania ujęto jeszcze tego samego dnia. Nie byłoby to możliwe bez sprawnych i zintegrowanych ze sobą działań komunalnych służb bezpieczeństwa w Gdańsku, Gdyni i Sopocie. To ostatnie, najbardziej malownicze i najmniejsze z miast Trójmiasta, może poszczycić się największymi doświadczeniami w dziedzinie bezpieczeństwa.

Sopocki Komunalny System Bezpieczeństwa to rozwiązanie potrzebne nie tylko w przypadku zamachów bombowych i spektakularnych katastrof, ale także w trakcie normalnego funkcjonowania miasta, codziennej pracy służb miejskich. Choćby podczas ostatniej fali mrozów, kiedy trzeba było zająć się koordynacją działań podejmowanych przez służby ratownicze. Trzeba było przygotować się na falę zgłoszeń od obywateli, alarmujących o bezdomnych i nietrzeźwych, którym grozi zamarznięcie. Być gotowym na zwiększoną liczbę zgłoszeń o pożarach. Utrzymać w stałym pogotowiu ratowników WOPR i ratownictwa brzegowego, odpowiedzialnych za ściąganie ludzi z dryfującej kry. Zamarznięty Bałtyk to widok na tyle niecodzienny, że podczas mrozów zawsze znajdzie się grupa "spacerowiczów", którzy zapragną "suchą stopą" przejść wzdłuż mola w Sopocie - po morzu. Nie zdają sobie sprawy z tego, że zamarznięty płytko akwen jest podmywany od spodu przez fale, powodujące pękanie pokrywy lodowej i powstawanie kry. Trzeba było wreszcie przygotować się na niespodzianki, takie jak płonący na ulicy samochód, który wobec problemów z rozrusznikiem kierowca postanowił "podgrzać".

Dzień Strażaka obchodzą wszyscy

Marcin Burda, pełnomocnik miasta ds. zintegrowanych systemów

Marcin Burda, pełnomocnik miasta ds. zintegrowanych systemów

Wszystkie akcje dotyczące wymienionych zdarzeń są zarządzane z poziomu jednego centrum dowodzenia, koordynującego działanie kilkunastu służb - od straży miejskiej, policji, WOPR, Straży Granicznej i pogotowia ratunkowego, po pogotowie energetyczne i służby zarządu dróg miejskich. "W Polsce na problem bezpieczeństwa wciąż patrzy się przez pryzmat kradzieży samochodów, czy napadów z bronią w ręku. Tymczasem bezpieczeństwo to rozległa sfera działań. Z punktu widzenia obywatela równie ważne jest to, czy może chodzić bezpiecznie po ulicy, jak i to, czy może być pewien, że w razie potrzeby na czas dotrze do niego karetka" - mówi Marcin Burda, pełnomocnik miasta ds. zintegrowanych systemów. "Bezpieczeństwo to problem kompleksowy" - dodaje.

Właśnie dlatego wszystkie służby koordynowane przez Sopocki Komunalny System Bezpieczeństwa działają zgodnie z czterostopniową teorią zarządzania kryzysowego zakładającą: rozpoznanie, prewencję, reakcję i odbudowę po stanie kryzysu. Zasady przyjęte w Sopocie mówią wyraźnie: na miejscu zdarzenia w ciągu 4-6 minut muszą stawić się wszystkie służby, które zajmują się bezpośrednim ratowaniem życia, zdrowia i mienia. To jednak dopiero początek działań. W ciągu kwadransa na miejsce muszą przyjechać służby komunalne (nawet pracownik socjalny odpowiedzialny za organizację miejsca pobytu np. pogorzelcom). Do 30 minut mają pojawić się decydenci, którzy opracowują plan usunięcia skutków, równie istotny jak bezpośrednia reakcja na zagrożenie.

To kompleksowe postrzeganie problematyki bezpieczeństwa jest przez Urząd Miasta Sopot pielęgnowane na każdym kroku. Jeśli miasto inwestuje w rozbudowę systemu, to inwestycje idą do każdej ze służb (jest to zresztą przyczyną wielu kłopotów - jak bowiem wyjaśnić radnym, że miasto ze swojego budżetu nie tylko buduje nową komendę policji, ale kupuje centrale i komputery na potrzeby systemu dla pogotowia ratunkowego czy straży, a więc służb finansowanych centralnie). Jeśli co roku miasto przyznaje nagrody pieniężne, to szansę na wyróżnienie ma zarówno strażak i policjant, jak i ratownik morski, czy człowiek z ZDM. Co więcej, na nagrodę mogą liczyć zarówno ci, którzy przeprowadzili najbardziej spektakularne akcje, jak i ci, których działania mają bardziej długofalowe rezultaty, np. poprzez modernizację systemów. (Co prawda, na razie poza informatykami projektującymi system, ale i to się może wkrótce zmienić.) Wreszcie, jeśli właśnie obchodzony jest np. Dzień Strażaka, to na komendzie pojawiają się przedstawiciele wszystkich innych służb.

Ratownik z przekonania

Trudno znaleźć osobę, która znaczenie integracji - i to w tym szerokim, systemowym, a nie tylko informatycznym ujęciu - rozumiałaby lepiej niż Marcin Burda. Ten ratownik z siedemnastoletnim doświadczeniem w pracy w pogotowiu i doświadczony, wciąż czynny ratownik WOPR, systemami ratownictwa interesuje się od prawie 20 lat, a nad koncepcją zintegrowanego systemu bezpieczeństwa pracuje od lat 16.

Pierwszych efektów swojej pracy w postaci Zintegrowanego Systemu Ratownictwa Miasta Sopot, ze wspólnym kanałem radiowym, wspólnymi procedurami i integrowaną na bieżąco telekomunikacją, doczekał się w 1997 r.

Spektakularnym sukcesem okazał się stworzony dwa lata później wspólnie z Polkomtelem i SAR (ratownictwem brzegowym) projekt systemu umożliwiającego monitoring kąpielisk. W systemie Centrum WOPR plaża wybrzeża podzielona jest na odcinki oznaczone tablicami, dzięki którym można szybko i precyzyjnie określić miejsce zdarzenia, z czytelnym numerem 601 100 100, pod którym można zgłosić zajście. Osoba zgłaszająca podaje informację o miejscu wypadku wziętą z tablicy. Po przyjęciu zgłoszenia system automatycznie powiadamia o zdarzeniu ratowników i wszystkie potrzebne służby, które w każdej chwili mogą się włączyć do akcji. Dzięki stworzeniu systemu i ofiarności ratowników rocznie z wody wyciąganych jest nawet do 600 osób, a WOPR i SAR mogą w miarę łatwo koordynować nawet tak trudne akcje, jak ta z ubiegłego lata, kiedy wokół Wyspy Sobieszewskiej niemal równocześnie zaczęło tonąć 9 osób.

W tym samym roku miasto rozpoczęło pracę nad budową zintegrowanego systemu teleinformatycznego wspomagającego zarządzanie wizytą Jana Pawła II w Sopocie, łączącego wszystkie najważniejsze służby ratownicze, a kilka lat później połączonego z monitoringiem najważniejszych punktów miasta.

Stabilność władz

Dziś Komunalny System Bezpieczeństwa zbudowany jest z trzech elementów: podsystemu prewencji i zapobiegania zdarzeniom, podsystemu monitorowania, wykrywania i opiniowania oraz Zintegrowanego Systemu Ratownictwa, odpowiedzialnego za reakcje na zdarzenia.

Wszystkie systemy dostępne są z poziomu jednego "Centrum 112". Dzwoniący pod ten numer łączy się z dyspozytorem koordynującym działania poszczególnych służb. (Niestety, w pozostałych częściach kraju wybierając 112 wciąż łączymy się albo ze strażą pożarną, jeśli dzwonimy z telefonu stacjonarnego, albo z policją, która przyjmuje zgłoszenie z komórek i przekierowuje je do odpowiednich służb.)

Pracę centrum wspomaga aplikacja "Centrum 112" , której koncepcję i wdrożenie przygotowali uczestnicy systemu Miasta Sopot (policjanci, strażacy, ratownicy i lekarze) przy silnej współpracy partnerskiej firm Simtel i Polkomtel. System realizuje procesy rejestracji i realizacji zgłoszenia, dyspozycji i wizualizacji sił i środków. Rejestruje również dane statystyczne pozwalające na planowanie i alokację środków na bezpieczeństwo.

Przyjmowanie i dystrybucja zgłoszeń jest wspomagana przez sieć kilkunastu połączonych central, zainstalowanych w jednostce każdej ze służb uczestniczących w systemie, zarządzanych inteligentną centralą z systemem kolejkowania połączeń oraz IVR (Interactive Voice Response).

Newralgicznym czynnikiem całego systemu jest łączność pomiędzy służbami. Jest ona realizowana za pomocą czterech komplementarnych kanałów: na wydzielonym kanale radiowym, po łączu telefonicznym (przy założeniu, że każda z central może awaryjnie przejąć cały ruch telefoniczny), przy użyciu telefonii GSM (także z wykorzystaniem komunikatów tekstowych) oraz po łączach IP.

Jak udało się przez tyle lat, w tak zmiennym środowisku politycznym, konsekwentnie realizować długofalowy projekt? "Na pewno pomogła nam duża stabilność władz na poziomie lokalnym oraz w dowództwie służb zaangażowanych w ramach centrum" - tłumaczy Marcin Burda. Przedstawiciele władz miasta, m.in. prezydent Jacek Karwowski, a także przedstawiciele straży (Józef Słonimski i Wojciech Porczek) przez lata pilotowali powstawanie systemów ratunkowych. Nie bez znaczenia dla projektu pozostaje także fakt, że Trójmiasto było w ostatnich latach świadkiem kilku tragicznych katastrof. Wszystkie te zdarzenia uczyniły decydentów wrażliwymi na kwestie bezpieczeństwa.

Mniej imprez masowych

Ta świadomość bywa często przyczyną krytyki ze strony innych. Zwłaszcza gdy wysokie standardy dotyczące zabezpieczeń stają na przeszkodzie dla organizatorów imprez masowych. "Ustawa o organizacji imprez masowych jest w tej materii nieprecyzyjna. Dokładnie określa liczbę ochroniarzy, równocześnie nie precyzując jednak wymagań dotyczących choćby sanitariatów. Mam jednak bogate doświadczenie w tego typu przedsięwzięciach i wiem, jaki standard powinni zapewnić organizatorzy" - mówi Marcin Burda. Prawdopodobnie z tego powodu organizatorzy wielu imprez, nie mogąc sprostać wysokim wymaganiom władz miasta, wybierają inne miejsca do organizacji imprez masowych.

O tym, że te drakońskie wymogi można jednak spełnić, najlepiej wie Marcin Burda, który koordynował koncert Jeana Michaela Jarre'a dla 120 tys. ludzi w Stoczni Gdańskiej. Zarówno miejsce widowiska, jak i okolice wokół stoczni zostały objęte odrębną siecią monitoringu. Zarządzanie odbywało się z mobilnego centrum mieszczącego sztab kryzysowy i punkt zarządzania koncertem - z odrębną aplikacją dedykowaną dla obsługi, alternatywnym kanałem komunikacji tekstowej (natężenie hałasu eliminowało możliwość porozumiewania głosem). Pomimo wystrzelenia 15 ton fajerwerków, nikomu nic się nie stało.

Pionierstwo nie zawsze popłaca

To właśnie mocna świadomość potencjalnych zagrożeń sprawiła, że Sopot był jednym z pionierów tworzenia zintegrowanych systemów zarządzania kryzysowego. Z perspektywy czasu okazuje się, że zapłacił za to dość wysoką cenę. Wprowadzając jeden punkt kontaktu dla wszystkich najważniejszych służb ratunkowych, miasto zostało zmuszone do dopasowywania się później do często nierealistycznych wymogów ustawy o centrach powiadamiania ratunkowego i musiało borykać się z integracją stworzonych już rozwiązań. Władzom Sopotu jako pionierom przyszło także borykać się z kontrowersjami związanymi z wprowadzanym systemem monitoringu - dziś traktowanego jak naturalna część zarządzania kryzysowego.

Mimo codziennych problemów związanych z utrzymaniem i rozwojem systemu, którymi to zadaniami zajmuje się czteroosobowy zespół, Marcin Burda nie składa broni. Właśnie do funduszu UE wspólnie z partnerami z innych krajów składa wniosek projektu, którego celem miałaby być poprawa bezpieczeństwa w stefie przybrzeżnej rejonów nadmorskich.

Z inicjatywy Politechniki Gdańskiej i Centrum Nowych Technologii pracuje nad systemem prognozowania zdarzeń w systemie zarządzania kryzysowego. Chce stworzyć zintegrowany system monitoringu dróg wjazdowych do miasta. Wszystko po to, by miasto Sopot było bezpieczne dla mieszkańców, turystów i przyjezdnych.


TOP 200