Bańka 2.0

Wieść gminna niesie, że kiedyś przedstawiciele polskich funduszy inwestycyjnych jeździli do Stanów Zjednoczonych, aby dowiedzieć się, co jest na topie. Dziś sytuacja nie zmieniła się znacząco, nadal nowe - ale czy najlepsze i najbardziej finansowo rozsądne - kierunki wyznaczane są za oceanem.

Wieść gminna niesie, że kiedyś przedstawiciele polskich funduszy inwestycyjnych jeździli do Stanów Zjednoczonych, aby dowiedzieć się, co jest na topie. Dziś sytuacja nie zmieniła się znacząco, nadal nowe - ale czy najlepsze i najbardziej finansowo rozsądne - kierunki wyznaczane są za oceanem.

Choć tempo inwestycji w nowe amerykańskie przedsięwzięcia wyraźnie spadło w ostatnim kwartale 2006 r. do poziomu najniższego od dwóch lat w ujęciu kwartalnym, ale i tak 2006 r. jest rokiem najwyższych inwestycji w nowe i rozwijające się przedsięwzięcia od pięciu lat. Na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy inwestorzy wsparli finansowo prawie 2,5 tys. przedsięwzięć, a całkowita suma inwestycji przekroczyła 25 mld USD. Czy w Polsce dojdziemy kiedyś do poziomu choćby 250 ekspansywnie - mam na myśli naprawdę ekspansywnie - rozwijających się firm rocznie? O zaangażowanych sumach nie ma już co wspominać...

Web 2.0 i alternatywne źródła energii te dwa tematy bez dwóch zdań są na topie. W sensie finansowym z Web 2.0 niestety jest

tak jak z Web 1.0 w latach 1998-2001 r. Wszystko to jest bardzo ekscytujące, użytkownicy są zachwyceni, ale gdzieś na końcu musi być ktoś, kto za to płaci. Na razie więc płacą fundusze venture capital i to płacą słono, licząc na to, że pewnego pięknego dnia oznaczonego w kalendarzu cudownym akronimem IPO wszystko to zwróci się im z nadwyżką, ewentualnie jakiś miły, duży gracz jak Google, który dobrze wie, jak się zarabia na ruchu w sieci, wybawi ich z kłopotu. Czytając informacje na serwisach informacyjnych zajmujących się finansowaniem inwestycji w kategorii Web 2.0 ma się jednak nieodparte wrażenie, że historia się powtarza.

"Digg (popularny serwis umożliwiający zamieszczanie linków do najpopularniejszych wiadomości i postów pojawiających się na bieżąco w sieci - przyp. red.) dostał na Gwiazdkę 8,5 mln USD. Oznacza to prawdopodobnie, że serwis nie zostanie sprzedany żadnemu dużemu graczowi w najbliższym czasie. O ile oczywiście ktoś nie zechce zaoferować sumy na tyle nierozsądnej, że nierozsądnie byłoby odmówić. Te 8,5 mln USD powinno pozwolić na kontynuowanie działalności Digg przez jakiś czas". Wszystko to brzmi szalenie znajomo. Najwyraźniej pięć lat wystarczyło (a nawet cztery, bo wzrost na rynku venture capital dawał się zauważyć już w 2005 r.), aby otrząsnąć się z szoku internetowej bańki.

Targowisko pomysłów

We wrześniowej edycji DemoFall - odbywających się w San Francisco dwa razy do roku największej amerykańskiej imprezy gromadzącej inwestorów i startupy - pojawiło się 70 firm szukających wsparcia inwestorów. Z relacji dziennikarzy przebijało rozczarowanie - większość pomysłów bazowała na konceptach, które w jakimś sensie zostały sprawdzone przez wcześniejszych graczy. Problemy są zawsze te same: to jest miłe/użyteczne/ciekawe, ale czy ktoś zechce za to zapłacić? Czy zostanie osiągnięta masa krytyczna? Czy w sektorze nie zrobiło się już zbyt tłoczno? Czy nie wejdzie tu za chwilę jakiś gigant, który zaoferuje to wszystko za darmo? Czy to naprawdę ma jakąś wartość użytkową? Za najbardziej absurdalny pomysł imprezy dziennikarze CNET uznali VaporStream - oprogramowanie, które niszczy listy elektroniczne tuż po tym, jak zostaną przeczytane. Słusznie zauważono, że w czasach Sarbanes-Oxley i innych przepisów coraz bardziej restrykcyjnie regulujących zasady rządzące informacją w firmie żaden szef działu IT nie zgodzi się na zainstalowanie takiego systemu.

Jakim finansowo-internetowym mirażem żyją dziś Stany Zjednoczone? Fatamorgana jest bardzo rozległa, ale można wybrać kilka interesujących przykładów.

1 Wszyscy marzą o tym, aby jakoś wykorzystać blogi. Czarnym koniem ma być firma BuzzLogic, niewielkie przedsięwzięcie z siedzibą w San Francisco, posiadające technologię umożliwiającą identyfikację użytkowników, którzy napędzają ruch na stronach WWW. Oprogramowanie BuzzLogic identyfikuje i śledzi najbardziej poczytne blogi i posty na wybrane tematy, sprawdza, kto i co ma wpływ na najbardziej znanych blogerów i na kogo oni z kolei mają wpływ, buduje mapy dyskusji toczących się wokół wybranych tematów czy produktów.

Użytek z blogerów próbuje zrobić również firma Vizu, która obiecuje specjalistom od marketingu możliwość przeprowadzenia za niewielkie pieniądze dowolnych badań rynkowych na odpowiednich tematycznie blogach. Firma działa jak sieć Google serwująca na blogach reklamy tekstowe - z zastrzeżeniem, że zamiast reklam serwuje czytelnikom blogów ankiety marketingowe. Każdy blog czy inny serwis może stać się uczestnikiem sieci Vizu.

2 Interesujący pomysł, choć w dość już "przemyślanym" obszarze, ma Dash Navigation, twórca systemu nawigacji, którego kluczowym elementem jest informacja dostarczana w czasie rzeczywistym przez innych użytkowników. Automatycznie zbierane informacje o prędkości i płynności poruszania się użytkowników przekazywane są do centralnych serwerów firmy, a stamtąd transmitowane z powrotem do użytkowników. Dash Navigation korzysta z łączności Wi-Fi albo sieci komórkowych. Oczywiście, jakość informacji trafiającej do końcowego użytkownika jest wprost zależna od liczby użytkowników korzystających jednocześnie z systemu, kluczowe dla efektywności systemu jest więc przekroczenie krytycznej masy użytkowników. System ma być dostępny w Kalifornii na początku 2007 r., a na pozostałym obszarze USA kilka miesięcy później. Krytycy twierdzą, że z masą krytyczną może być różnie.

3 Kolejny nienowy pomysł, ale pozytywnie wypunktowany, to Pluggd - firma, której najważniejszym produktem jest oprogramowanie HearHere umożliwiające rozpoznawanie i analizę semantyczną mowy, co ma zastosowanie w wyszukiwaniu w plikach dźwiękowych zawartości interesującej dla użytkownika poszukującego wypowiedzi na konkretne tematy.

4 Wreszcie pomysł, któremu autorka tekstu życzy jak najlepiej, choć dyskutowany jest od tak dawna, że nie wiadomo, dlaczego nieznana firma miałaby być właśnie tą, która go urzeczywistni - papier elektroniczny. Elastyczne wyświetlacze tekstu i obrazów zaprojektowane przez Plastic

Logic mają być lekką - w sensie wagi - alternatywą zarówno dla papieru, jak i dla ekranów laptopów, telefonów i urządzeń PDA. Czytelnik ma mieć wrażenie, że czyta tekst z kartki papieru, a elektroniczny papier ma mu towarzyszyć wszędzie tam, gdzie do tej pory czytał książki i gazety - w łóżku, przy śniadaniu, na przystanku autobusowym, w poczekalni u dentysty. Ostatnio firmie udało się zebrać 100 mln USD, które mają zostać przeznaczone na uruchomienie produkcji wyświetlaczy. We wcześniejszych rundach finansowania firma zebrała już ponad 43 mln USD. Pierwsze produkty Plastic Logic mają ujrzeć światło dzienne w 2009 r. Czy 150 mln USD wystarczy, aby można było poczytać najnowszą prasę elektroniczną w wannie.