Aplikacje bez kodowania przyspieszą cyfrową transformację ​

Możliwość łatwego, szybkiego i taniego modyfikowania działającej już produkcyjnie aplikacji biznesowej okazuje się coraz częściej jedynym racjonalnym sposobem na jej dostarczenie, a tym samym skuteczne wsparcie przez IT wdrażania zmian budujących przewagę konkurencyjną organizacji – mówi Łukasz Wróbel, wiceprezes firmy WEBCON.

55% menedżerów pytanych przez Computerworld w trakcie badania „Cyfrowa transformacja w polskich firmach” uważa, że transformacja cyfrowa wymaga potężnych wydatków. Czy zgadza się Pan z taką opinią?

Tylko jeśli potraktujemy cyfrową transformację jako projekt mający na celu kompletną transformację biznesu i jego gruntowne przeprofilowanie. W praktyce jednak niewiele firm podchodzi do niej w ten sposób. Zamiast traktować cyfrową transformację jak ogromny, pochłaniający budżet, wieloletni projekt, organizacje stopniowo wprowadzają kolejne usprawnienia w swoich procesach biznesowych. Zarówno tych mniejszych, jak i większych, tych o znaczeniu krytycznym oraz pomocniczym, wspierającym. Od 13 lat pomagamy naszym klientom budować szyte na miarę aplikacje biznesowe, dzięki którym lepiej zarządzają procesami biznesowymi, ale przede wszystkim szybciej i skuteczniej wdrażają zmiany i optymalizacje. Dla wielu z nich nieskomplikowany obieg dokumentów – projekt relatywnie szybki i prosty w realizacji – okazał się pierwszym krokiem do prawdziwej, szeroko zakrojonej cyfrowej transformacji biznesu. Krok, po kroku. Dzisiaj niektórzy z nich w cyfrowy sposób obsługują setki procesów biznesowych.

No dobrze, ale na rynku są już przecież gotowe aplikacje, które wspierają bardzo wiele procesów. Najprostszym przykładem jest system ERP. Czy można wskazać jakieś uniwersalne narzędzia cyfrowe, które – podobnie jak ERP – na jakimś etapie transformacji będą potrzebne?

ERP pozwoli zautomatyzować wiele procesów biznesowych i stanowi fundament większości firm, pozwalając ewidencjonować działalność gospodarczą. Na pewno pomoże osiągnąć doskonałość operacyjną. Pytanie jednak, czy wdrożenie ERP pod koniec drugiej dekady XXI wieku wystarczy, aby osiągnąć przewagę konkurencyjną? I czy w każdej firmie to właśnie ERP wspiera te procesy, które faktycznie uczestniczą w tworzeniu wartości dodanej?

Gartner w modelu Pace-Layered Application Strategy wymienia trzy kategorie systemów: Systems of Record, Systems of Differentiation oraz Systems of Innovation. ERP to ta pierwsza kategoria. Co z pozostałymi dwoma? Możemy oczywiście szukać kolejnych systemów „z półki”, jakie obejmą następne obszary działania firmy, ale ryzykujemy, że skończymy z dziesiątkami mniejszych i większych aplikacji, które niekoniecznie dobrze się ze sobą porozumiewają, które trzeba utrzymywać, trudno je rozwijać i których użytkownicy muszą się nauczyć. A to i tak optymistyczny scenariusz, ponieważ zakłada, że uda nam się znaleźć oprogramowanie, które jednocześnie spełni nasze specyficzne wymagania i nie będzie równie łatwo dostępne dla konkurencji.

I co wtedy zostaje? Pisanie aplikacji pod specyficzne wymagania naszej firmy? Nie każdego na to stać.

Ale dlaczego pisanie? Przyjmijmy założenie, że naszym celem jest ciągłe dostarczanie aplikacji biznesowych – takich, które automatyzują pewne czynności, pozwalają gromadzić dane, pilnować procedur podejmowania decyzji, przydzielają zadania i pilnują ich realizacji – takich jak obiegi dokumentów, ale nie tylko.

Wyobraźmy sobie teraz, że kolejne aplikacje jesteśmy w stanie budować – nie pisać – w jednym, graficznym środowisku drag & drop, bez udziału programistów, a więc przy znacznie niższym koszcie i mniejszym ryzyku wynikającym z rotacji kadrowych. Możemy te aplikacje łatwo i tanio zmieniać, rozwijać, udoskonalać, tak aby coraz lepiej optymalizować proces biznesowy i szybko reagować na jego zmiany. Jednocześnie każda kolejna aplikacja działa analogicznie do poprzednich, jest ustandaryzowana, co powoduje, że użytkownik końcowy nie musi się jej od nowa uczyć. Mało tego, nawet jeśli tworzymy aplikację banalnie prostą, poświęcając jej zaledwie kilka godzin pracy, automatycznie, bez dodatkowego wysiłku, jest ona bezpieczna, wydajna i skalowalna. No i oczywiście bezproblemowo integruje się z systemem ERP i rozwiązaniami dziedzinowymi, które wspierają już część obsługiwanego procesu biznesowego. Właśnie takie środowisko, platformę low-code klasy Business Process Management, oferujemy od 2006 r. naszym klientom w Polsce i za granicą pod nazwą WEBCON BPS.

Jaką korzyść dla klienta ma przynieść połączenie Business Process Management z low-code czy zero-code? Szybkość, elastyczność, niską cenę developmentu?

Wszystko, co Pan wymienił: szybkość i łatwość zarówno dostarczania narzędzi informatycznych, jak i ciągłego ich udoskonalania, dostosowywania do dynamicznie zmieniających się potrzeb i wymagań. Brak kodu powoduje, że możemy dużo sprawniej modyfikować aplikacje. To oznacza znacznie niższe koszty realizacji projektów IT i większe bezpieczeństwo inwestycji. Technologia low-code dostarcza więc wszystko, co jest dziś potrzebne, aby wspierać biznes.

Co daje takie podejście w kontekście cyfrowej transformacji?

Kluczowe dla powodzenia misji digitalizacji są dwa czynniki: jak szybko (a co za tym idzie, tanio) jesteśmy w stanie budować i uruchamiać aplikacje oraz jak łatwo możemy wprowadzać w nich zmiany. Szybkie i tanie budowanie rozwiązań w zasadzie rozumie się samo przez się – jeśli będą drogie, będą mogły objąć jedynie najważniejsze procesy, a i to niekoniecznie. Jeśli będziemy dostarczać je zbyt długo, wymagania biznesu zdążą się zmienić, zanim uruchomimy aplikację. Wszyscy znamy takie historie.

Co zrobić, żeby się nie powtarzały?

Trzynaście lat temu, kiedy rozpoczęliśmy budowę WEBCON BPS, wyszliśmy z prostego założenia: budowę i pierwsze uruchomienie aplikacji od początku traktowaliśmy tylko jako pierwszy krok i skupiliśmy się na tym, by umożliwić łatwe oraz tanie wprowadzanie zmian, udoskonalanie, rozbudowę. I to był strzał w dziesiątkę. Scenariusz pokrywa się z tym, czego w praktyce nasi klienci na co dzień oczekują od departamentów IT: szybkich efektów w realizowanych projektach oraz możliwości rozbudowy czy zmiany zawsze, gdy zajdzie taka potrzeba. W dobie cyfrowej transformacji dochodzi jeszcze jedna kwestia: coraz częściej, decydując się na uruchomienie projektu budowy aplikacji, nie jesteśmy w stanie sprecyzować naszych wymagań. Tradycyjne IT w takiej sytuacji mówi: „Skoro nie wiecie, czego chcecie, nie możemy wam pomóc”. Jeśli jednak wprowadzamy w firmie innowację, zmianę, to wymagania i aplikacja muszą powstawać równocześnie, w nieustannym sprzężeniu zwrotnym. Możliwość łatwego, szybkiego i taniego modyfikowania działającej już produkcyjnie aplikacji biznesowej coraz częściej okazuje się jedynym racjonalnym sposobem na jej dostarczenie, a tym samym skuteczne wsparcie przez IT wdrażania zmian budujących przewagę konkurencyjną organizacji. A bez takiego wsparcia zmiany w firmach wprowadzamy znacznie wolniej i mniej efektywnie.

Rozmawiał Tomasz Bitner

WEBCON to krakowska firma, która od 2006 roku tworzy platformę low-code do digitalizacji i automatyzacji procesów, jak również realizuje wdrożenia obiegów dokumentów oraz aplikacji biznesowych w czołowych firmach w Polsce i za granicą. Wdrożenia przeprowadzają także wewnętrzne działy IT klientów oraz partnerzy WEBCON. Z platformy korzysta już ponad 350 przedsiębiorstw – od firm kilkudziesięcioosobowych do międzynarodowych korporacji, w tym m.in.: Siemens Finance, Mitsubishi Electric, Tauron, Orange czy PKP SA. W kwietniu bieżącego roku firma ogłosiła otwarcie oddziału w Seattle, w Stanach Zjednoczonych, i ekspansję na rynek amerykański. Głównym ambasadorem technologii i wiceprezesem WEBCON North America został Mike Fitzmaurice, wcześniej wieloletni wiceprezes jednego z głównych dostawców oprogramowania klasy workflow na arenie międzynarodowej. Strategią firmy jest budowa silnego kanału partnerskiego, złożonego z lokalnych integratorów systemów informatycznych.