A może własna firma?

Prawdopodobnie każdemu, choć przez chwilę, przemknęła myśl o założeniu własnej firmy. Będę niezależny, bogaty, szczęśliwy - takie z pewnością towarzyszyły jej emocje.

Prawdopodobnie każdemu, choć przez chwilę, przemknęła myśl o założeniu własnej firmy. Będę niezależny, bogaty, szczęśliwy - takie z pewnością towarzyszyły jej emocje.

Potrzeba uniezależnienia się od pracodawcy popycha wielu informatyków w kierunku działalności na własny rachunek. Zapotrzebowanie na usługi informatyczne w szeroko rozumianym zakresie działalności wydaje się być wodą na młyn prywatnych inwestycji. Zapewne własne przedsięwzięcie ma wiele cech pozytywnych, wyzwalających kreatywność, ale także nie sposób nie dostrzegać wad, których podłoże stanowi brak pewności jutra. Własna firma jest bez wątpienia dużym obciążeniem dla właścicieli, zwłaszcza w początkach działalności, gdy nie ma ustabilizowanej pozycji rynkowej. Myślę, że warto zastanowić się, czy czas burzliwego powstawania i rozwoju firm prywatnych, zwłaszcza niewielkich, mamy już za sobą, czy też ciągle istnieją szanse na podjęcie wyzwania.

3 razy K - kapitał, konkurencja, kontrahenci

Kapitał

Warunkiem pozwalającym uznać firmę za prawidłowo funkcjonującą, nie zagrożoną bankructwem, jest posiadanie rynku zbytu na produkty i usługi, z możliwością inwestowania w rozwój - aspekt dotyczący każdego rodzaju działalności. Aby zaistnieć na rynku, należy dysponować stosowną ofertą - sprzętem, zapleczem względu na specjalność usługi, serwis), zdolność osiągnięcia gotowości rynkowej zawsze związana jest z dużymi nakładami finansowymi. Zdawać by się mogło, że przy drobnej działalności programistyczno-projektowej kapitał początkowy nie stanowi istotnego problemu. Rzeczywiście, wymagania w tym względzie są nieporównywalnie niższe niż w przypadku działalności serwisowej lub handlowej. Nie jest jednak prawdą, że oprogramowanie można wytwarzać bezinwestycyjnie, gdyż profesjonalne narzędzia warsztatu pracy programisty nie należą do tanich. Dysponować trzeba także podstawowym zestawem umożliwiającym przetestowanie produktu z różnymi typami drukarek, pracę w sieci i zachowanie systemu w wielodostępie. Nie mając specjalistycznego zaplecza, autor oprogramowania zmuszony jest do przeprowadzania testów u użytkownika, co zakrawa na paradoks - i niestety ciągle jeszcze się zdarza. Tak więc wyprodukowanie wersji handlowej prostego oprogramowania, np. obsługującego sprzedaż z dwóch stanowisk połączonych siecią, przeradza się w niebłahą inwestycję kapitału.

Konkurencja

Drugim zjawiskiem, utrudniającym start w obecnych warunkach, jest konkurencja, oferująca produkty dojrzałe, wieloplatformowe i zintegrowane. Indywidualny producent oprogramowania nie ma szans na wybicie się spośród wielu niemal identycznych produktów, których ceny są relatywnie niskie. Jedynym godnym uwagi terenem działalności są nisze rynkowe, których opanowanie tworzy czasami ciekawe perspektywy rozwoju. Warto też zastanowić się, skąd biorą się luki na rynku oprogramowania. Najczęstszym powodem ich występowania nie jest ich niezauważenie, a raczej brak opłacalnego wskaźnika koszty/korzyści. Mniej opłacalne pola działalności, wynikające ze złożoności problematyki i z nikłą perspektywą powielarności oprogramowania, stają się kąskiem dla szukających miejsca na rynku oprogramowania. Niestety, nie jest to także kraina obfitości finansowej.

Kontrahenci

Trzecim problemem przy dostarczaniu produktów bądź usług jednostkowych może być niewypłacalność klientów. Objawia się ona czasami we wczesnych stadiach prac projektowych, pozwalając na rozwiązanie umowy przy stosunkowo niskich jeszcze kosztach lub - co gorsza - w fazie finalnej. Wówczas straty z tego tytułu są niepowetowane, zazwyczaj doprowadzając drobnego przedsiębiorcę informatycznego do bankructwa. Uzależnienie od klienta reprezentującego unikalne wymagania jest inwestycją wysokiego ryzyka i powinno być ze szczególną pieczołowitością obwarowane umowami wstępnymi.

Zmieniać układ?

W obecnych czasach rozpoczynanie samodzielnej działalności jest znacznie trudniejsze niż przed kilkoma laty, gdy rynek wykazywał dużą i niemal bezkrytyczną chłonność. Wtedy też powstało z niewielkich, nawet jednoosobowych zalążków, wiele poważnych i liczących się obecnie firm informatycznych. Proces był wspomagany przemianami ustrojowymi, wyzwalającymi określone trendy, oraz upowszechnianiem komputeryzacji. Obecnie, mimo że dziedzina ta nadal szerokim frontem wkracza w wiele rejonów życia, a popyt na usługi z nią związane wciąż wzrasta, znacznie różni się ona w swej charakterystyce od etapu początkowego. Teraz liczą się świadczenia specjalistyczne i kompleksowe - realizowane na bazie dużych zespołów ludzkich i potężnego zaplecza inwestycyjnego. O ile dawniej użytkownicy kupowali dowolny komputer osobisty i oprogramowanie doraźnie rozwiązujące problemy izolowanych stanowisk pracy, o tyle dzisiaj liczy się sprzęt strukturalnie dopasowany do potrzeb eksploatowanych systemów, a oprogramowanie w jak najszerszym zakresie powinno integrować wielorakość działalności klienta.

Zakładanie prywatnej firmy, która miałaby szansę istnienia i utrzymania pracowników i właścicieli ma rację bytu jedynie w przypadku przekształcania się stosunku pracy - z pracownika najemnego we właściciela - i to tylko w przypadku, gdy praca najemna zaczyna przeszkadzać w prowadzeniu W z tym nikt znienacka nie rozpoczyna działalności, a raczej sankcjonuje przez lata umiejętności i doświadczenie wyniesione z dotychczasowego miejsca pracy, czasami także przechwytując klientów macierzystego zakładu i wyzwalając się spod panowania przełożonych.

Nie jest tajemnicą, że wielu informatyków - oprócz wykonywania zawodu w macierzystym zakładzie pracy - prowadzi równolegle zarejestrowaną działalność gospodarczą, stanowiącą formę dorabiania i/lub spełniania ambicji. Równoczesne trudnienie się różnymi zajęciami nigdy nie wychodzi na dobre - ani jednemu, ani drugiemu miejscu pracy. Zamysł rozwijania prywatnej działalności w takim układzie najczęściej bywa blokowany podstawowymi powinnościami wobec pracodawców. Zbyt pochopne rozwiązanie stosunku pracy na podstawie złudnych wyobrażeń o korzyściach z samodzielnej działalności, często racjonalne problemu, powoduje, że informatyk po pewnym czasie musi z powrotem szukać zatrudnienia. Zdarzają się jednak nieliczne przypadki, gdy praca najemna sprzyja działalności na własny rachunek - co zwykło się nazywać wykorzystywaniem stosunków służbowych. Szansa powodzenia w takich przypadkach zależy od układów lub po prostu łutu szczęścia.

Prosta kalkulacja

Rozpatrując przypadek małej firmy, należy w pierwszym rzędzie wziąć pod uwagę fakt, że przychody ze sprzedaży muszą być wystarczające na utrzymanie właściciela. Decydując się na rozpoczęcie własnej działalności, należy przede wszystkim przeprowadzić zimną kalkulację, pozwalającą na oszacowanie rentowności przedsięwzięcia. Opiera się ona na prostej zależności - za jaką kwotę musimy sprzedać usługi, sprzęt lub oprogramowanie w ciągu roku, aby:

  • uzyskać dochody co najmniej 2 razy większe niż dotychczas, gdyż w przeciwnym razie poświęcenie nie jest opłacalne;

  • opłacić ubezpieczenia i podatki;

  • opłacić ewentualnych pracowników na takim poziomie, aby chcieli u nas pracować, nie zapominając o obowiązkowych dla nich świadczeniach (ZUS);

  • móc w sprzęt i oprogramowanie narzędziowe, aby doskonalić oferowane produkty.

    Dla przykładu - wyobraźmy sobie, że jesteśmy właścicielami hipotetycznej firmy, produkującej oprogramowanie przychodów-rozchodów, i zatrudniamy jednego pracownika w pełnym wymiarze czasu. Wydatki na pensję pracownika wynoszą miesięcznie 2200 zł brutto, co daje 26 400 zł rocznie. Nasz przychód brutto ma wynieść 50 000 zł rocznie. Mamy 2 z drukarkami o łącznej wartości 20 000 zł i oprogramowaniem narzędziowym wartości 10 000 zł. Roczna stopa doinwestowania zasobów wynosi około 30% (10 000 zł). Okazuje się, że w ciągu roku koszt wynosi 86 400 zł. Jeżeli oferowane oprogramowanie sprzedajemy w cenie 2000 zł za licencję, wówczas musimy rozpowszechnić jego 43 kopie rocznie. Nie jest to liczba zawrotna, niemniej należy zastanowić się, co będzie, jeżeli sprzedamy o połowę mniej i czy co roku sprzedaż ukształtuje się na porównywalnym poziomie.

    Ta prosta kalkulacja dowodzi, dlaczego tak wielu właścicieli drobnych zakładów stało się ponownie pracownikami lub połączyło siły z innymi firmami. Analizując powyższe obliczenia, można dojść do wniosku, że warunki finansowe, jakie oferuje obecny pracodawca, nie są wcale złe i niepotrzebnie zastanawiamy się, jak zmienić lepsze na gorsze.


  • TOP 200