25 wpadek informatycznych wszech czasów

Spróbujmy sobie wyobrazić, jak wyglądałaby branża IT, gdyby Gary Kildall zaakceptował ofertę IBM dotyczącą licencjonowania jego komputerowego systemu operacyjnego dla trzymanego w ścisłej tajemnicy nowego projektu IBM. CP/M stałby się OS-em dostarczanym z oryginalnym IBM PC, a świat być może nawet nie poznałby nazwiska konkurenta Kildalla, którym był nikt inny tylko Bill Gates.

Wśród wszystkich tych zadziwiających momentów w rozwoju branży, mających kluczowy wpływ na jej kształt, są i takie które kojarzą się wyłącznie źle. Nie każda idea może zwyciężyć, nawet najwięksi nie unikają złych posunięć. Ale podobno ci, którzy zapominają o przeszłości, są skazani na przeżycie z niej powtórki. Są też i tacy, którzy nieważne czy dobrze znają historię, czy też nie, zawsze coś zepsują. Proponujemy kilka chwil na schadenfreude i spojrzenie na 20 ostatnich lat pod kątem największych pomyłek, wpadek, katastrof, o których pewnie wielu chciałoby zapomnieć. Oto ich nieoficjalna lista. Zaczynamy od ostatniego miejsca:

25. IBM PS/2. Oryginalny IBM PC jak piorun uderzył w rynek w 1981 r. W przeciwieństwie do wcześniejszych komputerów z IBM był zbudowany z części powszechnie dostępnych, a nie firmowych elementów, dzięki czemu stawał się najbardziej przystępną cenowo maszyną biznesową. Ale z biegiem lat 80. IBM został zdominowany na rynku PC przez firmę Compaq i innych producentów tzw. klonów. Jaką znalazł na to receptę - oczywiście, znowu zrobić coś z firmowych, niestandardowych elementów. Personal System/2 wprowadzony na rynek w 1987 r. miał być software'owo kompatybilny z PC, ale architektura MCA (Micro Channel Architecture) sprawiła, że był niekompatybilny z dostępnym na rynku sprzętem. Klony nie stwarzały tego rodzaju problemów. Tak jak katastrofalny PCjr przed nim i PS/1 po nim, PS/2 przekonał klientów, że dział PC IBM stać tylko na jeden piorun.

25 wpadek informatycznych wszech czasów

24. Wirtualna rzeczywistość. W 1982 r. film "Tron" pokazywał przygody bohatera wciągniętego do wnętrza komputera. 15 lat później powstała technologia umożliwiająca tego typu doświadczenia, no... do pewnego stopnia. W końcu lat 90. trwały intensywne prace nad stworzeniem wirtualnego interfejsu do internetu, opartego przede wszystkim na VRML (Virtual Reality Markup Language). Problem w tym, że nie miało to za bardzo sensu. Użytkownik masowy nie potrzebował VR, więc koncept wirtualnej rzeczywistości przetrwał jedynie pod postacią Second Life.

23. Wojny archiwizerów. Co powiedziałbyś, gdyby jakiś producent oprogramowania skopiowałby twój kod i wydałby ulepszoną wersję twojego produktu. Pozwałbyś go do sądu, prawda? Tak pomyśleli w firmie System Enhancement Associates (SEA), gdy w latach 80. Phil Katz wypuścił na rynek klon programu do archiwizacji Arc, autorstwa SEA. Katz zoptymalizował język asemblera, dzięki czemu oprogramowanie było wydajniejsze niż oryginalny Arc, ale ponieważ "pożyczył" kod od produktu SEA, ta ostatnia zdołała dowieść swoich praw w sądzie. Użytkownicy jednak poczuli się oszukani. Uważali SEA za pieniaczy, chcących zagrozić wspaniałemu oprogramowaniu Katza. Kiedy Katz stworzył w 1989 r. nowy format - nazwany Zip - użytkownicy porzucili Arca, a SEA ostatecznie podupadła.

22. Apple OpenDoc. Na długo zanim Cocoa i Carbon API zdobyły uznanie programistów tworzących aplikacje dla systemu Mac OS X, Apple skupiło się na innej inowacyjnej technologii programistycznej. Nazwana OpenDoc, była sposobem na tworzenie przez developerów aplikacji z lekkich, modularnych komponentów. W końcu czym więcej był edytor tekstu, oprócz narzędzia do pisania, sprawdzania pisowni, menedżera plików i kilku innych modułów zebranych do kupy? Z OpenDoc deweloperzy mogli mieszać, dopasowywać różne komponenty, tworząc swoje aplikacje. Niestety, koncept nigdy nie chwycił. Jak się okazało, większość aplikacji nie było na tyle modularnych, jak to się wydawało, a tzw. lekkie komponenty były niepokojąco zasobożerne. Po krótkich pięciu latach historia zwana OpenDoc dobiegła kresu.

25 wpadek informatycznych wszech czasów

21. Technologia Push. W 1992 r. firma PointCast miała bardzo sprytny pomysł. Dlaczego nie śledzić notowań giełdowych, najświeższych newsów i innych informacji w czasie rzeczywistym, zupełnie nie korzystając z przeglądarki internetowej? Zamiast niej klient PointCasta "pchałby" (push) potrzebne informacje bezpośrednio na desktop przez cały boży dzień.

Pomysł podchwyciła rzesza naśladowców. Niestety, nikt nie przewidział przeciążenia bardzo wtedy ograniczonych łączy internetowych. Administratorzy sieciowi blokowali klienty push, a wyposażeni w modemy użytkownicy domowi mieli dość reklam przesyłanych na ich komputery razem z wynikami sportowymi. Choć News Corp. początkowo chciała kupić PointCast za 450 mln USD, to dwa lata później szaleństwo zwane push wyparowało, i firma została sprzedana za marne 10 milionów.

W celu komercyjnej reprodukcji treści Computerworld należy zakupić licencję. Skontaktuj się z naszym partnerem, YGS Group, pod adresem [email protected]

TOP 200