24h society

Można się zastanawiać, czy życie w wieku hiperkomunikacji nie staje się aby dla ludzi zbyt męczące, bo wymaga zbyt wielkich szybkości i zbyt licznych kompetencji, a pozostawia nam coraz mniej czasu dla siebie.

Można się zastanawiać, czy życie w wieku hiperkomunikacji nie staje się aby dla ludzi zbyt męczące, bo wymaga zbyt wielkich szybkości i zbyt licznych kompetencji, a pozostawia nam coraz mniej czasu dla siebie.

Tysiące firm dostarczają nam elektronicznych produktów służących do rozrywki i wiedzy; ten biznes zmienia sposób naszego życia. Media i przemysły kultury są sprawcami tego, jak ludzie pracują, uczą się czy bawią. Już nie rodzina i nie szkoły, ale biznes wyrabia w nas takie cnoty, jakimi są produktywność, elastyczność i orientacja globalna.

Społeczeństwo w wieku hiperkomunikacji to 24h society. Życie w takim społeczeństwie jest dla ludzi aktywnych superciekawe: dostarcza mnóstwa doznań i przeżyć, tysięcy atrakcji, wśród których Internet jawi się jako sezam. Szkoda czasu na sen. Rosnąca ilość kanałów informacyjnych stwarza odbiorcy sytuację hiperwyboru. W ciągu kilkunastu godzin czuwania, którymi można rozporządzać, współczesny człowiek otrzymuje niezwykle dużo ofert. Znany jest przypadek młodego Koreańczyka, Mr Jina, który zasiadł do 17 grudnia i został od niej siłą oderwany po 438 godzinach i 38 minutach. Gra Lineage 2 wciągnęła go do wirtualnego świata, w którym nie było napisu "koniec gry". Stała się ona dlań już nie zapasowym, a nowym życiem.

Czy ma to dobre strony? Zależy jak na to patrzeć: mnożenie działań w obu przestrzeniach i przyspieszenie rytmu życia wypełnia próżnię istnienia - człowiek nie zadaje już sobie "głupich" pytań o sens życia, bo zwyczajnie nie ma na to czasu ...

Kultura jak rozpuszczalna kawa staje się instant. Jak powiada Zygmunt Bauman, rodzi się "przejściowe społeczeństwo". Osobnik bez przeszłości i bez przyszłości, rodzący się wciąż na nowo - osoba taka pasuje jak ulał do świata specjalizującego się w stapianiu i przetapianiu tożsamości. Żyjemy w świecie, w którym mało co jest ważne na długo. Osoby, które się w takim świecie narodziły, są żywotnie zainteresowane w utrzymywaniu takiego świata, jaki uczynił je takimi, jakimi są - jedynego świata, w jakim się czują u siebie.

Radości i przeciążenia Homini Sapientis

W opinii Marca Fumaroli, francuskiego psychologa, "żyjemy w czasach wysoko nowoczesnej technologii i powszechności mass mediów zdominowanych przez anonimowość. Zagubieniu uległa intymność, kontakt ze światem uchwytnym zmysłowo, zaduma nad rzeczywistością prostą i zwykłą, którą jednak warto odgrywać na nowo". Niestety, ulega temu także sztuka, która płodzi dzieła i obrazy w sposób niekontrolowany, gdy tymczasem powinna być odtrutką, "ponieważ sztuka jest kształceniem zmysłów i wrażliwości, należałoby zachęcić ją, aby wyszła poza ograniczenie wynikające z dominacji mass mediów". Powinna kierować się misją docere eti delectare, jak postulował Horacy. Tymczasem tracimy nagrodę za wysiłek zarówno tworzenia, jak i odbioru dzieła. Na tworzenie i odbiór twórczości innych musimy mieć czas. Noblista Josip Brodzki wyznał, że najwięcej świeżych myśli i twórczych pomysłów przychodziło mu do głowy, kiedy ogarniała go nuda i dolce far niente. Dlatego chętnie się jej poddawał. Dla człowieka aktywnego w Warszawie taka niechciana sytuacja może mieć miejsce tylko w korkach samochodowych. Można by ją twórczo wykorzystać, gdyby się jej poddać i nie pozwalać spalać nerwom.

Dokonuje się na naszych oczach gwałtowna transformacja, która obejmuje wszystkie dziedziny życia i wymaga adaptacji od ludzi i instytucji. Bo natura info-tech to z jednej strony przyrost wolności, z drugiej wszakże kontrola, szybkość i władza, czyli cechy, które nie są ludziom przyjazne i do których niełatwo się przystosować. Nacisk na ciągłe nabywanie nowych umiejętności i kompetencji, czyli poszerzanie kapitału ludzkiego wzmaga bóle adaptacji.

W Ameryce toczy się bezpardonowa walka o - jak to wyliczono - 30 tys. godzin. Tyle przeciętnie przeznacza 20-latek w ciągu swego życia - od niemowlęctwa począwszy aż do wieku dorosłego - na oglądanie telewizji. Czas jest coraz droższy - 30 s na wypowiedź to już jest dużo (MTV chwali się wynalazkiem w postaci 3-sekundowych wywiadów).

O te 30 tys. godzin uwagi walczą politycy, gwiazdy rockowe, sportowcy - wszyscy. Ponieważ uwaga jest dobrem ograniczonym, jednostką czasu pokolenia staje się przeciętny moment napięcia uwagi (span of attention). Walka o te godziny to zarazem batalia o kształtowanie człowieka, wdrożenie go do jakiejś roli: oczywiście, raczej nie roli patrioty, obywatela, ojca, matki, męża, żony, rodzica - lecz konsumenta (konsumenta wszystkiego: towarów, symboli, polityki, kultury, informacji i rozrywki).

Herbert Irving Schiller, niestrudzony krytyk kultury masowej, napisał przed 11 laty (w książce Media, Technology and the Market: the Interacting Dynamic), że w emisjach TV stosuje się w USA time compression machine - niezauważalne dla oka przyspieszanie przesuwania klatek filmu; co daje dodatkowy czas na reklamę (przy 4% przyspieszeniu filmu zyskuje się ok. 5 min na reklamy w przerwach). To samo robi się ze skrótami meczów. Podwójna korzyść: oszczędność czasu i atrakcyjniejsze, bo szybsze widowisko sportowe (aż nie chce mi się w to wierzyć - nie udało się znaleźć potwierdzenia tej informacji z innych źródeł).

Następuje "kompaktyzacja" wszystkiego. Młoda kultura amerykańska lepiej sobie radzi z przeciążeniami czasu; odrzuca przeszłość jak głowa kapusty liście inspektowe, potrzebne tylko po to, żeby wyrosły następne. Przeszłość jest potrzebna głównie do zarabiania na "przemyśle dziedzictwa" (heritage industry). Perypetie z historią przeżywa natomiast nadal staruszka Europa, której kultury narastały jak rafy koralowe: każda warstwa jest potrzebna, żeby osadzić następną.

Należy tutaj dodać, że Ameryka radziła sobie do czasu. W Stanach Zjednoczonych kilka milionów dzieci zażywa regularnie ritalin leczący z deficytu uwagi, który bierze się z nadkonsumpcji mediów. Jak podaje Fukuyama w książce Our Posthuman Future, 28 mln Amerykanów zażywa leki psychotropowe, które pełnią funkcje środka kontroli społecznej; pozwalają na sterowanie ludźmi, kreują androginiczną osobowość pośrednią, zadowoloną z siebie i uległą (kobiety bardziej pewne siebie, mężczyźni mniej agresywni). W społeczeństwie, w którym nie ma agresji, nie ma też sympatii, męstwa, współczucia, heroizmu, siły charakteru. Będą to "ostatni ludzie" bez celów i pragnień, bez pierwiastka thymos.

Takie społeczeństwo pogrąża się w stagnacji, bo natura człowieka jest źródłem nieszczęść, ale także wszystkiego, co w nim dobre. Ludzie "na prochach" będą funkcjonalni dla systemu; być może wystarczy raz się doń zalogować? Wtedy można by już kontrolować nie tylko to, co czynimy, ale i co myślimy. We wszystkich poprzednich systemach można było jedynie kontrolować nasze działania, dziś można już się dowiedzieć, jakie są nasze preferencje, zainteresowania, słabości (pozwalają na to inteligentne czujniki, agenty, boty, set-topy, informujące np., jakie programy wybieramy). Narzędzie dyktuje nam rytm życia. Wedle Neila Postmana to już jest technopol - dyktatura narzędzi.

We wcześniejszych fazach ludzie mieli nad nimi kontrolę, nawet jeszcze w fazie technokracji epoki przemysłowej. Od wynalazku prasy drukarskiej aż do poł. XIX w. nie wprowadzono przełomowych technologii, które w sposób zasadniczy przyspieszyłyby obieg informacji. Polityka, ekonomia i kultura miały blisko dwa wieki spokoju, który wykorzystały na rozwój szkolnictwa, demokracji itp. Teraz takiego komfortu nie ma; systemy regulacji są zawsze opóźnione o jedną fazę. Dziś ważniejsza jest szybkość i kontrola dostępu niż kontrola przestrzeni przez politykę. Technologia też nie ma czasu na doskonalenie. W latach 80. wydawało się, że przemysły informacyjne doskonalić będą istniejące produkty, tymczasem technologia skoncentrowała się na szybkości transmisji. Kultura innowacji przegrywa z kulturą perfekcji. Chodzi o to, żeby było szybciej, więcej, taniej. Znany ekonomista informacyjny Eli Noam (Financial Times, 19.05.2004) szacuje (w swoim artykule opublikowanym w ub.r. na łamach Financial Times), że transfer danych w międzynarodowych sieciach telekomów dziś kosztuje 1% tego co 6 lat temu. Tyle tylko, że coraz większą pojemność pożerają stałe łącza, wykorzystywane m.in. na gry komputerowe (ok. 50% zdolności przesyłowych w Korei Płd., 30% w USA), na które jest coraz większy popyt (na gry i na łącza - jedno napędza drugie).

Nasz nowoczesny umysł jest jednowymiarowy i redukcjonistyczny. Technika pcha nas do normalizacji wszystkiego, wzrostu za wszelką cenę i szybkości. Im szybciej przepływa informacja przez maszyny, tym szybciej musi ona funkcjonować w mózgu człowieka. Kiedy mózg będzie połączony z komputerem i z mózgami innych ludzi, myśl ludzka z szybkością światła będzie przeszukiwać miliardy dysków. Trzeba więc zapytać, gdzie leży granica percepcji?

Claude Levi-Strauss w Smutku Zachodu już na początku lat 80. wyrażał obawy, że nie żyjemy w epoce nazbyt płodnej za przyczyną nadmiernie intensywnej komunikacji, która nie daje czasu na przetworzenie wartości, a tylko ich konsumpcję w stanie prefabrykowanym.


TOP 200