www.powiemcikimjestes.pl

Bank, w którym posiadam konto bieżące, jednocześnie obniżył oprocentowanie na ROR-ze oraz podniósł opłaty. Życzę powodzenia w stabilizacji sytuacji finansowej, ale, niestety, nie mam zamiaru się do tego przykładać.

Bank, w którym posiadam konto bieżące, jednocześnie obniżył oprocentowanie na ROR-ze oraz podniósł opłaty. Życzę powodzenia w stabilizacji sytuacji finansowej, ale, niestety, nie mam zamiaru się do tego przykładać.

Tak więc wykonałem przegląd ofert bankowych oraz krótki test internetowych serwisów transakcyjnych i – oprócz znalezienia nowego podmiotu, któremu powierzę moje bieżące finanse – zauważyłem pewną ciekawą zbieżność. Ale zanim ją opiszę, powiem trochę o środowisku. A więc – od paru lat bywając tu i ówdzie na konferencjach, konkursach i warsztatach – miałem okazję „otrzeć się” o ludzi z sektora. Informatycy z sektora finansowego są bardzo jednorodni w obrębie grupy pochodzącej z jednej firmy, ale jednocześnie te grupy mocno się od siebie różnią. Znam ten mechanizm. Jest coś takiego jak „kultura organizacji” – menedżerowie (świadomie albo nie) szukają pracowników podobnych do siebie. Powstaje samoreplikujący się mechanizm: „luzacy” szukają innych „luzaków”, techniczni geekowie – innych geeków, zaś śmiertelnie poważni garniturowcy nie zatrudnią nikogo, kogo krawat i koszula uwierają.

Patrząc na serwisy internetowe, siłą rzeczy widzę twarze i zachowania osób z danej organizacji, z którymi miałem okazję się zetknąć. Proszę mi wierzyć, jest niemal stuprocentowa korelacja pomiędzy cechami serwisu bankowego a charakterem organizacji IT oraz ludzi, którzy ją tworzą. Serwisy firm, które stawiają na samodzielne myślenie i premiują innowacyjność, są zestawem błyskotliwych wodotrysków. Jeśli informatycy z danego banku cechują się skrajnym nastawieniem na klienta, jego serwis będzie przede wszystkim ładny, przyjazny i użyteczny. Ludzie, dla których najważniejsza jest oprawa, reputacja i wiarygodność, zbudują serwis superbezpieczny i bardzo niezawodny – nawet jeśli wygląda „topornie”.

Co więcej, zdałem sobie sprawę, że podejmując decyzję konsumencką, kieruję się irracjonalną przesłanką: na ile serwis internetowy jest „mój”, czyli akcentuje takie wartości, które i ja wyznaję. Siłą rzeczy, więc, charakter i kultura organizacji „promieniuje” także na klientów.

Jestem pewien, że kiedyś zostaną przeprowadzone badania, dzięki którym na podstawie portalu internetowego można będzie określić charakter organizacji, która go stworzyła i – pośrednio – ludzi, którzy stoją na jej czele. Na razie pozostaje nam nieuchwytne, ogólne wrażenie – dostatecznie mocne jednak, by pokierować naszą decyzją konsumencką.


TOP 200