iPhone i tysiąc Niemców

Jeżeli w szaleństwie może być metoda (Szekspir), to z pewnością takim zamierzonym szaleństwem było zorganizowanie konferencji i wystawy Macworld akurat w czasie, gdy w Las Vegas odbywała się doroczna wystawa sprzętu elektronicznego.

Jeżeli w szaleństwie może być metoda (Szekspir), to z pewnością takim zamierzonym szaleństwem było zorganizowanie konferencji i wystawy Macworld akurat w czasie, gdy w Las Vegas odbywała się doroczna wystawa sprzętu elektronicznego.

Jakby nie dość było tego, to jeszcze w trakcie imprezy Macworld zaprezentowano najnowszy produkt firmy Apple (która, przy okazji, przestała nazywać się Apple Computers) o nazwie iPhone. Można to było zrobić w Vegas, ale przecież Apple lubi robić wszystko inaczej.

Sam nowy produkt to urządzenie, dla którego trudno znaleźć właściwą nazwę, bo jest to swoiste "pięć w jednym", czyli połączenie telefonu, odtwarzacza dźwięku, aparatu fotograficznego, przeglądarki internetowej oraz poczty elektronicznej. Urządzenie, o którym mówi cały chyba już świat, ma charakterystyczny kształt i wygląd i podobno można je obsługiwać jednym tylko palcem (jest tylko jeden przycisk, a resztę robi się na dotykowym ekranie, do korzystania z którego nie potrzeba patyczka).

Sceptycy powiadają, że to wszystko już dawno było, tyle że osobno, i że pofastrygowanie tego za 500 dolarów to żadna łaska.

Impreza, na której urządzenie to pierwszy raz zaprezentowano, przyciągnęła uwagę (czyli w jakiś sposób odciągnęła od Vegas) blisko 4000 widzów. Ponieważ sam należę do gatunku, który nie pojmuje jak można było sprzedać chociaż jednego iPoda (a sprzedano ich już blisko 40 mln), z wrodzonej przekory wybrałem wystawę w Las Vegas. Zupełnie nie trafiłem jednak ze wskazaniem tego, co było tam najciekawsze, bo z oficjalną listą "top ten" nic mi się nie zgadza.

Co więc przyciągnęło moją uwagę?

Po pierwsze - przenośny zestaw do odbioru telewizji satelitarnej z - uwaga! - składaną anteną (tak jak z iPodem - też nie wiem, po co to komu, ale widziałem kiedyś kierowcę TIRa, jak mozolił się przed nocą na jakimś parkingu i na gołej ziemi, przed swym samochodem, ustawiał specjalny trójnóg z anteną).

Pisałem tu kiedyś o odbiorze telewizji na telefonach komórkowych, że to żałośnie małe i że będzie musiała powstać zupełnie nowa szkoła tworzenia filmów na takie potrzeby. Ktoś się tym chyba przejął, bo w Vegas pokazano komórkę z projektorem (bez obiektywu), który na dowolnej powierzchni rysuje laserem obraz o mniej więcej laptopowej wielkości.

Przy tak wielkiej okazji nie mogło się obyć i bez znaczącej wpadki (nasz przyjaciel Murphy nie śpi!). Gdy jeden z szefów Samsunga prezentował, w jadącym autobusie, telewizor systemu A-VSB (nawet tam to SB!), pozwalający na niezakłócony odbiór w ruchu, obraz w pewnym momencie zastygł w bezruchu. Ten zaczął się gęsto tłumaczyć, że z prototypem wszystko przecież może się zdarzyć. Gdy już kończył przydługie tłumaczenie się, obraz nagle ożył. Okazało się potem, że nie miało to nic wspólnego z prezentowaną techniką, a krótkotrwała awaria nastąpiła w studiu jednej z lokalnych telewizji, której program wybrano do pokazu.

Wracając jednak do światowej premiery iPhone - w jej wyniku w górę poszły akcje Apple (jak to ktoś powiedział - Steve Jobs nawet silnik spalinowy potrafiłby zaprezentować jako ostatnią nowość...), a spadły nieco takich tuzów, jak Nokia. Mało kto jednak zauważył, jak w górę i to o blisko 18%, skoczyły tego dnia akcje niemieckiej firmy Balda AG z Oeynhausen niedaleko Bielefeld (Westfalia). Firma ta, dotknięta ostatnio bankructwem BenQ, czyli komórkowej odnogi Siemensa, producent obudów, ekranów i w ogóle różności (wartość firmy - ponad 300 mln euro), ma bowiem robić ekrany, obudowy i nie wiadomo co jeszcze do nowego produktu Apple.

To zaś przekłada się tam na zajęcie dla - bagatela - ponad tysiąca osób.