e-d**o-krytka

No nie, westchnie ze złością niejeden czytelnik. Znowu gwiazdki. Panowie felietoniści wstydzą się swych myśli i skojarzeń i chowają się za gwiazdki, udając literackie dziewice. I będzie miał rację - cóż jednak zrobić, skoro tak różne są progi wrażliwości, których przekraczać jednak nie wypada.

No nie, westchnie ze złością niejeden czytelnik. Znowu gwiazdki. Panowie felietoniści wstydzą się swych myśli i skojarzeń i chowają się za gwiazdki, udając literackie dziewice. I będzie miał rację - cóż jednak zrobić, skoro tak różne są progi wrażliwości, których przekraczać jednak nie wypada.

Była bez wątpienia wybitnym fachowcem. Błyskotliwy umysł. Prawo, ekonomia. Członkostwo licznych stowarzyszeń zawodowych. Ceniona autorka artykułów i opracowań w prasie fachowej. Więcej niż prawa ręka szefa. Posłuch w zjednoczeniu i ministerstwie. Wysoka kultura osobista (w dobrym, przedwojennym wydaniu) i takież zasady.

Co należy zrobić, by takiego pracownika jakoś uhonorować? Oczywiście, awansować!Zaproponowano jej stanowisko kierownicze w sprawnie funkcjonującej komórce, której wieloletni szef właśnie wybierał się na emeryturę. Kilku podwładnych. Wszyscy po studiach i z długą praktyką na różnych stanowiskach.

Minęło pół roku. Nasza bohaterka została sama z jedną pracowniczką, która - wzorem tych, którzy już stamtąd odeszli - też rozglądała się za innym miejscem w zakładzie. Obie panie nie rozmawiały ze sobą, a cała między nimi komunikacja, nawet ta najbardziej trywialna, odbywała się drogą pisemną.

Płynie z tego oczywista nauczka, że nie każdy wybitny pracownik ma zadatki na dobrego szefa, ale nie o to w tym przypadku chodzi, lecz o wspomniany sposób porozumiewania się. Dwadzieścia, z górą, lat po powyższym przypadku żartowano, że w największej firmie informatycznej świata, siedzący biurko w biurko ludzie rozmawiają ze sobą wyłącznie komunikatami poczty elektronicznej.

Dziś z pewnością nie jest to już żart, gdyż zwyczaj ten rozpowszechnił się wszędzie, gdzie do dyspozycji jest firmowa poczta elektroniczna. Jeżeli się rozmawia, to o sprawach dalekich od służbowych albo gdy napięcie sięgnie takiego poziomu, że żmudne stukanie w klawiaturę wydaje się wieki trwającą torturą i swą reakcję (na kolejną przesyłkę) trzeba wykrzyczeć natychmiast.

Ponieważ nic to nie kosztuje, śle się rosnące o kolejne zawartości przesyłki do kogo tylko się da. Nie obchodzi się też bez manipulacji: kiedyś, chcąc zrobić wrażenie i postawić na swoim, zaznaczało się, że kopia listu trafiła a to do Komitetu Centralnego, a to do Sejmu, a to do Jakiejś Ważnej Osoby. Dziś, bez dodatkowej fatygi, koperty i znaczków, można słać dowolnie dużo kopii, sprytnie podkreślając do kogo one trafiły.

Są też tacy, którzy tą drogą, pod pretekstem ważności sprawy, informują szefów o swych doniosłych dokonaniach, najlepiej jeszcze wysyłając e-przesyłkę np. wieczorem (kto najdłużej siedzi w pracy?), gdy wpadło się tam tylko po zapomniany wcześniej (a może i z premedytacją?) parasol.

W tym kontekście nie dziwi np. decyzja władz miejskich w Liverpoolu, które zakazały pracownikom wysyłania wewnętrznych e-przesyłek w jednym (całym!) dniu tygodnia, konkretnie w środę. Powodem było przenoszenie na kolegów, tą drogą i jednym kliknięciem myszy, odpowiedzialności za załatwianie spraw. Dodatkowy argument tamtejszych władz mówi, że sprawy, które przez 30 s można załatwić rozmową przez telefon, załatwia się godzinami, za pomocą klawiatury i myszy.

Jeszcze dalej poszło szefostwo brytyjskiej sieci komórkowej Phones 4U. Tam zakazano w ogóle wewnętrznych e-przesyłek, twierdząc, że każdy pracownik zyska w ten sposób trzy godziny pracy dziennie.

No cóż, zanim wszystko się unormuje, na tych dwóch organizacjach fala ta zapewne się nie skończy, więc dla ochrony części ciała, poniżej miejsca, w którym - jak to ktoś ładnie określił - plecy tracą swą szlachetną nazwę, już warto wymyślać coś innego niż tytułowa e-d**o-krytka.


TOP 200