"...a komputer doń ani razu"

Pomimo recesji, niektóre firmy komputerowe w dalszym ciągu notują zyski ze sprzedaży żelastwa.

Pomimo recesji, niektóre firmy komputerowe w dalszym ciągu notują zyski ze sprzedaży żelastwa.

Wszyscy w branży wiedzą o firmie Dell (symbol DELL na giełdzie NASDAQhttp://www.nasdaq.com) i jej kolejnych dochodowych kwartałach, gdy tymczasem HP (symbol HWP), Gateway (GTW, na NYSEhttp://www.nyse. com) oraz IBM (IBM, też NYSE) wykazują straty. Dlatego dla większości analityków zaskoczeniem był dochodowy III kwartał firmy Apple (symbol AAPL na NASDAQ). Mogę nieskromnie powiedzieć, że w jakimś niewielkim ułamku procentu i ja się do tego sukcesu przyczyniłem.

Znajomy postanowił kupić komputer dla żony, aby miała co robić w długie zimowe wieczory. Sam używa laptopa IBM, ale nie jest z niego zadowolony, bo - jak mówi - "za dużo ustawiania, a i tak ciągle coś nie działa". Czytelnicy CW wiedzą, że od lat w domu mam tylko Macintoshe i liczne doświadczenia z wprowadzaniem ludzi w używanie komputerów tej marki. Jak łatwo się domyślić i tym razem zasugerowałem zakup najtańszego iMaca, ale po wizycie w sklepie, aby obdarowana mogła osobiście dotknąć klawiatury i zobaczyć jakość obrazu.

Kupowanie czegokolwiek w czasach recesji jest niezapomnianym przeżyciem, bo nagle sprzedawcy w sklepach komputerowych stali się bardzo uprzejmi, choć nie namolni. Szczególnie w większych sklepach, jeśli w ogóle człowiekiem się interesowano, to tylko po to, aby go jak najszybciej spławić, bo przeszkadzał "robić byznes". Trudne czasy spowodowały, że sprzedawcy naprawdę mają ochotę sprzedać. Cokolwiek.

Kiedy więc weszliśmy do sklepu, rzucili się na nas, ale gdy poprosiłem ich, aby dali nam przez chwilę samodzielnie pobawić się komputerami, to grzecznie stanęli z boku i nie przeszkadzali. Delikwentka została posadzona przed planowanym dla niej komputerem, dotknęła klawiatury, zobaczyła wielkość ekranu i nawet napisała kilka słów. Potem przesiedliśmy się do laptopa, tylko dla porównania, ale jak myślę koniecznego dla spokoju sumienia doradcy. Wreszcie wybraliśmy się do działu drukarek, gdzie okazało się, że polecanego modelu nie ma na składzie, czym nie przejęliśmy się, bo dzięki USB drukarkę można kupić wszędzie, niekoniecznie w sklepie makowym, co też potem uczyniliśmy. Tymczasem wróciliśmy do działu komputerowego, poprosiliśmy o pudło i poszliśmy do kasy, a sprzedawca kłaniał się nam w pas, bo bez żadnego wysiłku zaliczył kolejną sprzedaż.

Prawdziwe schody zaczęły się w domu. Tak jak obiecałem, po 23 minutach komputer był online. Dwadzieścia trzy, a nie 15, jak w duchu myślałem, bo fundator zapomniał hasła dostępowego do ISP i musiał go poszukać. Po godzinie wszystko było sprawdzone, drukowanie przetestowane, a szczęśliwa właścicielka osobiście sprawdziła stare konto na Yahoo! Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że tym optymistycznym akcentem zakończę felieton.

Otóż, nowoczesnym komputerom ciągle daleko do lodówek lub pralek, które rozpakowuje się, podłącza i zapomina. Sprawdziłem, że dla nowego Maczka od jego wyprodukowania do zakupu, czyli pewnie w jakiś miesiąc, wprowadzono nie tylko uaktualnienie systemu operacyjnego, ale także EPROM-u. W kolejny weekend udałem się więc do znajomych i przez bite 3 godziny instalowałem niezbędne dodatki. Gdy wróciłem do domu, telefon już dzwonił, albowiem komputer pozostawiony sam sobie zaczął coś gadać. Jak się okazało, nie wyłączyłem czytania okienek dialogowych i Maczek (a właściwie Makówka, bo domyślny głos jest damski) poinformował zaskoczonych posiadaczy, że widzi problem, bo ma dwa systemy operacyjne, co było oczywiste, bo wszystkie nowe komputery Apple mają je zainstalowane (Apple jest już największym sprzedawcą komputerów z systemem Unix).

Tak więc zbliżamy się do czasów, gdy trzeba będzie zmodyfikować stare powiedzonko o dziadzie i obrazie. Oto moja propozycja: Przemówił dziad do komputera, a komputer odburknął: "Co, cholera?!"


TOP 200