Życie z komputerem

Stos nie przeczytanych książek rośnie w tempie nie spotykanym dotąd. Sięga niemal sufitu i gdyby nie cierpliwa ściana, runąłby, a z nim nadzieja na czas czytania błogi. W drugim rogu galimatias gazet przeróżnych, czasopism kolorowych i czarno-białych, o formatach najróżniejszych, wycinków, wydzierek i ksero też cierpliwie czekających i o litość proszących.

Stos nie przeczytanych książek rośnie w tempie nie spotykanym dotąd. Sięga niemal sufitu i gdyby nie cierpliwa ściana, runąłby, a z nim nadzieja na czas czytania błogi. W drugim rogu galimatias gazet przeróżnych, czasopism kolorowych i czarno-białych, o formatach najróżniejszych, wycinków, wydzierek i ksero też cierpliwie czekających i o litość proszących.

Z pozycji środka pokoju widać, że zapóźnienie jest już nie do nadrobienia. Gdyby jeszcze nie zasada - której od lat hołduję, czytania książek przypadkowych, późną nocą wyszperanych, ze stołu komuś ściągniętych - być może lista pozycji koniecznych nie pęczniałaby, jak ciasto drożdżowe, które nie upilnowane uciec musi spod kontroli nawet najbardziej zapobiegliwej gospodyni. Ale jak odmówić sobie tych przypadkowych lektur, gdy przeczytało się ich już tyle (a ile nie). Sięgam więc w pospiesznie odwiedzanej księgarni za książkę nieznanego mi autora o tytule pustym albo - jak mawia kolega krytyk - bezpłciowym Krok do przodu, kartkuję, notę na obwolucie czytam, znów kartkuję, odkładać już chcę, gdy niespodziewanie wpada mi w oko sformułowanie "informatyczne doświadczenie". Kupuję i choć na jutro, a właściwie na przedwczoraj przygotować miałem - lepiej nie przypominać już co - czytam wieczór cały i noc zarywam.

Fryderyk, główny bohater, okazuje się być z zawodu inżynierem informatykiem. Zapewniam jednak, że więcej o informatyce dowiedzieć się z książki tej nie sposób i to dobrze, bardzo dobrze. Bo fakt, że Fryderyk pracuje w podparyskim ośrodku obliczeniowym, wiedzy naszej o informatyce nie powiększa. Fryderyk - inżynier informatyk, zdolny i rokujący duże zawodowe nadzieje, z zaprogramowanym całym swoim życiem, przemyślanym nie tylko w odniesieniu do nadchodzącego wieczora, ale wieczorów wszelkich, spotyka pewnego deszczowego przedpołudnia swą gimnazjalną koleżankę. Bynajmniej nie trzy kwadranse wspomnień sprzed dwudziestu lat stają się przyczyną nieprzewidzianych przeżyć bohatera. Wraz z gimnazjalną koleżanką Fryderyk spotyka inną kobietę. To za jej przyczyną tego samego dnia wieczorem wyszedł z psem na spacer, co wywołało spore zdziwienie żony - Fryderyk jest żonaty, to ważny tu szczegół - miast jak co wieczór oddawać się ćwiczeniom fizycznym. To do niej zadzwonił po tygodniowym namyśle, miotany namiętnościami. To ona - na skutek jego uczciwości - nie pozwoliła mu spać w małżeńskim łożu i dla niej, choć o tym nie wiedziała, przeniósł się na noc do swego gabinetu.

Nie miejsce tu na to, aby streszczać szczegóły fabuły tej niestety kiepskiej powieści młodego francuskiego autora. Ale zatrzymać warto się nad jej końcowymi fragmentami. Jej bohater każdego ranka budzący się punktualnie do niedawna o 5.30 spóźnia się do pracy, nie śpi, nie je, nerwowo prowadzi samochód, zamyśla się w momentach najmniej spodziewanych i inne tego rodzaju - niestety, jak na powieść zbyt banalne - przygody go spotykają. Kiedy wreszcie przyparty zostaje do muru i nie tylko zasnąć nie może, ale spać nie może, wybiera się nasz bohater do swego centrum obliczeniowego i gdy gwiazdy lśnią na niebie, włącza swój komputer z... z nadzieją, że ten pozwoli mu uwolnić się od Celine (żona) i Marie France (tak ma na imię jego - nazwijmy ją - przyjaciółka). Mimo słabości literackich, autor być może zachowałby twarz, gdyby nie właśnie ten prosty, aż nadto prosty, kolega krytyk powiedziałby z pewnością prostacki zabieg pokazania, że w dzisiejszych czasach coraz powszechniejsze staje się utożsamianie samotności człowieka z obcowaniem z komputerem.

Nie będziemy też tu znęcali się nad bohaterem, a raczej autorem jego przygód, i cytowali myśli, które przeplatają się podczas nocnego wpatrywania się w ekran ze wspomnieniami pocałunków, dotknięć, muśnięć, wspólnych kąpieli, ale nie możemy odmówić sobie jednego cytatu: "Jeśli mam jeszcze osiągnąć coś w życiu, nigdy nie powinienem wstać z tego krzesła. Jeśli tak by się nie stało, nie dam niczego ani jednej, ani drugiej". Tu właśnie widać jak nędznym przyjacielem może być komputer i jak marnym można być pisarzem, zawierzając losy swych bohaterów właśnie jemu. Bo gdyby Fryderyk przeszedł się po Polach Elizejskich, gdyby pojechał do Lasku Bulońskiego, gdyby wyjechał do Normandii czy gdziekolwiek i sam ze sobą porozmawiał, być może nie skompromitowałby komputera i powieści współczesnej zarazem. Widać z tego też - co przyznam przeraża mnie - że za pisanie zabrać się powinni informatycy. Mam bowiem nadzieję, że gdy spotyka ich coś podobnego w życiu, nie siadają przed komputerem. Dla ścisłości dodam, że Fryderyk rozstaje się z żoną, ale komputer pozbawia to wydarzenie dramatyzmu w zupełności. Miłość jest, mimo bezspornej mody na komputery, całkowicie im obca. I inaczej nie będzie. Potwierdzi to z całą pewnością...