Życie to zapping i clicking

Świadomość ludzi obejmuje coraz mniejszy zakres przeszłości: jej horyzont zamyka się w perspektywie co najwyżej 3 lat. Kultura niczym rozpuszczalna kawa staje się instant. Rodzi się ''przejściowe społeczeństwo''.

Świadomość ludzi obejmuje coraz mniejszy zakres przeszłości: jej horyzont zamyka się w perspektywie co najwyżej 3 lat. Kultura niczym rozpuszczalna kawa staje się instant. Rodzi się ''przejściowe społeczeństwo''.

Kazimierz Krzysztofek k.krzysztofek@chello.pl

Kazimierz Krzysztofek k.krzysztofek@chello.pl

Osobnik "bez przeszłości i przyszłości, rodzący się wciąż na nowo" pasuje jak ulał do świata specjalizującego się w stapianiu i przetapianiu tożsamości. Żyjemy w rzeczywistości, w której mało co jest ważne na dłużej. Osoby, które się w takim świecie narodziły, są żywotnie zainteresowane jego utrzymywaniem - jedynego świata, w jakim się czują obecni, chez eux. On bowiem uczynił je takimi, jakimi są.

Pojęcie nowości staje się względne: jeśli coś się zmienia z tygodnia na tydzień, to mamy poczucie przestarzałości wszystkiego (zresztą cechy przestarzałości są świadomie nadawane produktom konsumpcyjnym). Technika, zwłaszcza informacyjno-komunikacyjna, starzeje się bardzo szybko - stoimy dzisiaj na drodze wzrostu efektywności komputera. Każda następna minuta jest droższa do poprzedniej, każda minuta weryfikuje, ile warta jest czyjaś praca, myśl twórcza, innowacyjność itp., itd.

Tego nie miały ludy przednowoczesne, w których tradycja zapewniała trwanie kultury "z pamięcią kształtu".

Tempo zmian jest tak olbrzymie, że rok Internetu to wiele lat każdego innego medium. Można to nazwać dromokracją: cywilizacją szybkości. Dziś już nie jest tak, że wielcy połykają małych, lecz że szybsi połykają wolniejszych. 8-godzinny tydzień pracy jest już mitem, zaś kooperacja międzynarodowa narzuca bardzo elastyczny czas pracy (choćby ze względu na różne strefy czasu). Ignorować to może tylko ktoś żyjący w jakiejś niszy. Powstaje społeczeństwo o zróżnicowanych szybkościach.

Myszka i pilot - wehikuły czasu i przestrzeni, agenci globalizacji kultury, sprawiają, że w wymiarze terytorialnym kultura mediów jest dostępna wszędzie, zaś w społecznym dociera do wszystkich. Pilot TV sprawia, że widz wędruje w pojeździe cyfrowym jak medialny nomada, tj. z kanału na kanał, jak z dworca na dworzec czy z lotniska na lotnisko.

Kiedyś człowiek żył w przestrzeni fizycznej, tj. w krajobrazie, i w symbolicznej, której obiekty były jednak umieszczone w przestrzeni fizycznej (jak katedry gotyckie). Nadal postrzegamy głównie ten krajobraz, ale żyjemy - jak twierdzi Arjun Appadurai - w wielu innych krajobrazach czy też "światach równoległych".

Finanse tworzą własny krajobraz (financescape), podobnie informacja (infoscape) i media (mediascape), technologie (technoscape), narody i ethnica (ethnoscape), film i telewizja (video-scape) oraz obrazy i symbole odzwierciedlające idee polityczne (ideoscape). Te "krajobrazy" funkcjonują w różnych wymiarach. Odfizycznienie przestrzeni wyraża się m.in. w defizykalizacji własności (najważniejsza staje się własność intelektualna). Przestrzeń medialna zaś napędza kulturę duchowego lenistwa: świat staje się widowiskiem, które się obserwuje, ale w którym się nie uczestniczy. Ogólny poziom kultury staje się tak niski, że ziemia staje się znowu płaska.

Paradoks polega na tym, że nowoczesna przestrzeń publiczna już nie jest forum, jak chce tego Juergen Habermas, niemiecki filozof, socjolog i teoretyk nauki, lecz prawdopodobnie wyłącznie przestrzenią mediów (metageografią). To zaprzeczająca komunikacji przestrzeń zdegenerowana, która udaje publiczną agorę. Chaos świata znajduje odbicie w ludzkich umysłach. Kiedy nie bardzo można już odróżnić, co rzeczywiste od nadrzeczywistego, to czyż nie staje się wszystko jedno do jakiego świata można się odwoływać: realnego czy tego wykreowanego w mediach?

Praktykuje się zapping telewizyjny, książkowy, gazetowy czy seksualny. Telemika zastępuje proksemikę Halla. Istnieje ryzyko, że kultura zamieni się w jeden wielki zapping i clicking (co po konwergencji mediów i tak stanie się jedno).

Doskonałą ilustracją zanurzenia w przestrzeni medialnej jest przywoływany przez Ryszarda Kapuścińskiego w jednym z jego "lapidariów" przykład kilkunastoletniego Amerykanina spędzającego wakacje w Warszawie. Był w Europie, ale dokładnie nie wiedział, w jakim kraju, bo to go nie interesowało.

Gdy rodzice zwiedzali miasto, on słuchał radia w samochodzie. W domu cały czas oglądał CNN lub BBC; oglądał "jak leci".

Warszawa go nie interesowała, bo nie było o niej w TV.

To był jego rytm biologiczny: kiedy wyłączał TV - spał. Spotkałem takiego młodego Amerykanina.

W jego percepcji przestrzeni oknem był ekran, zaś sąsiadami obrazy.