Znakomita firma usługowa

Kiedyś dość trudno było odciąć się od tego, co pokazują w telewizji. Przyszedł człowiek w odwiedziny, a tu "Tylko chwila, zaraz ten odcinek się skończy...". No i chcąc nie chcąc oglądało się to coś i słuchało na ten temat dyskusji. I nie sposób było nie wiedzieć co to Bonanza i kto to Hans Klos.

Kiedyś dość trudno było odciąć się od tego, co pokazują w telewizji. Przyszedł człowiek w odwiedziny, a tu "Tylko chwila, zaraz ten odcinek się skończy...". No i chcąc nie chcąc oglądało się to coś i słuchało na ten temat dyskusji. I nie sposób było nie wiedzieć co to Bonanza i kto to Hans Klos.

Sam z wielu powodów mam na pieńku z naszą telewizją i od dawna w ogóle jej nie oglądam, skala czego daje się nawet zmierzyć: gdy jeden z tygodników dał niedawno okładkę z kilkunastoma popularnymi twarzami telewizyjnymi, spokojnie mogłem stwierdzić, że wszystkie są dla mnie równo i zupełnie obce.

Oglądam za to, chociaż z umiarem, telewizje obce. Przykładowo: czy byłby do pomyślenia u nas niedawny przekaz telewizji czeskiej, która pokazała w dzienniku sporą grupę osób składających kwiaty i zapalających znicze na grobie Klementa Gottwalda w dzień jego urodzin? (Gottwald był prezydentem Czechosłowacji do swej śmierci w roku 1953). I to bez zjadliwych komentarzy podpowiadających widzom, co mają sądzić i myśleć?

Albo - w tej samej telewizji - dyskusja historyków w 100-lecie urodzin Leonida Breżniewa. Dyskusja poważna, rzeczowa, chwilami surowa, ale bez emocji i jakiejkolwiek próby gry na emocjach widzów, żadnych wycieczek ad personam, żadnych złośliwości, bo poważnemu historykowi to po prostu nie przystoi. I konkluzja: gdyby nie niechęć Breżniewa do reform i nowości, imperium, które za jego władzy osiągnęło szczyt swej potęgi w dziejach, trwałoby zapewne znacznie dłużej...

Tak się składa, że korzystając z bezpłatnych przekazów telewizji satelitarnej, na terenie Polski bez trudu można odbierać programy z co najmniej kilku satelitów, co łącznie daje ok. 500-600 programów. Są pośród nich programy wszystkich krajów ościennych (bez Słowacji, ale za to z Państwami Bałtyckimi). Do grona nadających wiadomości non stop przez 24 godziny (Niemcy, Wielka Brytania, USA, Rosja, Hiszpania, Chiny, Korea, Czechy) dołączyła ostatnio Francja oraz

katarska stacja Al Jazeera - obie z przekazem

po angielsku.

Mnóstwo jest tzw. stacji muzycznych, ale tylko jedna, rumuńska, na okrągło nadaje muzykę ludową. Sporo folkloru jest na kanałach arabskich, a oglądając te właśnie programy, łatwo można też dostrzec znaczące różnice kulturowe i obyczajowe między poszczególnymi krajami.

Statystycznie najwięcej jest stacji niemieckich i włoskich (po jakieś 10% wszystkich), sporo jest też bardziej lub mniej umiarkowanej golizny, której rolą jest zachęcanie do dzwonienia na różne, zapewne kosztowne, "gorące" numery. Liczne są najróżniejsze programy religijne, a zdarza się w nich, że czarnoskóry kaznodzieja wpada w rodzaj transu, który, za sprawą jego słów i osobowości, stopniowo udziela się i jego słuchaczom.

Wszystko to zaś (plus kilkaset programów radiowych) można mieć albo w telewizorze, albo w komputerze. W tym ostatnim za sprawą specjalnej karty-odbiornika satelitarnego. Sam korzystam jednak z odrębnego tunera satelitarnego, ze sprytnym rozgałęzieniem na dwa telewizory i na jednej antenie odbieram sygnały z trzech satelitów. Ponieważ nadawanie jest cyfrowe - na ogół nie ma problemu z jakością odbioru.

Muszę przyznać, że kilka udanych instalacji anten, do których w ostatnim czasie przyłożyłem rękę (jedna bez najdrobniejszej ingerencji w strukturę budowli!), trochę mnie rozzuchwaliło. Do tego stopnia, że, wraz z kolegą, postanowiliśmy nawet założyć firmę w tym się specjalizującą. Nazwaliśmy ją "Kompleksowe Usługi Telewizyjnych Anten Satelitarnych", co jednak szybko rozszerzyliśmy o "Tylko Płaskie Dachy Poniżej Trzeciego Piętra".

Nie wiecie czasem, dlaczego dotąd nikt się nie zgłosił?


TOP 200