Znajomy dla znajomych

Tym razem także - stosownie do okoliczności - scenariusz był podobny i doskonale znany większości informatyków. Za usilną namową małżonki miałem załatwić komputer dla jej znajomych. Niechętnie podejmuję się takich spraw, mając na uwadze obiegowe powiedzenie ''uczyń komuś przysługę, a będziesz za nią odpowiedzialny do końca życia''.

Tym razem także - stosownie do okoliczności - scenariusz był podobny i doskonale znany większości informatyków. Za usilną namową małżonki miałem załatwić komputer dla jej znajomych. Niechętnie podejmuję się takich spraw, mając na uwadze obiegowe powiedzenie ''uczyń komuś przysługę, a będziesz za nią odpowiedzialny do końca życia''.

Będąc między młotem a kowadłem, wybrałem mniejsze zło niż codzienną uciążliwość słowną ze strony połowicy, czyli podjąłem się załatwienia komputera dla znajomych. Wszak rzadziej się z nimi widuję niż z własną żoną, więc ich ewentualne pytania i pretensje tym samym rzadziej będą dosięgać mych uszu. Komputer załatwiałem z kolei przez mojego znajomego, który zajmuje się składaniem różnego rodzaju szmelcu w cenach konkurencyjnych. Cena jest jeszcze bardziej w jego wydaniu konkurencyjna, gdy komponuje sprzęt dla mnie, nawet jeśli tylko pośrednio. W czasie całego procesu tworzyłem instancję niezbędnego tu spoiwa pomiędzy wytwórcą a odbiorcą, przekazując klientom oferty wstępne, doradzając wybór konfiguracji i wreszcie ustalając z kolegą zakres prac do wykonania. W zasadzie jest to wszystko i tak pro forma, jeśli nabywca nie zna się zupełnie na właściwościach sprzętu komputerowego - ale strata czasu na tego typu formalności musi być poniesiona, chociażby dla formalizmu. I tak po kilku dniach okazuje się, że wybrana konfiguracja, i owszem, pasuje klientowi, ale z jego punktu widzenia najważniejsze jest, żeby wszystko było w tonacji szaroczarnej, jeśli popatrzeć na to ze strony estetyki zewnętrznej. Rzutem na taśmę udało się załatwić i ten aspekt sprawy. W końcu komputer to też jakiś składnik umeblowania, więc nie ma powodu, aby psuł estetykę czyjegoś ciasnego domowego wnętrza.

Po odbiór sprzętu udałem się z synem, gdyż bagażnik jego auta jest pojemniejszy niż mojego, a poza tym skorzystałem z pomocy przy dźwiganiu zestawu, bo 17-calowy monitor CRT trochę jednak waży. W tym miejscu wypada mi - uprzedzając ewentualną krytykę tak mało nowoczesnego wyboru technicznego - specjalnie dla kolegi felietonisty z łam Computerworld, Kuby Tatarkiewicza, złożyć wyjaśnienie, że w Polsce ciągle jeszcze wiele osób prywatnych o gorszej kondycji finansowej nie kupuje wyświetlaczy LCD, których cenowa odległość do tradycyjnych "baniek" to przynajmniej 100 dolarów. Wystarczy wielkość tej kwoty zestawić z nagminnie stosowanym u nas w kraju wynagrodzeniem o równowartości 200 USD na rękę, aby znać powody takich wyborów z konieczności.

Rzecz jasna, ludzie zarabiający minimalnie, w życiu nawet nie pomyślą o kupnie komputera, chociaż znam takich, którzy sprzętem dysponują, bo zostali nim obdarowani. Sam stosuję taką metodę cedowania w nowe ręce komputerów technicznie już nie pierwszej świeżości, ale ciągle na chodzie. Równocześnie zachęcam do naśladownictwa, o ile ktoś chciałby wykonać darowiznę nie tylko dlatego, aby odliczyć ją od podatku. Tym samym w jakimś stopniu pomaga się ludziom ubogim dotrzymywać kroku za rozwijającym się technologicznie światem. No i sensowniejszy taki podarunek aniżeli pół litra i szalik.


TOP 200