Zmajstruj sobie wirtualnego

W filmie "System" ("The Net") Sandra Bullock gra programistkę komputerową, która z powodu wirusa komputerowego zaczyna mieć problemy z gangsterami. Przestępcy niszczą ją moralnie i finansowo, kasując lub zmieniając wszelkie zapisy w systemach informatycznych na jej temat.

W filmie "System" ("The Net") Sandra Bullock gra programistkę komputerową, która z powodu wirusa komputerowego zaczyna mieć problemy z gangsterami. Przestępcy niszczą ją moralnie i finansowo, kasując lub zmieniając wszelkie zapisy w systemach informatycznych na jej temat.

Zawsze fascynowało mnie, czy da się przeprowadzić działanie odwrotne, tj. stworzyć człowieka w postaci samych tylko wpisów w bazach danych, następnie używać jego tożsamości, a na koniec - pozbyć się go jak starego płaszcza. Oczywiście chodzi mi o tożsamość jak najbardziej realną, w sensie prawnym i formalnym - o alter ego, które będzie się w stanie utrzymywać przez lata. A wszystko dzięki informatyzacji kontaktów państwo-obywatel.

O taką tożsamość najlepiej powinni zadbać tatuś bądź mamusia obdarowanego. "Wejście" do całego polskiego systemu ewidencji ludności jest wyjątkowo nieszczelne, bo jest to kartka ze szpitala położniczego, która zwykłą pocztą przychodzi do Urzędu Stanu Cywilnego. Ani nie jest to dokument ścisłego zarachowania, ani jego obrót nie należy do szczególnie rejestrowanych. Skuszony drugim becikowym ojciec lub matka może bez większej trudności poinformować urząd o dziecku, którego naprawdę nie ma i w bazie PESEL pojawi się rekord reprezentujący "martwą duszę".

Becikowe to dopiero początek rarytasów dostępnych za wirtualnego malucha. Opiekunom nieistniejących dzieci polskie państwo funduje rozmaite udogodnienia - np. zasiłek opiekuńczy dla dziecka przewlekle chorego. Dodatkowy członek rodziny, który nie woła jeść, przyda się wszędzie tam, gdzie podstawą wypłacenia świadczenia jest dochód na osobę. Słowem, posiadanie wirtualnego dziecka oznaczać będzie od kilkudziesięciu do nawet kilkuset złotych miesięcznie więcej. Z nawiązką wystarczy na zaświadczenia o wszystkich obowiązkowych szczepieniach, których polskie państwo wymaga od niemowlaków i przedszkolaków.

Przekroczenie sześciu lat to trudny moment dla rodziców wirtualnego dziecka - pojawia się obowiązek szkolny. Jednak można je wtedy przemeldować do innego miasta, a w razie potrzeby na niby wysłać za granicę, co w dobie Schengen nie będzie wymagać posiadania dokumentu tożsamości.

Wirtualne rodzeństwo może być zaletą dla każdego człowieka, szczególnie gdy w grę wchodzi posiadanie dwóch numerów PESEL i NIP oraz dwóch dowodów osobistych z tym samym zdjęciem. Ze zdobyciem dwóch dyplomów wyższej uczelni nie powinno być większych problemów od czasu, gdy wiele nowo powstałych szkół wyższych wprowadziło eksternistyczne studia internetowe i od słuchaczy wymaga opłacenia czesnego i właściwie niczego więcej. Zaraz potem, by uniknąć opłacania składek na ZUS, powinno się takie cyfrowe alter ego uczynić inwalidą klasy pierwszej, co da stałe źródło dochodów oraz święty spokój. Słowem, żyć nie umierać, jak w sztuce Raya Cooneya "Mayday" - i tylko bigamii nie doradzam, bo posiadanie dwóch teściowych każdemu może wyjść bokiem. A gdy człowiek popadnie w tarapaty finansowe, może ostatecznie pogrzebać swojego wirtualnego brata lub siostrę (najlepiej w morzu lub w Himalajach, żeby ciało było niepotrzebne), wcześniej pisząc dla siebie samego korzystny testament, a potem odbierając zasiłek pogrzebowy.

Chcę tylko zwrócić Państwa uwagę, że - paradoksalnie - daleko posunięta informatyzacja rejestrów państwowych w dobie powszechnej komunikacji obywatela z urzędem przez Internet uczyniła stworzenie i posiadanie wirtualnego człowieka łatwiejszym niż kiedykolwiek wcześniej. Ciekawe, kiedy przeczytamy w prasie o takich, którzy się odważyli.


TOP 200