Złodziejska gra

Co cztery lata, a czasami nawet częściej, wybierają Państwo swoich przedstawicieli do Sejmu i Senatu. Napisałem "wybierają", gdyż jako anarchista nie wierzę w mądrość wybranych ciał kolektywnych i oczywiście do żadnych wyborów nie latam - przyzwyczajenia z młodości są drugą naturą człowieka. Otóż wybrawszy podobno najlepszych, daliście im Państwo władzę absolutną, władzę ustanawiania prawa.

Co cztery lata, a czasami nawet częściej, wybierają Państwo swoich przedstawicieli do Sejmu i Senatu. Napisałem "wybierają", gdyż jako anarchista nie wierzę w mądrość wybranych ciał kolektywnych i oczywiście do żadnych wyborów nie latam - przyzwyczajenia z młodości są drugą naturą człowieka. Otóż wybrawszy podobno najlepszych, daliście im Państwo władzę absolutną, władzę ustanawiania prawa.

Wasi reprezentanci starają się, jak mogą, cóż z tego, skoro niewiele mogą. Dobrze pamiętam dyskusję w Sejmie o podzielności liczb przez dwa, która ujawniła, że większość parlamentarzystów nie zna matematyki na poziomie szkoły podstawowej. Niedawne przepychanki darowiznowe ukazały, że używanie arkusza kalkulacyjnego na komputerze nie jest mocną stroną posłów. Po cóż im zresztą komputery, te dzieła szatana, które fałszują wyniki głosowań.

Moich Czytelników, jako użytkowników programów komputerowych, a często i producentów tychże, powinien był zainteresować artykuł 79 ustawy o ochronie autorskich praw majątkowych. W paragrafie pierwszym ustawodawcy zapisali, że "twórca może żądać od osoby, która naruszyła jego autorskie prawa majątkowe... zapłacenia w podwójnej, a w przypadku gdy naruszenie jest zawinione, potrójnej wysokości stosownego wynagrodzenia". Nie wiem, ilu Czytelników interesuje się teorią gier, ale powyższy zapis jest ładnym przykładem prostej gry dwuosobowej o dwu strategiach.

Otóż naruszający, czyli w Polsce większość użytkowników komputerów osobistych, ma do wyboru zakupienie oprogramowania za kwotę x lub też oszczędzenie tej kwoty, gdy oprogramowania nie zakupi. Producent/autor ma też dwie strategie: może dochodzić swoich praw poprzez śledztwa, przeszukania i inne działania nękające, zyskując w najlepszym przypadku 3x, może też z takich działań w ogóle zrezygnować. Z zapisu artykułu 79 prawa autorskiego można wyliczyć, że dopiero przy sprawności wyłapywania złodziei wyższej niż 33% (lub 50% w przypadku naruszeń niezawinionych - ha, już widzę tego diabła, który wgrywa programy na komputery, także poselskie!) pokrzywdzeni uzyskują dodatnią oczekiwaną wypłatę. Cóż to w praktyce oznacza? Ano tylko tyle, że ludziska zachowują się racjonalnie, tak jak teoria gier przewiduje!

Niestety, inne wnioski powinni byli wyciągnąć Wasi reprezentanci, gdy długo przygotowywali ustawę o prawie autorskim. Powinno być bowiem oczywiste dla każdego zdrowo myślącego człowieka, że sprawność wyłapywania złodziejstwa komputerowego nigdy nie osiągnie 33%, nie wspominając o procentach 50. Toż wymagałoby to państwa policyjnego i prawie pełnej kontroli życia obywateli.

Jest jeszcze druga możliwość: wystarczyło zwiększyć stawkę odszkodowania, np. do dziesięciokrotnej lub nawet stukrotnej wysokości utraconego wynagrodzenia. To byłoby jednak rozwiązanie zbyt proste, choć wtedy państwo także zyskiwałoby więcej (wyższe wpisy sądowe). Niestety, zdrowy rozsądek i umiejętność liczenia nie są popularnymi cechami wśród Waszych reprezentantów. Dlatego to Wy, drodzy producenci i użytkownicy programów komputerowych, musicie dokonać wyboru. Jeśli jesteście producentami, to nie ścigajcie złodziei, bo nie warto. Darujcie im winy w duchu pojednania narodowego. Jeśli zaś moglibyście być, czego bynajmniej nie sugeruję, nielegalnymi użytkownikami oprogramowania, to śpijcie spokojnie. Nic Wam nie grozi. Zadbali o to Wasi przedstawiciele. Wybierzcie ich raz jeszcze. Zasłużyli na to.


TOP 200