Zielono mi...

Przez ostatnich parę miesięcy przyszło mi uczestniczyć w kilku imprezach dotyczących różnych aspektów związanych z działalnością centrów danych (wirtualizacja, serwery, pamięci masowe itd.). To wręcz niewiarygodne jak monotematyczny był tam przekaz dostawców sprzętu, ale nawet i oprogramowania czy usług: nasze rozwiązania są najbardziej ekologiczne na świecie i wspólnie możemy uratować świat.

Przez ostatnich parę miesięcy przyszło mi uczestniczyć w kilku imprezach dotyczących różnych aspektów związanych z działalnością centrów danych (wirtualizacja, serwery, pamięci masowe itd.). To wręcz niewiarygodne jak monotematyczny był tam przekaz dostawców sprzętu, ale nawet i oprogramowania czy usług: nasze rozwiązania są najbardziej ekologiczne na świecie i wspólnie możemy uratować świat.

Widząc coś takiego od razu przypominają mi się ulotki, które można znaleźć w prawie każdej hotelowej łazience: "Zarząd naszego hotelu dba o środowisko. I ty też możesz. Wystarczy, że zdecydujesz się na ponowne użycie tego ręcznika. Ale jeśli chcesz, żebyśmy go wymienili, zostaw go na podłodze". Ogólnie zjawisko oczywiście pozytywne, ale czy na pewno zarząd tego hotelu dba przede wszystkim o środowisko?

Identyczna sytuacja ma obecnie miejsce w rozwiązaniach dla centrów danych. Ludzka kreatywność w uzasadnianiu dostępnych metod na ochronę środowiska jest nieskończona. Ograniczenie emisji dwutlenku węgla poprzez mniejsze zużycie energii to rzecz oczywista. Minimalizacja mocy potrzebnej na chłodzenie w sumie też. Ograniczenie liczby spotkań osobistych i przeniesienie ich na platformę online, co ma spowodować zmniejszenie liczby lotów wykonywanych przez linie lotnicze, można już uznać za dyskusyjne (chociaż Rosjanie podobno wymyślili patent na picie wódki przez Internet w wirtualnym towarzystwie). Wskutek działań bazujących na efekcie skali (niech każdy komputer na świecie usypia się po 5 minutach braku aktywności) jakoś nie wierzę.

Ciekawe też są działania marketingowe, które oczywiście mają na celu "tylko budzenie świadomości". Firmy rozdają żywe drzewka (także w miniaturowej wersji, które można przypiąć do telefonu komórkowego), ekologiczne torby, ładowarki do komórek na baterie słoneczne itd. Szczęśliwy ten, kto swoje logo już wcześniej miał w kolorze zielonym, a wniebowzięty, jeśli miał słowo "green" w nazwie. A sprawdzian rzeczywistych intencji firm był bardzo prosty do przeprowadzenia - te, które drukowały swoje informacje prasowe na obu stronach kartki, można było policzyć na palcach jednej ręki. Nie chciałbym być źle odebrany po tym nieco ironicznym wstępie. Jako wieloletniemu członkowi Ligi Ochrony Przyrody kwestie ochrony środowiska i ograniczenia emisji dwutlenku węgla są mi szczególnie bliskie. Nie lubię jednak, jeśli temat ten staje się przykrywką do prowadzenia działań biznesowych i próby maksymalizacji zysku. "Nasz serwer zużywa o 5 watów mniej mocy niż konkurencja" - wykorzystywanie takiej argumentacji jako głównego przekazu marketingowego jest po prostu nie fair. Tym bardziej że w wielu przypadkach dane rozwiązanie z ekologią nie ma nic wspólnego - po prostu przemalowano pudełko na zielono i tyle.

W tej chwili przemawiają do mnie głównie argumenty obiektywne, które raczej trudno wykorzystać do walki marketingowej pomiędzy firmami. Niezaprzeczalny jest bowiem fakt, że dane spoczywające na taśmie leżącej na półce nie pobierają prądu (cieszy pomysł prób wyłączania niektórych, najrzadziej używanych twardych dysków w macierzach dyskowych). Wykorzystanie deduplikacji, jako technologii eliminującej powtarzające się dane, uchroni nas przed koniecznością kupna kolejnych dysków. Dobrze, że coraz częściej można wyłączać procesory w serwerach, jeśli zapotrzebowanie na moc obliczeniową spada.

Na szczęście także wiele firm i niezależnych organizacji jest przeciwnych zjawisku nadmiernego wykorzystania tematu ekologii w przekazach marketingowych. Ich stanowisko jest czytelne. Powinny powstać pewne normy i metody obliczeń, umożliwiające porównanie ilości zużytej energii elektrycznej i mocy koniecznej do chłodzenia poszczególnych rozwiązań, przy określonym scenariuszu wykorzystania danego systemu. Powinien też powstać wskaźnik poziomu "ekologiczności" dla każdego z rozwiązań, podawany wraz z pozostałymi parametrami sprzętu. Dopiero wtedy będzie można sprawiedliwie porównać, który producent jest bardziej "zielony" od innych. A inni niech zzielenieją - z zazdrości.


TOP 200