Zapisał coś w notesie...

Jest połowa lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Z wizytą na Litwie jest polski premier. Albo odwrotnie - premier litewski w gościnie u nas. Nie to jednak jest ważne, kto do kogo pojechał, tylko co ustalono. A pośród doniosłych zapewne i bardzo ważnych ustaleń postanowiono również, że oba kraje będą wzajemnie honorować i stosować pisownię nazwisk swych obywateli.

Jest połowa lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Z wizytą na Litwie jest polski premier. Albo odwrotnie - premier litewski w gościnie u nas. Nie to jednak jest ważne, kto do kogo pojechał, tylko co ustalono. A pośród doniosłych zapewne i bardzo ważnych ustaleń postanowiono również, że oba kraje będą wzajemnie honorować i stosować pisownię nazwisk swych obywateli.

Człowiek branży informatycznej, słysząc coś takiego, ma lekkie przerażenie w oczach, bo natychmiast kojarzy mu się to z problemem kodowania tych znaków alfabetu, które są charakterystyczne tylko dla danego języka. Sprawa, której nie wziął pod uwagę niejaki Morse, gdy tworzył kropki i kreski swego alfabetu i tak już zostało.

Sami, w Polsce, mieliśmy z tym spore trudności, gdy, w początkach masowego stosowania komputerów osobistych, okazywało się, jak fatalnie wypada polski tekst pisany samymi tylko znakami alfabetu łacińskiego i jak nieczytelny potrafi być z tego powodu. Gdy już wymyśliliśmy, jak to my, od razu ileś tam sposobów kodowania tzw. polskich liter, to szybko okazało się, że to tylko część problemu: jeszcze trudniejsze okazało się porządkowanie danych przy ich pomocy zapisanych.

Aby to zrobić, należałoby między dwie sąsiednie liczby całkowite wcisnąć jeszcze jedną, też całkowitą, co oddawałoby porządek np. A, -, B, C, ĺ... Sortowanie więc, bo o nie tutaj chodzi, wymagało dokonywania, na czas jego trwania, takiej konwersji kodów znaków, aby przypisane im wartości liczbowe pozwoliły poprawnie ułożyć sekwencje zawierających je danych, czy - sięgając po żargon branżowy - posortować je według określonego klucza.

Wielu czytelników żachnie się w tym momencie: po co wypisywać tu rzeczy oczywiste, o których przecież wszyscy i tak dobrze wiedzą... Okazuje się jednak, że nie wszyscy i nie do końca.

Przekonaliśmy się o tym chyba gdzieś w roku 1997, kiedy to w trakcie rozmów z pewną brytyjską firmą wytwarzającą oprogramowanie, która, chyba nie do końca rozumiejąc o co z tymi polskimi znakami idzie, na wszelki wypadek w ogóle wycofała się z rozmów.

Nie inaczej było parę lat temu, gdy okazało się, że - mimo zapewnień - trudności z tym mogą mieć i całkiem poważne firmy, które resztę Europy postrzegały głównie z perspektywy Zjednoczonego Królestwa. Przy okazji wyszło również, że sporo naszych irlandzkich kolegów słyszało, co prawda, o sprawie, ale i oni też do końca nie wiedzieli, o co w tym wszystkim chodzi.

Trzeba więc było sprokurować naprędce kilka obrazków pokazujących, na poziomie szesnastkowych wartości znaków, jak to się wszystko przekształca i układa. Na to przypomniał sobie nagle ktoś z obecnych o Unicode. No cóż - Unicode to dobra rzecz, ale co z tego, gdy po to dobro nie każdy wytwórca oprogramowania sięga. I to zarówno tego, które powoduje, że kręcą się jakoś trybiki baz danych, jak i tego, które z tych baz robi jakiś użytek.

A jak duża musiałaby być taka klawiatura, która pozwalałaby na sprawne pisanie chociażby tylko w językach europejskich (Cyrylica, alfabet grecki!), i to bez wielokrotnych przyporządkowań klawiszy czy przełączeń.

A co do ustaleń premierów, to wspomniane na wstępie przerażenie w oczach było również wynikiem myśli: - No tak, to teraz skandal dyplomatyczny murowany, bo żądając równego traktowania, odezwą się kolejne nacje, no i dopiero będziemy mieli zabawę w programach.

Szczęśliwie dla nas, była to tylko nasza informatyczna nadwrażliwość, bo podobno wcale w końcu nie chodziło o żadne litery, tylko o to, byśmy pisali Adamkus, a nie Adamek, a oni za to Mickiewicz, a nie Mickeviăius.

I też nadwrażliwość bez sensu - bo czemu wobec tego piszemy Szekspir?


TOP 200