Zapach (z) komputera

Pewnie nie wszyscy Czytelnicy pamiętają, że lubię zapach nowego komputera (felieton #63). Ot, takie niewinne zboczonko, nawet jeszcze bez nazwy, choć psychologowie już pracują. Obwąchiwanie nowej maszyny, którą nabył mój syn, skłoniło mnie do zastanowienia się, dlaczego właściwie nie mamy pełnych przekazów multi-medialnych, a raczej multi-zapachowych. Pisałem już kiedyś o komputerowym generatorze zapachów (felieton #24), ale był to dowcip, który od początku do końca wymyśliłem, aby nieco ubarwić felieton. Mimo to otrzymałem list z zapytaniem, gdzie można takie urządzenie nabyć. Nie odpowiedziałem, bo wydawało mi się, że przyznanie się do wybujałej fantazji może mnie zdyskredytować w oczach, przepraszam, w nosach Czytelników.

Pewnie nie wszyscy Czytelnicy pamiętają, że lubię zapach nowego komputera (felieton #63). Ot, takie niewinne zboczonko, nawet jeszcze bez nazwy, choć psychologowie już pracują. Obwąchiwanie nowej maszyny, którą nabył mój syn, skłoniło mnie do zastanowienia się, dlaczego właściwie nie mamy pełnych przekazów multi-medialnych, a raczej multi-zapachowych. Pisałem już kiedyś o komputerowym generatorze zapachów (felieton #24), ale był to dowcip, który od początku do końca wymyśliłem, aby nieco ubarwić felieton. Mimo to otrzymałem list z zapytaniem, gdzie można takie urządzenie nabyć. Nie odpowiedziałem, bo wydawało mi się, że przyznanie się do wybujałej fantazji może mnie zdyskredytować w oczach, przepraszam, w nosach Czytelników.

A tymczasem coś jest na rzeczy, a raczej w powietrzu. Otóż wszyscy już przyzwyczailiśmy się, że kolorowe czasopisma, szczególnie kobiece, mają w środku niejedną wkładkę, która po otworzeniu i przejechaniu palcem wydziela intensywny zapach reklamowanych perfum. Prawdopodobnie ta forma reklamy sprawdza się, zwiększając obroty, gdyż jest stosowana coraz częściej, także w Polsce.

Ludzie od reklamy są niewyczerpani w pomysłach. Postanowili umożliwić podobne wrażenia ludziom oglądającym reklamy na sieci. Może nie dokładnie te same, ale zbliżone. Otóż członkowie America On Line, gdy już uda im się dodzwonić do swego dostawcy internetowego, mogą sprawdzić pierwszą na świecie próbkę zapachową on-line w reklamie firmy Gap (odzież i kosmetyki dla generacji X). No, nie jest to jeszcze całkiem próbka w sensie dosłownym, raczej impresja. Przykładowo, wybranie zapachu nazwanego Om powoduje emisję dźwięków, które powstają w czasie porannej modlitwy mnichów. Reklama odwołuje się do skojarzeń, gdyż podobno tak właśnie pamiętamy zapachy. Firma Gap oświadczyła, że jest gotowa do transmisji prawdziwych zapachów, ale technologia nie nadąża! Widzę tu pole dla szybkiej działalności wynalazczej. Proszę sobie wyobrazić ten rynek milionów użytkowników komputerów, gdzie wszyscy kupują Scent-o-line (nazwa jeszcze nie zastrzeżona). Jak sądzę, podstawowym problemem jest brak precyzyjnego języka określającego zapachy. Przez analogię do kolorów możemy powiedzieć, że używamy form skojarzeniowych, nie mamy zaś pryzmatu, który rozdzieliłby zapachy na elementy podstawowe. O ile takie w ogóle istnieją. W przypadku kolorów popularne jest mówienie np. o kolorze śliwkowym lub jesiennych liści. Dla zapachów pozostają określenia kwiatowe albo odwołanie się do skojarzeń negatywnych („skarpetki noszone trzy tygodnie" to - wg mej żony - zapach sera pleśniowego). Trudno będzie stworzyć standardy, gdyż wielu ludzi ma obniżony lub podwyższony poziom reakcji na zapachy.

Wyobrażam sobie, że SOL będzie posiadało specjalną regulację, być może do każdego urządzenia będzie dodawany zapach-próbka, umożliwiającą regulację intensywności wydzielanych zapachów. Wyobrażam też sobie złośliwych programistów, tworzących nieznośne smrody i rozpowszechniających je w przebraniu znanych perfum (tzw. zapachowy „koń trojański”). A może przesadzam, może wcale nie będzie rozkwitu zapachów z komputera? Pozostanie tylko lekko słodkawy, nieco przypominający łąkę zapach środka dezynfekcyjnego, który dochodzi ze środka każdego nowego komputera. Bardzo przyjemny...


TOP 200