Zanim dojdziemy do czwórki

Z rosnącą ciekawością obserwuję stosowanie paradygmatu peer-to-peer - (P2P) przez kolejne dziedziny życia.

Z rosnącą ciekawością obserwuję stosowanie paradygmatu peer-to-peer - (P2P) przez kolejne dziedziny życia.

Najpierw był Napster - czyli system wymiany muzyki przez Internet. Potem przyszła kolej na środowiska naukowe i... hakerskie, które na P2P oparły wyszukiwanie treści (publikacji albo cra-cków i kluczy). Najbardziej chyba rozpowszechnionym komercyjnym zastosowaniem jest komunikator Skype, który stosowany jest przez kilkaset milionów użytkowników na świecie.

Ale P2P użyte w biznesie to pewna nowość. W Polsce już wkrótce mają się pojawić dwa serwisy pożyczkowe działające na zasadzie social lending. Autorzy jednego z nich nie szczędzą autoreklamy, podając za zagranicznymi serwisami odsetek tzw. złych kredytów - w trzech z czterech podawanych przykładów wynoszący 0,00%. To oczywiście tzw. ściema, bo niby dlaczego wzajemne pożyczanie przez Internet miałoby być pozbawione normalnego ryzyka, jakim charakteryzuje się działalność kredytowa? Ale nie o tym dzisiaj. Paradygmat P2P pokazuje swoje nowe oblicze i myślę, że rok 2008 upłynie pod znakiem jego licznych, nowych zastosowań w biznesie.

Dość dobrze mogę sobie wyobrazić gazetę, która powstaje poprzez dodawanie treści przez innych, "podobnych do mnie" internautów - zresztą na podobnej zasadzie działa na przykład Digg.com. Ale nie tylko - równie efektywne może być np. wypożyczanie sobie domków letniskowych, podwożenie się z miasta do miasta samochodem (z podziałem kosztów paliwa), prosty catering (np. obsługa uroczystości rodzinnych), korepetycje, itd. Doprawdy, ludzka wyobraźnia nie zna granic i jeśli tylko nic jej sztucznie nie ogranicza, zadziwia nas nowymi pomysłami i innowacjami.

W P2P jest tylko jeden problem i potencjalne pole konfliktu. Otóż obszary, w których "samopomoc" może okazać się hitem, są w znacznej mierze zagospodarowane przez średnie i duże firmy. Na przykład informacja to domena koncernów medialnych, zaś pożyczki - banków. Na razie jedynie Microsoft zorientował się, że aktywność obywatelska i dogadywanie się ponad głowami korporacji zagraża jego interesom i z całej siły zwalcza Linuxa. Wkrótce przemysł medialny zacznie traktować serwisy z amatorskimi, darmowymi filmami i muzyką jako odciąganie uwagi ludzi od swoich produkcji i tępić je bezlitośnie, zaś "oficjalne" gazety zaczną w swoich publikacjach deprecjonować internetową twórczość obywatelską, przerażone odpływem czytelników.

O Web 3.0 piszą, że będzie siecią pełną inteligencji i semantyki. Jestem przekonany, że Web 4.0 poprzedzi frontalne starcie wielkich firm i organizacji z obywatelską aktywnością.