Zakochani i wolni

Plany budowy globalnego społeczeństwa informatycznego, o których dziś piszemy, mogą zarówno cieszyć, jak i smucić. Wszystko zależeć będzie od praktycznej realizacji zamierzeń. Fakt, iż są one górnolotne, potwierdza nazwa przedsięwzięcia wzięta niemal żywcem z literatury fantastyczno-naukowej. Nie jest to jednak dziwne. Dożyliśmy czasów spełniania wizji, które 20-30 lat temu rodziły się w głowach artystów. A wystarczyłoby przecież, gdyby udało się zbudować społeczeństwo umiejętnie posługujące się informatyką.

Plany budowy globalnego społeczeństwa informatycznego, o których dziś piszemy, mogą zarówno cieszyć, jak i smucić. Wszystko zależeć będzie od praktycznej realizacji zamierzeń. Fakt, iż są one górnolotne, potwierdza nazwa przedsięwzięcia wzięta niemal żywcem z literatury fantastyczno-naukowej. Nie jest to jednak dziwne. Dożyliśmy czasów spełniania wizji, które 20-30 lat temu rodziły się w głowach artystów. A wystarczyłoby przecież, gdyby udało się zbudować społeczeństwo umiejętnie posługujące się informatyką.

Sformułowanie społeczeństwo informatyczne brzmi bowiem nieco mechanicystycznie, a opatrzone słowem globalne, może straszyć. To, jak będziemy zwali, nie jest bez znaczenia. Wiemy jak ważny jest pierwszy kontakt z nowa rzeczywistością. Dla nas jest nim w dużej mierze właśnie ta nazwa.

Ale widać nikt nas o nią nie pytał, podobnie jak nikt nie będzie nas pytał czy chcemy być takim społeczeństwem informatycznym. Niestety nie my nadajemy bieg wydarzeniom. Możemy się na to zżymać, ale wygląda na to, że musimy stać się (podporządkuję się narzuconemu nazewnictwu) globalnym społeczeństwem informatycznym. Wolną wolę pozostawiono nam jedynie w wyborze sprzętu i powinniśmy się z tego cieszyć.

Nad tym czy się połączyć, może rozmyślać para zakochanych. Ich myślenie dominuje oczywiście uczucie, które z reguły rozwiewa wszelkie wątpliwości i pokonuje wszystkie przeszkody: postawę racjonalnego taty czy zazdrosnej mamy oraz wiele innych, gdy sytuacja jest bardziej skomplikowana. Odpowiedzi na nurtujące zakochanych pytania i tak udziela życie.

Nasza sytuacja nie jest tak komfortowa. Nam po prostu mówi się, że w nowym społeczeństwie informatycznym będziemy szczęśliwi i wolni. I nawet gdyby nas szlag trafiał i nie wiadomo ile łez byśmy wylewali, musimy zacisnąć zęby i pokornie wejść do łoża społeczeństwa informatycznego. Oczywiście, może się okazać, iż propozycja, której nie mogliśmy odrzucić, da nam wiele szczęścia, rozkoszy i zadowolenia. Mam zresztą taką nadzieję.

Nie ulega jednak wątpliwości, że zostajemy zmuszeni do powiększenia informatycznej rodziny. Rzecz jasna, będziemy robili wszystko, aby pokazać, iż tak nie jest, że to właśnie my gramy przynajmniej drugie skrzypce. Nie ma się jednak co unosić honorem. Wiemy przecież ile znaczymy i co możemy.

Dziś pozostaje nam znalezienie dla siebie ciepłego miejsca w tej nowej, globalnej (uf!) społeczności.

Czy uda nam się pozostać sobą? Przyjdzie nam bowiem wieść wspólne życie już nie z drugim człówiekiem. Naszym partnerem ma być maszyna. To u jej boku poszukiwać będziemy szczęścia. I nawet gdyby kiedyś nauczono ją myśleć, o czym co chwila donosi prasa, dziś stoimy przed innym problemem. Zapatrzeni mianowicie jesteśmy w kwestię, czy komputer może myśleć jak człówiek. Ja odwróciłbym to pytanie i zapytał, czy człowiek może nabrać cech komputera. To właśnie jest podstawowa obietnica i podstawowe zagrożenie zarazem globalnego społeczeństwa informatycznego. Radość i smutek. Podobnie jak w wypadku dwóch osób decydujących się na wspólne życie. Mogą być one wolne, albo zniewolone. O czym przestrzega, nie zniewolony.


TOP 200