Zakazany owoc bitego psa

Smartfon dla ucznia? W szkole? Na lekcji? A idź Pan! Rozprasza, tumani i przestrasza. I jeszcze te głupawe filmiki. Zakazać i karać za posiadanie.

Taką postawę ma większość szkół w Polsce. Patrzą bykiem albo zakazują. Prawo oświatowe nakłada na szkoły konieczność umieszczenia w regulaminie zapisów dotyczących wnoszenia i korzystania z komórek w placówkach oświatowych. Mogą zakazać lub określić warunki korzystania. Treść tych przepisów w różnych szkołach jest dowolna, nie ma konkretnych przepisów w tej kwestii. W Europie bywa różnie. Francja zakazuje, Włochy częściowo się zgadzają, a Holandia pozwala korzystać ze smartfona w szkole prawie bez ograniczeń. No ale czego spodziewać się po kraju, w którym legalnie pali się trawkę, prawda?

A w Polsce? Stowarzyszenie „Miasta w Internecie” na przełomie 2017 I 2018 r. przeprowadziło badanie, z którego wynika, że 59% uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych spotyka się z zakazami. Bywa różnie: czasem to zakaz korzystania bez pozwolenia nauczyciela, a czasem całkowity zakaz przynoszenia urządzeń do szkoły. Tymczasem, jak piszą eksperci Sieci Edukacji Cyfrowej KOMET@ w Studium „Smartfon jako osobiste narzędzie edukacyjne ucznia”, w Polsce nie przeprowadzono kompleksowych badań o wpływie korzystania ze smartfonów w szkole na wyniki nauczania. Nie przeszkadza to jednak rodzicom, nauczycielom i dyrektorom szkół swobodnie zakazywać albo ograniczać korzystania ze smartfonów w szkołach na podstawie – jak podkreśla KOMET@ – „subiektywnych przesłanek, zasłyszanych poglądów, prywatnych przekonań i artykułów w mediach”.

Zobacz również:

Autorzy Studium piszą, że badania na świecie pozostawiają sporo do życzenia. Badacze z London School of Economics przeprowadzili analizę wpływu smartfonów na wyniki uzyskiwane przez uczniów na egzaminach i stwierdzili, że w szkołach, w których wprowadzono zakaz korzystania z telefonu komórkowego, wyniki nauczania się poprawiły. Czyli mamy jasność. A przynajmniej mieli ją Francuzi, bo to właśnie na podstawie tego badania zakazują używania smartfonów w swoich szkołach.

Jednak, jak piszą eksperci Sieci KOMET@, ustalenia te spotkały się z krytyką metodyczną, bo badanie „nie dyskontowało w żadnym stopniu wykorzystania telefonów komórkowych jako narzędzia przydatnego w odpowiednio zorganizowanym procesie dydaktycznym”, ale „odnosiło się tylko do stereotypowych, dotychczas występujących w praktyce szkolnej aktywności uczniów w szkole, realizowanych z wykorzystaniem telefonów”. Mistrzowie świata statystyki w tej London School of Economics. Jeśli tak liczyli bilans Brexitu, to wynik głosowania staje się zrozumiały.

A właściwie to o co tyle krzyku z tymi smartfonami w szkole? Przecież są pracownie komputerowe. W wynikach badania NASK czytamy, że w 2018 r. zaledwie w 10% polskich szkół jakość dostępu do internetu pozwala na wykorzystanie sieci do celów dydaktycznych. Z internetu w szkole korzysta w nich zaledwie 9,7% uczniów, z czego połowa robi to jedynie w czasie przerw, używając własnych smartfonów. Z badań NASK i PISA wynika tez, że ponad 90% polskich uczniów nabywa kompetencje cyfrowe poza szkołą, od kolegów i z samodzielnej praktyki. Czyli gdybyśmy pozwalali na korzystanie ze smartfonów w celach dydaktycznych, to przynajmniej transfer byłby sensowny.

KOMET@ w opracowaniu daje rekomendacje dla nauczycieli i rodziców, jak zbudować partnerstwo z uczniami, żeby nauka była nie tylko ciekawsza, ale i lepsza. Nie jest wyjątkiem, bo pozytywnych propozycji wykorzystania smartfonów w szkołach w Polsce było już kilka. Na przykład w 2013 r. ukazała się obszerna broszura „Korzystanie z telefonu komórkowego w szkole. Zarządzanie szansami i zagrożeniami” w ramach projektu koordynowanego przez Fundację Rozwoju Systemu Edukacji, pod patronatami europejskim i polskim, m.in. ówczesnego Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji. Jej treścią są prawie gotowe scenariusze zajęć szkolnych z wykorzystaniem smartfonów. Przecież łatwiej straszyć złymi ocenami, jakoby przez korzystanie ze smartfona. Bo o tym, że się kury przestają nieść od komórek, wszyscy wiedzą.

A może to i lepiej, że komórkami tak straszą i ich zakazują. Młodość łamie schematy i obala mury. Uczniowie będą korzystać z komórek, dozwolonych czy nie. Wszak nic tak nie smakuje jak owoc zakazany.


TOP 200