Zakazane igraszki

Właściwie nie wiem, dlaczego tylko raz dostąpiłem zaszczytu bycia przegonionym przed trybuną pierwszomajową, choć ze wszystkich możliwych lat zdarzyło się to akurat w 1968 r. W każdym razie po owej demonstracji zaprosiłem wychowawczynię oraz grupkę kolegów na herbatę do domu. Ledwie zdążyliśmy rozlokować się w moim małym pokoiku, gdy pani Bronisława zapytała rodzicielkę, podającą kolejną partię filiżanek, kto pozwala synowi pokazywać takie świństwa.

Właściwie nie wiem, dlaczego tylko raz dostąpiłem zaszczytu bycia przegonionym przed trybuną pierwszomajową, choć ze wszystkich możliwych lat zdarzyło się to akurat w 1968 r. W każdym razie po owej demonstracji zaprosiłem wychowawczynię oraz grupkę kolegów na herbatę do domu. Ledwie zdążyliśmy rozlokować się w moim małym pokoiku, gdy pani Bronisława zapytała rodzicielkę, podającą kolejną partię filiżanek, kto pozwala synowi pokazywać takie świństwa.

Dla ustalenia uwagi muszę dodać, że ściany pokoju zostały równo pokryte psychodelicznymi freskami oraz podpisami odwiedzających osób. Ostatecznie były to późne lata sześćdziesiąte, Beatlesi nosili barokowe mundury, hippisi wpinali kwiaty we włosy, a wojna w Wietnamie właśnie zaczynała być relacjonowana na żywo w telewizji.

Moja dobra Matka spojrzała łagodnym wzrokiem i z tzw. miną zarzynanego cielęcia zapytała, o czym właściwie myśli pani profesorka. Do dziś w oczach mam wystrzelony palec, wskazujący na rozkładówkę wyrwaną z Playboya i wiszącą gdzieś w rogu. Absolutnie zresztą nie budzącą żadnego zainteresowania zgromadzonej młodzieży. Matka zaczerwieniła się niczym jedna z koleżanek i coś tam wybąkała, wiedząc dobrze, że to ona sama dała synowi inkryminowane pismo. Nigdy nie dowiedziałem się, o czym panie rozmawiały potem na osobności, ale choć rozkładówka została zdjęta, to jednak nie pozbawiono mnie przyjemności oglądania króliczków.

Wspominam te zamierzchłe czasy, bo historia problemów wychowawczych powtarza się. Jak zwykle jednak niedokładnie w tej samej skali. Licealiści, którzy strzelali w szkole w Kolorado, grywali namiętnie w Doom (ang. przeznaczenie), a także nosili czarne płaszcze. Te ostatnie zakazano w kilku szkołach średnich. Czekam, kiedy nieletnim ograniczy się dostęp do "strzelanek", bo nie wierzę, aby ograniczono wolność obywatelską i utrudniono dostęp do broni palnej. Już pojawili się eksperci, którzy twierdzą, że młodzi ludzie, od czasu do czasu strzelający w szkołach, robią to inaczej niż zawodowi mordercy, zabijają bowiem pojedynczymi strzałami. Dokładnie tak jak trzeba w grach, aby móc jak najdłużej delektować się przyjemnością gry.

Producenci gier zaczęli przyjmować defensywną postawę. Wspominają o możliwościach nowych technologii, innych sferach zainteresowań, nowych rynkach. O ile znam życiorysy moich kolegów, to nikt z nas nie został erotomanem tylko dlatego że oglądał rozebrane rozkładówki. Jak sądzę, zostaliśmy dobrze wychowani, choć bez pruderii. Dzisiejsza młodzież amerykańska swoje przeznaczenie pozna zapewne niedługo. Nie sądzę, aby w kraju, gdzie średnio codziennie zostaje zastrzelonych 25 osób, granie w jakiekolwiek gry komputerowe mogło cokolwiek zmienić. Łatwo jest jednak wskazywać palcem na kogoś innego, przysłowiowe widły wcale nie zawadzają na stojaku z bronią.

Oczyma wyobraźni widzę już podziemie gospodarcze, dostarczające w szarych opakowaniach gry na CD-R, szeptaną reklamę powtórnie odkrytych nowości oraz młodych ludzi z latarką pod kołdrą stukających wieczorami w wytarte klawisze starych gier elektronicznych. Widzę też dużą szansę gospodarczego rozwoju naszego kraju. Ostatecznie jesteśmy potęgą w nielegalnym kopiowaniu oprogramowania. Wystarczy nieco tylko znowelizować ustawę o prawie autorskim. Do zachowania równowagi dobrze byłoby wprowadzić całkowity zakaz pornografii.