Zachować twarz

Przyznam się Państwu, że kiedy półtora roku temu Steve Jobs objął ster firmy Apple, to byłem raczej pesymistą. Firma widocznie chyliła się ku upadkowi, produkując drogie komputery sprzedawane z archaicznym systemem operacyjnym.

Przyznam się Państwu, że kiedy półtora roku temu Steve Jobs objął ster firmy Apple, to byłem raczej pesymistą. Firma widocznie chyliła się ku upadkowi, produkując drogie komputery sprzedawane z archaicznym systemem operacyjnym.

Co nie znaczy, że Mac OS nie miał ludzkiej twarzy. Powiedziałbym, że było to najlepiej dopracowane oblicze masowego produktu informatycznego, gdyby nie obawa, że zostanę poczytany za nawiedzonego maniaka. Taka bowiem jest powszechna percep-cja ludzi używających Macintoshy. Czasami dodaje się słówko "niegroźni", bo rzeczywiście makowcy są mało agresywni.

Zupełnie inaczej niż pecetowcy, którzy kiedyś wyśmiewani (kto pamięta dziś Windows 1.0 oraz równie udany produkt o numerze 3.0?) teraz biorą srogi odwet. Wprawdzie i oni mają swoje gorzkie chwile, kiedy muszą instalować kolejne łaty serwisowe i dowiadują się, że właściwie nie wiadomo, jaka będzie droga rozwojowa systemu po roku 2000. Stąd prawdopodobnie niezwykle agresywne podejście do wszystkiego, co nie zostało pobłogosławione w Redmond.

Pierwsze wątpliwości pojawiły się w centrali. Wszyscy pamiętamy zaduszkowy "przeciek" informacji o Linuxie. Potem okazało się, że to nie był wcale przypadek, skoro IBM i Compaq inwestują w technologię Red Hat. Makowi maniacy mieli wprawdzie od dawna MkLinux, wspaniale pracującego na procesorach PPC, ale kto się nimi przejmował. Jednakże Jobs obiecał, że zakup firmy NeXT spowoduje przeniesienie ich sztandarowego produktu na podwórko makowe. Nie wierzyliśmy, bo już było tyle obietnic...

A tymczasem słowo ciałem się stało. Mamy Unix z ludzką twarzą! W okolicach Wielkiejnocy firma Apple wprowadziła na rynek nieco po cichu całkowicie nowy system operacyjny pod nazwą Mac OS X Server. Nie zorientowani wielbiciele okienek nie wiedzą jeszcze, że jest to kolejna bomba, chyba bez opóźnionego zapłonu, bo już dostępna w sprzedaży. Na razie na procesor G3, ale w planach jest przeniesienie na Intela. Niektórzy nazywają go X jak w Archiwum X, inni zaś mówią "dziesięć", robiąc przeskok od aktualnego systemu Mac OS 8.5. Oblicze nowego systemu pozostało takie samo. Choć nie to samo. Można bowiem mieć dwa w jednym, zupełnie jak przy myciu głowy.

Tak więc za jednym zamachem posiadaczom Macintoshy zafundowano wspaniałą przygodę. Bez problemów mogą zainstalować na zewnętrznym dysku nowy system i przełączać się do woli, to jest do czasu, gdy zdecydują się na pozostanie przy nowym. Nie jest to takie trudne, gdyż emulacja starego systemu (a raczej jego elementów) udała się wspaniale. Nic zresztą dziwnego, bo Apple już raz przeszedł tę drogę przy okazji zamiany procesorów z rodziny 68000 na PPC. Tak więc praktycznie wszystkie przyzwoicie napisane programy makowe chodzą pod nowym systemem. Chodzą także programy unixowe, przede wszystkim serwer internetowy Apache. Dlatego właśnie firma zdecydowała się najpierw wprowadzić na rynek wersję serwerową systemu. Normalni makowcy, mający maszyny z G3, przesiądą się na nowy system już na jesieni.

A będzie na czym instalować Mac OS X, bo najnowsze komputery iMac, ciągle sprzedawane w tej samej niskiej cenie, mają procesor 333 MHz. Zaś model wieży G3 pod nowym systemem pozwala na ich startowanie z serwera. Widzę już oczyma wyobraźni biura i klasy szkolne tak właśnie urządzone. Unix, proszę Państwa, Unix nadchodzi na Wasze biurka! Unix z ludzką twarzą.