Za, a nawet przeciw

W Europie trwa spór na temat dyrektywy patentowej i - jak zwykle w takich przypadkach - nad rozsądkiem górę biorą emocje. Od momentu gdy Polska stanęła Rejtanem w tej sprawie, kwestia patentowania zaczęła być tematem artykułów w tygodnikach popularnych i tylko czekać, aż któraś partia polityczna uczyni z niej temat wyborczy.

W Europie trwa spór na temat dyrektywy patentowej i - jak zwykle w takich przypadkach - nad rozsądkiem górę biorą emocje. Od momentu gdy Polska stanęła Rejtanem w tej sprawie, kwestia patentowania zaczęła być tematem artykułów w tygodnikach popularnych i tylko czekać, aż któraś partia polityczna uczyni z niej temat wyborczy.

Im dłużej analizuję wiadomości i publikacje na ten temat, tym bardziej mam wrażenie, że jest to typowy temat zastępczy. Generalnie jestem za patentowaniem oprogramowania, ale nie w obecnym stanie prawa i rzeczywistości.

Patenty wymyślono po to, by wspierać i chronić innowacyjne pomysły. Gdyby nie one, nie mielibyśmy tysięcy użytecznych rzeczy, takich jak tworzywa sztuczne, środki ochrony roślin, , a nawet tzw. "rzepy" do zapinania odzieży. W XX wieku pomysły i produkcja zaczęły przesuwać się ze sfery materialnej (towary przemysłowe) do niematerialnej (idee, media oraz oprogramowanie). Naturalnie razem z nimi powinna tam podążyć ochrona tych pomysłów. Patenty na oprogramowanie to nic innego jak uwspółcześnienie warunków, które umożliwiły rozwój przemysłu i gospodarki od początku XIX wieku.

Prawdziwy problem leży gdzie indziej, a jest nim kultura prawna w tzw. cywilizowanym świecie. Ustawodawcy w pogoni za regulowaniem wszystkiego produkują tony nikomu niepotrzebnych ustaw. Ponieważ są one obszerne jak Odyseja oraz dziurawe jak ser szwajcarski, do przeprowadzenia jakiegokolwiek przewodu prawnego potrzeba wysoko wykwalifikowanego (i równie wysoko opłacanego!) prawnika. Jeżeli złożenie wniosku patentowego jest skomplikowane i kosztowne, to między bajki należy włożyć stwierdzenia, że patenty chronią "indywidualnych, innowacyjnych twórców".

A gdyby nawet chroniły, to i tak tylko pozornie. Nikt, poza wielką firmą, nie ma możliwości realnego śledzenia, czy jakiś produkt nie naruszył jego patentu. Zbyt długo chodzę po tym świecie, żeby wierzyć, że naruszenie prawa przez zwykłego szaraka i wielką korporację traktowane jest podobnie. Zaś przy sprawności polskich sądów ewentualne procesy mogą ciągnąć się latami i zakończyć niczym. Dlatego ochrona prawna patentów na oprogramowania osoby fizycznej lub firmy, która nie posiada kosztownego zaplecza detyktywistyczno-kancelaryjnego, to po prostu fikcja.

Patentowanie oprogramowania jest całkiem dobrym pomysłem, ale pod kilkoma warunkami. Po pierwsze, każdy potrafi złożyć wniosek patentowy i każdego stać na wniesienie opłat z tym związanych. Po drugie, od najmłodszych lat kształci się w kwestii przestrzegania patentów innych i korzystania z możliwości patentowania dla celów własnych - i po prostu dla ludzi nie do pomyślenia jest naruszenie patentu, zaś zgłoszenie wniosku jest równie naturalne jak, dajmy na to, prenumerata dobrego serwisu internetowego. Po trzecie, każdy będzie miał możliwość szybkiego sprawdzenia zawczasu, a nie post factum, czy pisząc jakieś oprogramowanie w dany sposób nie naruszył czyjegoś patentu. Po czwarte, to instytucje państwa będą zajmowały się ściganiem naruszeń patentów wedle sztywnych reguł i procedur - w ten sposób wyrównane zostaną szanse małych i wielkich.

W aktualnej postaci patenty chronią nie innowacyjny przemysł twórców oprogramowania, a przemysł usług prawnych. Dlatego należy jak najszybciej przedsięwziąć niezbędne kroki, aby - przywracając właściwy porządek prawny - umożliwić patentowanie oprogramowania.


TOP 200