Z zasypanego grajdołu

Mamy już komunikację bezprzewodową. Niestety jest to tylko komunikacja informacyjna, a nie transportowa. Zasypani śniegiem możemy wymieniać uwagi z osobnikiem na słonecznym Madagaskarze. Sęk w tym, że kompan z pogawędki internetowej nie wpadnie z odsieczą i nie wykopie nas z zaspy.

Mamy już komunikację bezprzewodową. Niestety jest to tylko komunikacja informacyjna, a nie transportowa. Zasypani śniegiem możemy wymieniać uwagi z osobnikiem na słonecznym Madagaskarze. Sęk w tym, że kompan z pogawędki internetowej nie wpadnie z odsieczą i nie wykopie nas z zaspy.

Prawdziwa komunikacja, czyli ta kołowa, wysiada w obliczu śniegu. Pod tym względem rozwój technologii cyfrowej w żaden sposób nie poprawił standardu życia ludzi. Można nawet powiedzieć, że jest teraz gorzej niż było dawniej. Niegdyś przemierzałem prymitywnym samochodem na letnich oponach pokrytą grubym śniegiem przełęcz Salmopol między Szczyrkiem a Wisłą. Dzisiaj w tych samych warunkach pogodowych mam problem z dotarciem na sąsiednią ulicę nowoczesnym samochodem naszpikowanym elektroniką i wyposażonym w dobre ogumienie zimowe. Zainstalowanie systemu elektronicznej nawigacji nie rozwiązuje sprawy. Bardziej przydatny okazałby się zaprzęg konny z płozami. Bo przecież poruszać się czymś trzeba, skoro chodzić nie bardzo można w śniegu po kolana. Póki nie powróci ten dobry zwyczaj uprzątania tak jezdni, jak i chodników oraz wywożenia pryzm śnieżnych poza miasto, dopóty lepiej siedzieć w domu i korzystać z uroków Internetu. Mniej wtedy powodów do narzekań, zwłaszcza na warunki zewnętrzne. Ponadto świat wirtualny jest znacznie piękniejszy od realnego. I mniej inwazyjny.

Grymasząc na tę nutę chciałem uwypuklić fakt, że pomimo całego rozwoju elektroniki ciągle borykamy się z takimi samymi i w takiej samej skali problemami życia codziennego. Wygląda na to, że w niektórych dziedzinach stoimy niezmiennie na tym samym etapie. I nie tylko za sprawą trudnych do ujarzmienia sił natury. Wystarczy przyjrzeć się ile też w dużych miastach jest jeszcze gospodarstw domowych indywidualnie ogrzewanych węglem.

To już jest kwestia technologii i jej dostępności (także cenowej). Aż nie chce się wierzyć, że to XXI wiek. Kompletny prymityw miesza się z nowoczesnością. Tylko że ta nowoczesność jest zgoła jednowymiarowa. Na upartego można Eskimosowi wstawić do jego igloo jakieś łącze satelitarne na zasilaniu akumulatorowym. I niech sobie ogląda cyfrowo inny świat. A czy zmieni to jego standard życia? Co najwyżej zacznie zazdrościć innym ludziom cieplejszego klimatu. Jednak palmy koło lodowego domku nie zasadzi, bo do tego potrzebna jest technologia zgoła inna niż cyfrowa oraz odmienne warunki rzeczywiste.

Wydaje się być zupełnie bez znaczenia, czy w zaspie utkniemy samochodem z ABS, ESP, GPS czy bez.

Mieszkanie ogrzewane węglem nie stanie się nowoczesnym gospodarstwem domowym dzięki telewizorowi plazmowemu. Firma nie zacznie produkować lepszych wyrobów dzięki ładnemu portalowi internetowemu. Lekarz prowadzący komputerową ewidencję pacjentów wcale nie musi lepiej leczyć. Od wielu już lat podejrzewam, że cała ta nowoczesna technologia cyfrowa to tylko mydlenie oczu i zręczne kształtowanie koniunktury. Natomiast technologii anihilacji śniegu nie ma komu wymyślić. Chyba dlatego, że w Kalifornii ten problem nie istnieje. Ale czy my zawsze musimy czekać na pomysły i wynalazki innych?


TOP 200