Z telefonem w świat

Telefon komórkowy stał się w okresie minionych paru lat jedynym w swoim rodzaju przedmiotem, który pozwalał publicystom na jego właścicielu jeździć do woli, jak na suchej kobyle. Ileż to miejsca poświęcono temu skromnemu, acz drogiemu urządzeniu, począwszy od "Przyjaciółki", a na najpoważniejszych tygodnikach skończywszy. Telefon komórkowy i białe skarpetki - przedmioty symbole. Aż strach pomyśleć, jaka fala "krytycznych uwag" przeleje się przez prasę, gdy rozbrzmiewać zaczną aparaty cyfrowej telefonii komórkowej.

Telefon komórkowy stał się w okresie minionych paru lat jedynym w swoim rodzaju przedmiotem, który pozwalał publicystom na jego właścicielu jeździć do woli, jak na suchej kobyle. Ileż to miejsca poświęcono temu skromnemu, acz drogiemu urządzeniu, począwszy od "Przyjaciółki", a na najpoważniejszych tygodnikach skończywszy. Telefon komórkowy i białe skarpetki - przedmioty symbole. Aż strach pomyśleć, jaka fala "krytycznych uwag" przeleje się przez prasę, gdy rozbrzmiewać zaczną aparaty cyfrowej telefonii komórkowej.

Wynalazki rodzi nuda - napisał kiedyś żartobliwie Antoni Słonimski. Najprawdopodobniej tak było z telefonem komórkowym. Siedział sobie wygodnie na leżaku człowiek, popijając sok pomarańczowy, i myślał: dlaczego to ja mam chodzić za telefonem, a nie telefon za mną? I tak to się z tą nowością zaczęło. Ponieważ rzeczy nowe są zazwyczaj drogie, stać na nie jedynie bogatych. Bogactwo, jak wiadomo, w oczy kłuje. Na tej prostej zasadzie ranił wzrok (i ambicje) niezamożnych ludzi telefon komórkowy.

Nie bez winy pozostają, oczywiście, użytkownicy telefonów komórkowych. Po cóż się z nimi obnosili na ulicach, plażach, jak często donoszono pisząc o pladze, choć ja osobiście nikogo takiego nie widziałem. Po co walczyli z nieposłusznymi - głuchymi - urządzeniami, gimnastykujac się nad restauracyjnymi stołami, skłaniając głowy, tułów, wchodzą na i pod stoły, wykrzykując przy tym, jakby przedmiotem rozmowy była sprawa życia i śmierci. Ale w takim razie - po cóż byłby telefon komórkowy, gdyby trzeba go było trzymać w kredensie w domu?

Przeciwnicy tego miniaturowego urządzenia tam by go najchętniej widzieli. Dlatego mówią coraz głośniej, że dżentelmen nie nosi telefonu komórkowego w widocznym miejscu i nie korzysta z niego w otoczeniu innych osób. Gdyby tak było, drastycznie wzrosłaby nam liczba dżentelmenów. Ale kto powiedział, że przedsiębiorcy w jakiś szczególny sposób muszą wyróżniać się kulturą osobistą, a wiedzą dorównywać uniwersyteckim profesorom. Przecież są to zwyczajni ludzie. Jak wszyscy inni - tacy i owacy. Używanie telefonu komórkowego wymusiła na nich moda i presja środowiska, a nie potrzeba. Łatwiej jest bowiem zbudować uzasadnienie, mające przesądzić o konieczności posiadania telefonu komórkowego, niż postanowić, że telefon komórkowy potrzebny nie jest.

Tymczasem okazuje się, że coraz większa liczba przedsiębiorców dochodzi do wniosku, że to skromne urządzenie wyłącznie przeszkadza im w pracy, powodując całkowity bałagan informacyjny. Dostępność w każdym miejscu i o każdej porze kusi ewentualnych interesantów, którzy telefonują częściej w sprawach banalnych niż istotnych. Nadchodzi widać czas cywilizowania telefonu komórkowego w świecie biznesu. Jednocześnie czeka nas kolejna rewolucja obyczajowa w pozostałych sferach społeczeństwa. Ciekawe tylko, co też stanie się teraz znakiem rozpoznawczym przedsiębiorcy, skoro telefon komórkowy będzie miał co drugi student?