Z ogonkiem do Europy (Wschodniej)

Jak zapewne Czytelnicy wiedzą, w wolnych chwilach lokalizuję fonty. Początkowo robiłem to tylko do systemu operacyjnego Mac OS i życie moje było proste. Jedyne problemy, jakie napotykałem, dotyczyły wątpliwości artystycznych.

Jak zapewne Czytelnicy wiedzą, w wolnych chwilach lokalizuję fonty. Początkowo robiłem to tylko do systemu operacyjnego Mac OS i życie moje było proste. Jedyne problemy, jakie napotykałem, dotyczyły wątpliwości artystycznych.

Do dziś pamiętam wypowiedź pewnego bardzo znanego typografika, który zrobiwszy dla mnie okładkę do płyty CD-ROM, zreflektował się i stwierdził, że cyfra "5" użyta w projekcie jest pretensjonalna. Cokolwiek by to znaczyło.

Tenże sam artysta uświadomił mi, że twórczość idzie w parze z wątpliwościami. Osoba tworząca powinna mieć wątpliwości. Początkowo robiąc ogonki, akceptowałem cokolwiek, zarówno artystycznie, jak i technicznie. Ale jakoś wszystko kręciło się. Problemy pojawiły się wraz z rozszerzeniem działalności na platformę okienkową. Okazało się, że nie tylko nie mam żadnego przewodnika po kształtach, ale także nie wiem, jak polskie litery działają pod Windows. Co do katuszy estetycznych, to ten sam zaprzyjaźniony artysta podtrzymał mnie na duchu, twierdząc, że nikt nie wie, jak powinien wyglądać prawdziwie polski ogonek albo akcent. Można analizować przeszłość. Nawet zasugerował mi, abym na emeryturze napisał książkę o historii polskiego znaku narodowego. Kto wie, może napiszę...

Tymczasem sprawy techniczne jakoś tak same się rozwiązywały. Wprawdzie firma Microsoft nie raczy publikować materiałów dokumentacyjnych, w każdym razie nie tak doskonałe, jak apple'owskie tomy Inside Macinotsh, ale podglądając tu i ówdzie udało mi się opracować fonty, które działały pod Windows 95, a nawet NT. Z czasem i dzięki pomocy przyjaciół zrobiłem nie tylko fonty postscriptowe, ale także wielojęzykowe typu TrueType, które nawet Microsoft zakupił. Wydawało mi się, żem szpenio i wielki gonzo.

Aż tu któregoś dnia pojawiły się Windows 98. A z nimi telefony oraz listy użytkowników, którym działające dotychczas fonty PS nagle przestały pokazywać polskie litery w programie WordPad. Nie chcę zanudzać Państwa szczegółami technicznymi (można je znaleźć na Drugiej Stronie w dziale fontowymhttp://www.apple.com.pl/fontypc.html), ale okazało się, że twórcy PostScriptu z firmy Adobe przyjęli zasadę, że aby font był rozpoznawany jako kwalifikujący się do użytku w naszej części Europy, to musi zawierać literę Ccaron, czyli po naszemu C z haczykiem. Tak się jednak składa, że jest to litera czeska, na ogół więc wcale nie jest ona nam potrzebna. Ja także pomijałem ją w repertuarze znaków dostępnych w lokalizowanych fontach.

Rad nierad zrobiłem jednak próbkę i okazało się, że figa, a raczej dwie. Otóż, nie tylko dodanie znaku Ccaron nie sprawiło, że polskie litery pojawiły się pod Windows 98, ale litera Ż znikła pod Windows NT! Problem wyjaśnił się stosunkowo prosto: jakiś biurokrata w Adobe zdecydował, że ta rdzennie polska litera, nigdzie nie używana, będzie w PostScripcie nazywała się Zdotaccent zamiast logicznego Zdot. Aby zaś font był rozpoznawany jako zawierający polskie litery pod Windows 98, musi on mieć tzw. charset o nazwie Eastern Europe, skrót EE.

Tak więc aktualne polskie Windows są polskie, gdy ich fonty kwalifikują się do użytku w Czechach oraz ulokowane są w Europie Wschodniej. A wydawało mi się zawsze, że geograficzny środek Europy znajduje się gdzieś koło Piątku...


TOP 200