Z nowoczesnością w kieszeni

Zabłądziłem w lesie. Tak skutecznie zabłądziłem w lesie, na dodatek w lesie, o którym przekonany byłem, że znam go jak własną kieszeń, iż jedynym rozwiązaniem przed nadchodzącą nocą było pójście w jednym kierunku w nadziei na dotarcie gdzieś. Ponieważ las ten do małych nie należy, spacer kroił się przyzwoity.

Zabłądziłem w lesie. Tak skutecznie zabłądziłem w lesie, na dodatek w lesie, o którym przekonany byłem, że znam go jak własną kieszeń, iż jedynym rozwiązaniem przed nadchodzącą nocą było pójście w jednym kierunku w nadziei na dotarcie gdzieś. Ponieważ las ten do małych nie należy, spacer kroił się przyzwoity.

Idę tak w poszukiwaniu punktu, który pozwoliłby na uspokajające stwierdzenie, że wiem, gdzie jestem, idę coraz szybszym krokiem, pogania mnie coraz niżej świecące słońce (myśl o tym, aby usiąść pod drzewem i płakać, dawno mnie opuściła) i bawię się kluczykami od samochodu. W nadziei na niespodziewane włączenie alarmu co i rusz naciskam przyciski na małym pilocie. Niestety, wszędzie głucha cisza. Naciskam i naciskam - odzewu brak. Oczywiście, reakcji samochodu żadnej być nie mogło, ale naciskam i naciskam, i taka dziwna, a może wcale nie dziwna, myśl do głowy mi przyszła.

Za sprawą pilota owego - reprezentanta bezsprzecznego nowoczesności (leży ta nowoczesność niewinnie teraz na parapecie) całkowicie zmieniło się moje podejście do pasażerek mego samochodu. Od czasu, kiedy posiadaczem jestem pilota wspomnianego, zintegrowanego (używając tego pięknego i fachowego słowa) z tzw. centralnym zamkiem, zaprzestałem otwierania drzwi kobietom, które odwagę mają wsiąść do mego samochodu. Zwyczajnie robię pilotem "pik" i pakuję się za kierownicę. Odważna kobieta, jeżeli znajdzie się już takowa, radzić musi sobie sama.

Zacząłem ubolewać nad sobą w przepełnionym już mrokiem lesie i obiecać, że jak wydostanę się w miarę sprawnie z tego drzewostanu, nigdy tak już czynić nie będę. Zrobię "pik" pilotem, otworzę drzwi, poczekam aż odważna kobieta wygodnie usiądzie i zamknę za nią delikatnie drzwi. Tak zresztą miałem we zwyczaju postępować, do czasu gdy stałem się posiadaczem tego jednego z wielu symboli nowoczesności i wygodnego życia.

Orędownikiem nowoczesności w domu i ogrodzie jestem wielkim, ale doszedłem do wniosku, że my, orędownicy wielcy nowoczesności, trochę nad nią popracować jednak jeszcze musimy, bo nie może być tak, że nowoczesność panoszy się kosztem elementarnych zasad kultury osobistej. Wyszedłem bowiem z tego lasu ostatecznie - postanowienia twardo dotrzymuję - i zaobserwowałem, że takich bezmyślnych konsumentów nowoczesności, jak ja, jest na naszych ulicach moc cała. "Pik" pilotem i skok za kierownicę, a zasługujące na elementarny szacunek nas orędowników nowoczesności kobiety, radźcie sobie same. I niech ktoś zaprzeczy, że nowoczesność nie zmienia naszych zachowań na gorsze, ale tylko czasami - rzecz jasna.


TOP 200