Z fuzją na wilczki

W felietonie ''Kanarek się różni'' w CW 7/2006 wskazałem na SFIA jako na ciekawą propozycję wzorca dla kompetencji informatycznych. Użytkownik j23tom skomentował pod tekstem: ''A ja mam wrażenie, że całe pokolenie trzydziestoparoletnich i wyżej tzw. informatyków panicznie boi się młodych wilczków... wkrótce ich zagryzą...'' (cała wypowiedź: http://www.computerworld.pl/artykuly/50795.html ).

W felietonie ''Kanarek się różni'' w CW 7/2006 wskazałem na SFIA jako na ciekawą propozycję wzorca dla kompetencji informatycznych. Użytkownik j23tom skomentował pod tekstem: ''A ja mam wrażenie, że całe pokolenie trzydziestoparoletnich i wyżej tzw. informatyków panicznie boi się młodych wilczków... wkrótce ich zagryzą...'' (cała wypowiedź:http://www.computerworld.pl/artykuly/50795.html ).

Przede wszystkim chcę powiedzieć, że zasadniczo podzielam pogląd, że tzw. uprawnienia zawodowe, wymagane w niektórych profesjach, służą jedynie do zamknięcia drogi do tego zawodu dla młodych i ambitnych, którzy mogliby zagrozić pozycji już wykonującym ten zawód. Tylko że zjawiska znanego ze świata prawników, lekarzy czy architektów nie ma w informatyce. Dynamika tego zawodu i opór samego środowiska uniemożliwiły wprowadzenie jakichkolwiek "uprawnień"; taka próba, o ile mi wiadomo, została podjęta tylko raz i nigdy nie zaszła naprawdę daleko. To dobrze, bo wszędzie tam, gdzie wprowadzono korporacjonistyczne bariery w dostępie do zawodu, skutkiem była obniżka jakości usług wraz z drastyczną podwyżką cen.

Natomiast zdecydowanie nie mogę się zgodzić z pozytywną oceną "młodych wilczków" i twierdzeniem, jakoby miały one "zagryźć trzydziestoparoletnich". Prawdę mówiąc, jest to jedno z największych moich rozczarowań ostatnich lat. Etyka zawodowa nie za bardzo pozwala mi wchodzić w szczegóły; poprzestanę jedynie na zdaniu, że jestem bardzo zawiedziony, że absolwenci informatyki nie są zasadniczo lepsi niż ja byłem w ich wieku. I jestem tym faktem zaskoczony - oczekiwałbym, że wychowani w cieplarnianych warunkach, wykształceni w kontakcie ze światem i ogólnie "doinwestowani" młodzi informatycy rzeczywiście będą stanowić realne zagrożenie - nie tyle może dla mnie samego, a bardziej dla mojego pokolenia. Nie stanowią, drogi j23tomie. Brakuje im, mówiąc staroświecko, pewnego ogólnego poziomu wykształcenia, ogłady i perspektywy oraz refleksji nad światem informatyki i swoim miejscem w tym świecie.

Mam na to własną teorię: otóż nie da się ukryć, że w ostatnich latach mocno obniżył się poziom wykształcenia w ogóle, a w szczególności podstawowego i średniego. A jako że pochodzę z nauczycielskiej rodziny, zdanie to opieram na wiarygodnych źródłach: osobach przyjmujących do pracy oraz nauczycielach szczebla średniego i wyższego. Taka była cena za demokratyzację i powszechność nauki na poziomie licealnym i akademickim. W Polsce w ostatnich 15 latach liczba studentów wzrosła pięciokrotnie (http://portal.wsiz.rzeszow.pl/strona.aspx?id=1082 ), a kadry naukowej przybyło niewiele. Cudów nie ma - i akurat informatycy powinni rozumieć to lepiej od innych.

Niech nikt nie łudzi się, że pięciodniowy kurs, nawet najdroższy i najbardziej atrakcyjny, albo sam entuzjazm i otwarta głowa dadzą wykształcenie i wiedzę porównywalną z pięcioma latami dziennych studiów magisterskich wzbogaconych o wieloletnie doświadczenie w paru firmach. Pokolenie trzydziestoparolatków ma trzy przewagi: solidne podstawy zdobyte w niezdemoralizowanej szkole średniej, porządne studia robione w czasach, gdy na roku na informatyce było kilkadziesiąt osób zamiast dzisiejszych kilkuset (zaś dobrze ponad połowę godzin stanowiły laboratoria i ćwiczenia) oraz kilkanaście lat spędzonych w pracy nad realnymi problemami, w zróżnicowanych zespołach. Takie połączenie (stąd "fuzja" w tytule felietonu) to atut, który naprawdę pozwala patrzeć na "młode wilczki" z życzliwym zainteresowaniem, nie zaś obawą.


TOP 200