Wyznanie grzesznika

Zbliżające się Święta Wielkiejnocy, czyli Odkupienia, sprowokowały mnie do zastanowienia się nad samym sobą, tym, co robię, a w szczególności nad tym, co piszę. Te rozmyślania brutalnie przerwały mi doniesienia mediów z okazji XXXVI Dnia Środków Przekazu. Brutalnie, gdyż dowiedziałem się, że grzeszę. I to ciężko.

Zbliżające się Święta Wielkiejnocy, czyli Odkupienia, sprowokowały mnie do zastanowienia się nad samym sobą, tym, co robię, a w szczególności nad tym, co piszę. Te rozmyślania brutalnie przerwały mi doniesienia mediów z okazji XXXVI Dnia Środków Przekazu. Brutalnie, gdyż dowiedziałem się, że grzeszę. I to ciężko.

Oto moje wyznanie grzechów, publiczne, bo i publicznie grzeszyłem. Dobrze wiadomo że bez przyznania się do winy, a potem odbycia pokuty nie może być mowy o przebaczeniu.

Od przeszło dziesięciu lat używam Internetu. Zacząłem jeszcze w czasach, gdy o protokole HTTP nikomu się nie śniło. Teraz, czytając przesłanie papieskie z okazji Dnia Środków Społecznego Przekazu, dowiedziałem się, że od początku byłem w błędzie. Otóż, wydawało mi się naiwnie, że możliwość łatwej komunikacji między ludźmi służy przekazywaniu informacji, które dotąd z różnych powodów nie były publiczne. Powodami tymi było na ogół lenistwo i możliwości techniczne. To tak samo jak z drukiem: nie jest przypadkiem, że pierwsze słowo drukowane w naszej cywilizacji to była Biblia. Powinienem był o tym pamiętać, ale jakoś zafascynowany możliwościami nowego medium usunąłem tę wiedzę z pamięci.

Niestety, inaczej niż u wieszcza, moja pamięć posłuchała, no i przez kilkanaście lat nie korzystałem z Internetu jako nowego forum głoszenia Ewangelii. Jak klarownie, choć dla mnie za późno, wyłożył tę sprawę Papież w swym przesłaniu, Internet nie może być "celem samym w sobie", a osoby korzystające z niego powinny być świadome zarówno jego siły, jak i niedostatków. Choć "Internet umożliwia pojawienie się na milionach ekranów na całym świecie miliardów obrazów", cyberprzestrzeń stanie się obszarem prawdziwie godnym człowieka tylko wtedy gdy za pośrednictwem tego nowego środka upowszechniana będzie "dobra nowina o naszym odkupieniu". Albowiem "Internet dostarcza szerokiej wiedzy, ale nie naucza podstawowych wartości; gdy zaś zaniedba się wartości, samo nasze człowieczeństwo zostaje umniejszone i człowiek łatwo traci z pola widzenia swą transcendentalną godność" (wszystkie cytaty za Dziennikiem PAP 1/23-25/2002).

Tak właśnie stało się ze mną - straciłem swoją transcedentalną godność. Raz i na zawsze. Niestety, transcedentalność mojej osobowości, czyli przekraczanie jej normalnych granic, musiała już dawno dawać mi się we znaki. Jan Paweł II podkreślił, że Internet sprzyja relatywizmowi, a korzystanie z sieci może doprowadzić do zaniechania pogłębionej refleksji. Przypomniał też, że kontakty w sieci nigdy nie mogą zastąpić bezpośrednich kontaktów ludzkich. Tak, właśnie tak grzeszyłem, relatywizując, nie pogłębiając i zastępując. Powinienem był Państwa ewangelizować w bezpośrednim kontakcie, ostatecznie przecież byłem Ewangelistą Macintosha.

Na szczęście dla mnie, wg Papieża Internet dostarcza informacji, pobudza zainteresowania i umożliwia zetknięcie się z przesłaniem chrześcijańskim, zwłaszcza młodym ludziom, którzy często traktują sieć jak okno na świat. A więc jest nadzieja, że przynajmniej młodzi zostaną zbawieni. "Internet nie może nigdy zastąpić bogatego doświadczenia Boga, które może zaoferować wyłącznie żywe, liturgiczne i sakramentalne życie Kościoła, z pewnością może jednak dostarczyć jedynego w swoim rodzaju uzupełnienia i wsparcia". Tak, szczególnie jeśli przez Internet będzie się słuchało Radia Maryja, zamiast czytać moje felietony. Dwie godziny dziennie RM to najlepsza pokuta dla każdego grzesznika.

Życzę Państwu (po)godnych Świąt Wielkanocnych, bez Internetu.


TOP 200